crop-q3aGp2P7sSs43R2_180x130-0.png

Od 2015 roku zmienimy sposób finansowania jednostek naukowych. Historyczne zaszłości i dawne sukcesy nie mogą decydować o tym, do kogo trafi najwięcej środków - mówi minister nauki i szkolnictwa wyższego Lena Kolarska-Bobińska.

JUSTYNA SUCHECKA: Czy niż demograficzny zniszczy czy może uzdrowi nasze uczelnie?

PROF. LENA KOLARSKA-BOBIŃSKA: Niż demograficzny nie jest zaskoczeniem i można się było do jego skutków przygotować. W 2010 roku mieliśmy 1,8 mln studentów, dziś - 1,5 mln, a liczba ta będzie się jeszcze zmniejszać. W ostatnich latach mieliśmy w Polsce ogromną liczbę młodych ludzi chętnych do uczenia się, z rozbudzonymi aspiracjami edukacyjnymi. Wielu chciało też po prostu zdobyć dyplom. Uczelnie nie musiały bardzo się trudzić, by zdobyć studentów. W efekcie mamy dziś ponad 430 uczelni o bardzo różnym poziomie, w niektórych małych miastach jest ich nawet kilka. Niż spowoduje, że niektóre z nich zaczną upadać. Inne, przystosowując się do nowych warunków, muszą się istotnie zmieniać. Muszą podnosić poziom uczenia i dbać o doskonałość w nauce. Dostosowywać kształcenie do potrzeb rynku pracy, zacieśniać współpracę z przemysłem. A także dbać o umiędzynarodowienie środowiska akademickiego. To wyzwania na najbliższy czas. My chcemy zachęcić uczelnie do przyspieszenia tych zmian.

Jak?

Wiele zmian wprowadzi wchodzące w życie od 1 października nowe prawo o szkolnictwie wyższym. Od 2015 roku zmienimy też sposób finansowania jednostek naukowych. Chcemy premiować jakość badań. Dotąd było tak, że ta jednostka, która od wielu lat dostawała określoną kwotę, miała ją niemal zagwarantowaną w kolejnych latach. Od 2015 roku znosimy tzw. stałą przeniesienia. Historyczne zaszłości i dawne sukcesy nie mogą decydować o tym, do kogo trafi najwięcej środków. Finansowanie oprzemy na ocenie obecnej pracy. Najlepsi dostaną najwięcej.

Ale system oceniania też był krytykowany przez naukowców.

Dlatego przygotowujemy jego zmianę. Będziemy ją powszechnie konsultować ze środowiskiem - wiem, że podstawą jest dialog. Prowadzimy go z naukowcami i studentami. Ważna jest dla mnie szybka zmiana, a do niej można zachęcać na wiele sposobów. Nie wszystko da się rozwiązać ustawą, trzeba dawać też wędki i wskazywać różne ścieżki do wyboru. Chcemy np., żeby uczelnie bardziej otworzyły się na studentów zagranicznych. Pomóc ma w tym nasz duży program umiędzynarodowienia uczelni. Zależy nam też, by szkoły wyższe zaczęły przyjmować zupełnie nowy typ studentów. Dziś dokształca się u nas raptem 4 proc. osób dojrzałych. W Europie to średnio 10 proc.

Ich obecność na uczelniach to tylko lekarstwo na niż?

Nie, musimy przyzwyczaić się do tego, że współczesny świat wymaga uczenia się przez całe życie. Zmieniamy pracę, zawody. A ponadto żyjemy dłużej.

Kraj potrzebuje też wynalazków, odkryć, rozwoju nauki.

Dlatego też to uczelnie powinny się stać liderami rozwoju społecznego i gospodarczego. Nauka to idee, ale i nowe rozwiązania i technologie. Mamy jednak problem z ich wdrażaniem i komercjalizacją. Pomoże w tym nowy przepis - tzw. uwłaszczenie naukowców. Będzie motywować naukowców i uczelnie do wdrażania w życie efektów badań. Rozwinięte kraje Europy przeznaczają na badania dużo więcej środków niż Polska. Jeśli chcemy oprzeć nasz rozwój na nauce, to musimy też zwiększyć jej finansowane. I to się dzieje. Od 2015 roku o 10 proc. wzrosną nakłady na badania podstawowe, ale też stosowane. Do wykorzystania są też ogromne fundusze europejskie na innowacyjną naukę. Zachęcamy więc naukowców do wzięcia udziału w największym europejskim programie badań "Horyzont 2020".

Do tej pory pozyskiwanie pieniędzy z tego źródła szło nam słabo.

Byliśmy na jednym z ostatnich miejsc w Europie.

To skąd wiara, że teraz będzie lepiej?

Wiara nie wystarcza, chodzi o szybkie działanie. Już teraz 340 uczelni i jednostek badawczych podpisało się pod zaproponowanym przez ministerstwo „Paktem dla » Horyzontu «”. Ministerstwo, jego agencje i uczelnie, każde w swoim zakresie, muszą ułatwiać naukowcom występowanie o unijne granty. To pomoc administracyjna, organizacyjna i finansowa. Z naszej strony uruchomiliśmy dodatkowe zachęty do starania się o granty, a od nowego roku premie dla naukowców, którzy te granty otrzymają. Chcielibyśmy, aby uczelnie odciążyły od pracy dydaktycznej tych najlepszych.

To łączy się z umiędzynarodowieniem?

Umiędzynarodowienie to zdecydowanie coś więcej niż tylko dobre wykorzystanie środków europejskich. To międzynarodowa współpraca z innymi naukowcami, ale też zatrudnianie u nas zagranicznych wykładowców i przyciąganie zagranicznych studentów. Dziś uczy się u nas 36 tys. obcokrajowców, a chcielibyśmy tę liczbę podwoić. Są takie kraje, w których studiujący obcokrajowcy są jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki, np. Australia.

Polska nie ma oceanu, pięknych plaż i tyle słońca.

Ale ma inne walory. Uczelnie medyczne już od kilku lat świetnie sobie radzą z kształceniem zagranicznych studentów, bo uzyskały specjalne akredytacje. Teraz o podobne akredytacje staramy się dla politechnik. Rozmawiamy już o tym z amerykańskimi władzami. Rektorzy już się przygotowują do większego otwarcia na studentów zagranicznych. Np. uniwersytet w Toruniu podjął niedawno uchwałę, w której zobowiązuje poszczególne wydziały, by organizowały zajęcia po angielsku. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl
foto: pap


bg Image