crop-wh444OisSXCOFJ7_180x130-0.png

Siła państwa to siła obywateli. Wiele osób mówi, że odczuwa pewien deficyt samoorganizacji społecznej w sytuacjach kryzysowych - mówi wicepremier, minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak.

Bogumił Łoziński: Potrafi Pan posługiwać się bronią?

Tomasz Siemoniak: Nim jeszcze przypuszczałem, że będę pracował w Ministerstwie Obrony Narodowej, zdarzało mi się uczestniczyć w różnych konkursach strzeleckich, więc wydaje mi się, że nie miałbym z tym problemu.

To jest Pan w lepszej sytuacji od zdecydowanej większości Polaków, którzy takiej umiejętności nie posiadają, bo albo nie przeszli przeszkolenia, albo już nie pamiętają, jak to się robi.

Do poboru nie ma powrotu, ale widząc bardzo duże zainteresowanie takim przeszkoleniem, przygotowujemy ofertę dla ochotników. Ważne, aby to nie przypominało jakichś fikcyjnych ćwiczeń dla rezerwistów, ale było korzystne dla systemu bezpieczeństwa państwa.

Przewiduje Pan jakieś punkty, gdzie będzie się można zgłosić na takie przeszkolenie?

Pracujemy nad tym, jak to zorganizować. Planuję, że podstawową instytucją będą tu Wojskowe Komendy Uzupełnień, które pokrywają terytorium całego państwa.

Kiedy będzie można zgłosić się do takiej komendy na przeszkolenie?

Chciałbym, abyśmy w listopadzie przedstawili elementy tego planu. Zwrócę uwagę WKU, aby pan był zaproszony w pierwszej kolejności…

Część społeczeństwa już teraz spontanicznie organizuje różnego rodzaju jednostki paramilitarne. Czy to wyraz braku zaufania do zdolności obronnych państwa?

Nie sądzę. Wojsko tradycyjnie jest liderem, jeśli chodzi o zaufanie społeczeństwa. Według mnie głównym powodem tego zjawiska jest uświadomienie sobie, że po wieczne czasy nie będziemy żyli w pokoju. To, co wydawało się niemożliwe, nagle blisko naszej granicy stało się realne. Do tego jeszcze przed kryzysem wiele osób mówiło mi, że odczuwa pewien deficyt samoorganizacji społecznej w sytuacjach kryzysowych, więc jest to proces, który trwa od lat. Według mnie siła państwa to siła obywateli, to nie są czasy PRL, gdy byli „oni” i „my”. Dziś każdy jest państwem.

Źródło: gosc.pl
foto: pap


bg Image