crop-nlvPpV79u38sPGO_180x130-0.png

Odrzucenie euro jest groźne, bo zrobi z nas kraj drugiej prędkości: bez specjalnego budżetu, który szykowany jest dla strefy euro, bez efektywnego zarządzania, bez bezpośredniej pomocy dla naszego systemu finansowego w razie kryzysu - mówił Jerzy Buzek, Przewodniczący Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii w Parlamencie Europejskim, w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem.

"Czy dzięki Donaldowi Tuskowi jako szefowi Rady Europejskiej będziemy mogli czuć się bezpieczniej w Europie?

Jerzy Buzek, szef Komisji Parlamentu Europejskiego ds. Przemysłu, Badań i Energii: Myślę, że tak. Donald Tusk dał się poznać jako polityk konsekwentny i z inicjatywą. Jego stanowcza reakcja na konflikt na Ukrainie i mobilizowanie Unii do działań były bardzo widoczne, choć nie tak skuteczne, jak byśmy chcieli. Ale to nie jego wina. Putin, który nie uznaje reguł, był zawsze parę kroków „do przodu”, a Unia spóźniała się z decyzjami właśnie dlatego, że pewne reguły uznaje. Głos Donalda Tuska jako przewodniczącego Rady będzie teraz bardziej słyszalny i to jest też szansa między innymi dla projektu unii energetycznej.

Dlaczego?

Przewodniczący Rady Europejskiej ma większy wpływ na politykę europejską niż premier członkowskiego kraju. Ma inne narzędzia niż np. weto. Prowadzi debaty, przygotowuje wnioski z Rady, negocjuje kompromis. Decyzje należą jednak do przywódców krajów członkowskich Unii. Podkreślam to, ponieważ nie chcę, abyśmy oczekiwali zbyt wiele.

Czy Donald Tusk może być orędownikiem deeskalacji konfliktu na Ukrainie?

Bezpieczeństwo Polski nadal będzie zależało przede wszystkim od polityki krajowej, od tego, jak będziemy reagować na militarne czy gospodarcze zagrożenia. Będzie też zależeć od naszych działań w NATO.

Ale Unia też jest gwarantem naszego bezpieczeństwa, bo interesy nasze i Europy są tu zbieżne. Przewodniczący Rady powinien tę zbieżność wzmacniać. Przecież niezależna, stabilna, demokratyczna Ukraina z gospodarką wolnorynkową jest ważna i dla bezpieczeństwa Polski, i Europy.

Na razie Moskwa ma ograniczyć Ukrainie dostęp do ważnych rosyjskich rynków, jeśli Kijów wdroży jakąkolwiek część umowy handlowej z Unią Europejską. Jak może zareagować UE?

Wydawało się, że opóźnienie o rok umowy handlowej Ukraina–Unia uspokoi Rosję. Nic bardziej błędnego. Polityka wobec Rosji jako reakcja na bieżące działania tego kraju nie daje żadnego rezultatu. Widać, jak bardzo potrzebujemy całościowej wizji wzmocnienia pozycji geopolitycznej i gospodarczej Ukrainy. Musimy działać długofalowo, nie doraźnie. Ukraina musi ze swej strony dokonać nadludzkiego wysiłku, by wprowadzić najbardziej potrzebne reformy.

Reformy na Ukrainie mogą okazać się trudne.

Jest to trudne, bo toczą się tam działania zbrojne. Trudne, ale konieczne. Kissinger mówi, że dziś mamy do czynienia z sytuacją, kiedy jeden szachista Putin przewiduje wiele ruchów do przodu, a jego przeciwnicy nie wiedzą nawet, w co z nim grają.

A jak pan, jako przewodniczący komisji badań naukowych i energii, postrzega nasze bezpieczeństwo energetyczne?

Polska, jak i inne kraje, ma wiele opóźnień, wiele rzeczy trzeba wdrożyć z tego, co już zostało wypracowane i uchwalone w instytucjach europejskich. Jestem autorem lub współautorem wielu rozwiązań związanych z tworzeniem podstaw bezpieczeństwa energetycznego. Na wniosek Parlamentu Europejskiego Rada podejmowała w tych sprawach kluczowe decyzje dotyczące np.: bezpiecznych dostaw gazu, w tym połączeń gazowych i elektrycznych pomiędzy krajami Unii (na które są już zresztą unijne pieniądze), zasad handlu energią wewnątrz UE, zasad konkurencji, równego dostępu do sieci, a także – co najważniejsze – zasad negocjowania kontraktów z dostawcami gazu i prądu spoza granic UE. To dlatego dzisiaj Komisja Europejska często ingeruje w kontrakty, które podpisują kraje Unii z Gazpromem.

A ryzyko monopolu Gazpromu?

Komisja Europejska nie dopuszcza do rozwiązań, które prowadziłyby do monopolu Gazpromu. Dzięki wieloletniej pracy Komisji Przemysłu, Badań i Energii, której byłem członkiem, a obecnie przewodniczącym, Unia ma szanse uniezależnić się energetycznie. Aby tak się stało, potrzeba woli politycznej, zwłaszcza w Radzie Europejskiej, wśród szefów rządów. Mamy już koordynację zakupów na zewnątrz Unii.

Czego tak naprawdę nam jeszcze brakuje?

Brakuje dyrektywy o wspólnych zakupach. Przewodniczący Donald Tusk będzie miał narzędzia, choć nie bezpośrednie, by mieć na to wpływ. No i oczywiście konieczne jest, żeby wreszcie kraje członkowskie wdrożyły dotychczasowe już obowiązujące rozwiązania unijne gwarantujące nam bezpieczeństwo energetyczne.

Czy my możemy oczekiwać od przewodniczącego Rady Europejskiej załatwienia Polsce dopłat dla rolników czy korzystnych zmian w pakiecie energetycznym?

Trudno sobie wyobrazić, żeby przewodniczący Rady wykorzystywał swoją pozycję do załatwienia interesów różnych grup społecznych.

Takie są oczekiwania opozycji względem Donalda Tuska.

Dopłaty dla rolników to bardzo ważna sprawa, ale można o nie walczyć na innym szczeblu: jest polskie przedstawicielstwo w Brukseli, są rząd i jego agendy, polski przewodniczący komisji rolnictwa PE, polska komisarz. Bardzo dobrą strategię przyjął poprzedni komisarz Janusz Lewandowski. Zabiegał o rozwiązania proeuropejskie związane ze wzrostem gospodarczym i ożywieniem rynku pracy. W ten sposób osiągnął też bardzo dużo dla Polski.

Czyli Tusk nie będzie obrońcą interesów Polski za granicą?

Jednym z największych zagrożeń dla Unii są narodowe egoizmy, wiele krajów traktuje ją jedynie jako dojną krowę. Jest jasne, że korzystamy z tego, że jest Unia. Ale to przecież także nasze wspólne dobro. Jeżeli przewodniczący Rady Europejskiej będzie np. włączał Unię Europejską w rozwiązanie sprawy zagrożeń Rosji wobec Ukrainy, jeśli będzie troszczył się o zintegrowany rynek energetyczny i – w ogóle – o silną UE, to na pewno przysłuży się również naszemu krajowi.

A co z przyjęciem przez Polskę euro, o czym wspomniał ostatnio prezydent Komorowski?

To ważna sprawa, którą do tej pory rząd się niewiele zajmował. A o tym trzeba rozmawiać. Potrzebujemy odważnej, rzetelnej, uczciwej debaty publicznej. Była o tym mowa na właśnie zakończonym Europejskim Forum Nowych Idei w Sopocie.

Większość Polaków boi się euro.

Bo są niepoinformowani, że to właśnie odrzucenie euro jest groźne, bo zrobi z nas kraj drugiej prędkości: bez specjalnego budżetu, który szykowany jest dla strefy euro, bez efektywnego zarządzania, bez bezpośredniej pomocy dla naszego systemu finansowego w razie kryzysu.

Unia Europejska może się podzielić?

Względem euro – tak. Na Europę lepszą i gorszą. Nie możemy do tego dopuścić.

Kiedy Polska powinna przyjąć euro? Niemiecka prasa pisze, że teraz jest najlepszy czas.

Przed nami jest ogromna praca do wykonania, nie tylko szeroka debata z obywatelami, ale też przygotowanie naszej gospodarki, instytucji finansowych, firm.

Nie obawia się pan końca PO bez Donalda Tuska jako szefa partii?

Nie. To jest trudny okres dla PO, ale zarazem pełen nadziei na nowe otwarcie. (...)"

Źródło: "Rzeczpospolita", NR 232 (9959), str. A4.


bg Image