crop-TniURQ023M7lxR6_180x130-0.png

Pierwszy kontakt z protestującymi pracownikami wymiaru sprawiedliwości pokazuje, że można się porozumieć. Podstawą jest zaufanie - mówi minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk.

"+Rzeczpospolita+: Pierwsze dni w resorcie sprawiedliwości nie były chyba spokojne?

Cezary Grabarczyk: Bez przesady. Nie przyszedłem do resortu z miotłą, choć pierwszego dnia urzędowania dostałem ją od związkowców – pracowników sądów i prokuratur. Nie miałem zamiaru nikogo zwalniać. Do końca kadencji nie zostało dużo czasu. W ciągu roku mogę głównie finalizować to, co zaczęli moi poprzednicy. A ja wolałbym zaczynać.

A wiceminister Michał Królikowski?

Podczas rozmowy doszliśmy do wniosku, że jest nam nie po drodze. Nie rozumiem więc tego, co się dzieje po zapowiedzi jego odejścia. Nie jestem pierwszym ministrem, który grzecznie i w porozumieniu uznaje, że współpraca z kimś jest niemożliwa. Rozpocząłem poszukiwania następcy. Na razie wspomogę się wiceministrami, którzy zostali.

Sytuacja w ministerstwie to niejedyna trudna sprawa, jaka pana czeka. Resort od dawna jest skonfliktowany z sędziami i prokuratorami. Ma pan pomysł, jak poprawić te relacje?

Nie przeraża mnie taka sytuacja. Mam spore doświadczenie w negocjacjach. Gdy obejmowałem stanowisko, rozpoczynał się protest związkowców pod ministerstwem. Pierwszy kontakt z protestującymi pracownikami wymiaru sprawiedliwości pokazuje, że można się porozumieć. Podstawą jest zaufanie.

Myśli pan, że tak łątwo jak z pracownikami pójdzie z sedziami?

Sędziowie to przedstawiciele władzy państwowej.

Ale nie chcą włądzy ministra nad sobą.

Minister nie jest władzą nad sędziami. Ustrój polskiego sądownictwa jest dość czytelny. Włądza sądownicza jest wyposażona w przymioty wyjątkowe, bo sędziowie są niezawiśli, a sądy niezależne. I to wyróżnia ją spośród pozostałych: wykonawczej i ustawodawczej. (...)"

Cała rozmowa: "Rzeczpospolita" Nr 226 (9953), str. C4


bg Image