crop-0K2bZrPanr56q1i_180x130-0.jpg

O największych wyzwaniach stojących przed nowym rządem Ewy Kopacz, możliwych scenariuszach wyborczych i o tym, co chciałaby robić w przyszłej kadencji Sejmu - mówi Małgorzata Kidawa-Błońska.

"Zostaje Pani w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów?

Tak, zostaję. Będę dbała o dobrą współpracę z klubami parlamentarnymi - wszystkimi, nie tylko Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, o współpracę z marszałkami Sejmu i Senatu, z poszczególnymi komisjami, tak żeby proces legislacyjny przechodził sprawnie. To bardzo ciekawy odcinek zadaniowy. Nie ukrywam, że zawsze pasjonowała mnie praca w parlamencie, a teraz będę pracować na styku rządu i właśnie parlamentu.

Ale co konkretnie będzie Pani robić?

W tej kadencji chcielibyśmy jeszcze wiele zrobić. A został nam jedynie rok do jej końca. Wtej sytuacji dobra komunikacja pomiędzy rządem a parlamentem stała się niezwykle ważna. Władze klubów parlamentarnych muszą z wyprzedzeniem wiedzieć, jakie projekty i rozwiązania legislacyjne przygotowuje rząd. Kluby powinny wiedzieć wcześniej onaszych działaniach, aby dobrze się przygotować. Jeśli to dzieje się równolegle, to w ten sposób zyskujemy czas. Potem przychodzi praca nad dokumentami. Dosyć często w Sejmie w toku prac parlamentarnych te rządowe dokumenty nabierają trochę innego charakteru, więc także na tym polu będzie potrzebna współpraca.

To było chyba do tej pory zadanie Pawła Grasia?

Tak, do tej pory to było zadanie Pawła Grasia.

A co będzie w takim razie robił teraz Paweł Graś?

Przed Pawłem Grasiem jest obecnie wiele zadań. Przede wszystkim jest sekretarzem generalnym Platformy Obywatelskiej, jest posłem, a oprócz tego przygotowuje Platformę Obywatelską do wyborów: samorządowych oraz przyszłorocznych prezydenckich i parlamentarnych. Ponad to musi jeszcze zakończyć zadania, których się podjął w KPRM.

Czyli nie wyjeżdża do Brukseli z Donaldem Tuskiem? Będzie w kraju pilnował Platformy?

Platformy nie trzeba pilnować. Zdecydowanie szczególnie dzisiaj potrzebna jest osoba, która będzie koordynowała trzy kampanie wyborcze, bo to są trzy wielkie kampanie: samorządowa, w którą zaangażowanych jest tysiące naszych kandydatów na radnych, samorządowców, prezydentów. Następnie mamy kampanię prezydencką, w której będziemy wspierać Bronisława Komorowskiego, i tę trzecią - parlamentarną.

A kto w ogóle z premierem Tuskiem wyjeżdża do Brukseli?

Łukasz Broniewski, szef gabinetu premiera, będzie dużym wsparciem dla niego. To bardzo zdolny człowiek mający pełne przygotowanie merytoryczne, aby pełnić podobną funkcję w Brukseli. I minister Serafin, który tutaj, na polskiej scenie polityki, zajmował się sprawami europejskimi, więc ma wtej kwestii ogromne doświadczenie. To dwie osoby, o których na pewno mogę powiedzieć, że wyjeżdżają z Donaldem Tuskiem do Brukseli.

Jak Pani wspomina okres rzecznikowania? Jak się Pani odnalazła w roli rzecznika rządu?

Przychodząc do kancelarii premiera, byłam bardzo spięta, bo zdawałam sobie sprawę z tego, że odpowiedzialność za słowo jest tutaj wyjątkowo duża, a nie wiedziałam, jak mi się będzie układała współpraca. Wchodziłam do zespołu, który skutecznie funkcjonał już od wielu lat. Znałam wszystkich, ale co innego znać, a co innego pracować. I muszę powiedzieć, że ta współpraca układała się bardzo dobrze. Błyskawicznie dostawałam potrzebne informacje, Donald Tusk natychmiast odpowiadał na moje SMS-y. Kiedy przyszłam do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, sporo się działo, przyglądałam się temu zbliska. Na pierwszym planie była, oczywiście, Ukraina. Widziałam, jak pan premier na bieżąco otrzymywał informacje o tym, co mówi i myśli Europa o tym konflikcie, jak wyglądają sprawy na samej Ukrainie. To na pewno ważne doświadczenie zawodowe - patrzeć, jak poszczególne państwa i ich przywódcy reagują na taką, a nie inną sytuację w konkretnym regionie świata. Bardzo ciekawy był także sam okres przygotowania się do odejścia premiera do pełnienia funkcji szefa Rady Europejskiej.

I jak się współpracuje z Donaldem Tuskiem?

Bardzo dobrze. Donald Tusk jest bardzo konkretny, szybko podejmuje decyzje, nie boi się trudnych rozwiązań, nie odkłada spraw na jutro.

Decyzję o przejściu do Brukseli podejmował chyba jednak długo?

Myślę, że ta decyzja nie była dla niego łatwa. Każdy, podejmując się jakiegoś zadania, a premier Donald Tusk podjął się kierowania Polską i przewodniczenia Platformie, wziął na swe barki zobowiązania nie tylko wobec siebie, ale także wobec Polaków.

Niektórzy podnoszą właśnie, że Donald Tusk w tym momencie nie powinien wyjeżdżać do Brukseli.

A ja się pytam: który moment byłby dobry? Zastanówmy się. Gdyby Donald Tusk dzisiaj odmówił i zdecydował się za rok, to prezydentem Unii Europejskiej byłby już ktoś inny. To najwyższe w historii Polski stanowisko, które sprawował Polak. Kilka lat temu cieszyliśmy się, że po nieudolnych rządach PiS udało naprawić się relacje międzynarodowe Polski. Przewodniczącym Parlamentu Europejskiego został Jerzy Buzek, a komisarzem ds. budżetu - Janusz Lewandowski. Ponadto proszę zwrócić uwagę, że dzisiaj nasz kraj jest w dobrej sytuacji. Nie ma zagrożeń ekonomicznych w Polsce, jesteśmy stosunkowo bezpiecznym krajem pod względem rozwoju ekonomicznego w Europie, mamy bardzo dobre wskaźniki gospodarcze. Sytuacja na Ukrainie może budzić niepokój, bo za naszymi granicami trwa wojna. Ale na sytuację na Ukrainie tak samo silnie może wpływać premier Tusk, będąc tutaj, jak będąc w Radzie Europejskiej - tam to oddziaływanie może być nawet silniejsze. Co przeważyło.

Donald Tusk podjął taką właśnie decyzję, a nie inną?

W trudnych czasach Europa musi odnaleźć ideę wspólnotową. I tu już słychać wyraźny głos premiera, że Wielka Brytania musi zostać w zjednoczonej Europie. Duże wyzwanie przed Donaldem Tuskiem, bo Europa ma przecież także problemy ekonomiczne, z którymi musi sobie poradzić.

Od kiedy Pani wiedziała, że Ewa Kopacz zostanie premierem?

Tak naprawdę wiadomo było o tym w momencie, kiedy Donald Tusk ogłosił swoją decyzję o wyjeździe do Brukseli. Platforma ma swój statut, a z niego jasno wynika, że kiedy przewodniczący przestaje być szefem partii, zostaje nim pierwszy wiceprzewodniczący, a była nim Ewa Kopacz. Naturalne jest także, że premier to zarazem przewodniczący partii.

Myśli Pani, że Ewa Kopacz podoła zadaniu?

Nie mam żadnych wątpliwości. Jeśli ktoś był ministrem zdrowia, marszałkiem Sejmu i dodatkowo w polityce jest bardzo długo, bo Ewa Kopacz przechodziła przez wszystkie szczeble „wtajemniczenia" - od samorządu po rząd - to dlaczego miałby sobie nie poradzić? Ewa Kopacz jest osobą z ogromnym doświadczeniem, poukładaną, kompetentną, profesjonalną. Sądzę, że będzie dobrym premierem.

Skład rządu, który ogłosiła, jest bardzo mocno krytykowany.

Politycy PiS krytykowaliby każdy rząd. Nie wiem, kto miałby pojawić się w tym rządzie, żeby opozycja powiedziała o nim chociaż jedno dobre słowo. To jest rząd dający szansę. Po pierwsze - zachowania większości w parlamencie. Po drugie jest w nim wielu sprawdzonych ministrów, którzy byli już w rządzie Donalda Tuska. Jest także kilka nowych nazwisk, ale każda z tych osób ma potencjał, aby zostać dobrym ministrem. Na przykład Teresa Piotrowska jest mniej znana opinii publicznej, ale moim zdaniem za parę miesięcy powiemy, że to świetny minister spraw wewnętrznych.

Nigdy nie kierowała służbami.

Ale potrafi bardzo dobrze ocenić, co w danej instytucji źle funkcjonuje. Potrafi nazywać rzeczy po imieniu. Przypominam, że jako wojewoda łączyła trzy województwa, co jest rzeczą trudną, zwłaszcza w sytuacji, kiedy te województwa nie darzą się nawzajem zbytnią sympatią.

A Grzegorz Schetyna na czele MSZ?

Był szefem Komisji Spraw Zagranicznych przez trzy lata.

Ale po co ta zmiana? Ponoć nawet prezydent Komorowski był za tym, aby na tym stanowisku pozostał Radosław Sikorski.

To decyzja Ewy Kopacz. Ona zna potencjał ludzi, tworzy zespół i decyduje o tym, kto i gdzie będzie najlepiej wykonywał swoje zadania. Chciała mieć taki rząd, który zapewni większość w parlamencie. Miała prawo do takiego obsadzenia stanowisk. Grzegorz Schetyna jako były marszałek Sejmu i przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych ma doświadczenie w polityce zagranicznej choć na niższym szczeblu, a Radosław Sikorski, człowiek kompromisu, będzie niezwykle przydatny przy łagodzeniu sporów w Sejmie.

Czyli chodzi o to, żeby wszyscy w Platformie byli zadowoleni?

Nie, nie chodzi o to, żeby wszyscy byli zadowoleni, ale oto, aby - powtarzam - zapewniona była większość w parlamencie, by można się było skupić na sprawach krajowych i zagranicznych. W rządzie Donalda Tuska ministrowie byli dobrzy, ale przychodzi nowy premier i dobiera sobie współpracowników tak, żeby mieć sprawnie funkcjonujący swój zespół. Nie wyobrażam sobie, aby Ewa Kopacz przyszła i zostawiła stary rząd w pełnym składzie. Wtedy mówiłoby się, że nie ma własnej wizji, że będzie kopiować Donalda Tuska. Ewa Kopacz stworzyła rząd autorski i jestem pewna, że za parę miesięcy sami się przekonamy, iż wszystko działa.

Na Ewę Kopacz na razie posypały się gromy za odmienianie słowa „kobieta" przez wszystkie przypadki.

Rzeczywiście, może słowa „kobieta" było w tym wystąpieniu za dużo, ale Ewa Kopacz jest przecież kobietą.

A słowa o Ukrainie?

Ewa Kopacz mówiła tak naprawdę o tym, że najważniejsze z punktu widzenia premiera jest zapewnie krajowi bezpieczeństwa. Że musi zapewnić Polsce i Polakom bezpieczeństwo. Że Polska będzie bezpieczna, jeśli Europa będzie mówiła wspólnym głosem i reagowała na to, co dzieje się na Ukrainie. Że nie można pozostać obojętnym wobec tego, do czego dochodzi za naszą wschodnią granicą.

Ewa Kopacz po tym była ponoć załamana?

Ktoś podsłuchał rozmowę przyjaciół rozmawiających ciepło o innej osobie, którą lubią, i robi się z tego sensację. Na pewno Ewa Kopacz jest perfekcjonistką i chciałaby, aby to pierwsze wystąpienie spotkało się z lepszą reakcją mediów. Spotkało się z takim odbiorem, z jakim się spotkało, ale widzę, że Ewa Kopacz idzie dalej do przodu.

Premier Tusk często dzwoni do Ewy Kopacz?

Nie wiem, ale przez wiele lat byli bliskimi współpracownikami, więc oczywiście, że ze sobą rozmawiają. Donald Tusk powiedział wyraźnie, że ten okres jest już za nim i Platforma musi radzić sobie bez niego.

Myśli Pani, że odpuścił?

Nie ma innego wyjścia. Na pewno się przejmuje, na pewno pewne kwestie przeżywa, ale nie może być tu i tam jednocześnie.

Mówi się, że za pięć lat wróci i będzie się starał o prezydenturę.

Pięć lat to bardzo długo, zwłaszcza w polityce. Niewątpliwie byłby świetnym prezydentem, ale czy będzie chciał walczyć o ten urząd, tego nie wiem.

Kto przygotowuje pani premier Kopacz exposé? Igor Ostachowicz?

Sama, ale na pewno będzie się radziła różnych współpracowników. Oczywiście, tezy w exposé, to, co musi się w nim znaleźć, będzie przesłaniem ministrów, koalicjantów, ale to, co będzie priorytetem, jak to exposé zostanie powiedziane - o tym zadecyduje Ewa Kopacz, bo to będzie jej exposé. Jeśli ma być autentyczne, na pewno premier Kopacz musi nadać mu charakter.

Jak się Pani współpracuje z Ewą Kopacz?

Znamy się od wielu lat. Działałyśmy w Platformie mazowieckiej od samego początku, przeżywałyśmy również trudne chwile. Mamy do siebie zaufanie i myślimy podobnie o wielu sprawach.

A wracając jeszcze do Radosława Sikorskiego. Teraz będzie Pani częściej w parlamencie, nie boi się Pani Sikorskiego w roli marszałka Sejmu? Bo co tu dużo mówić, były szef MSZ czasami zdaje się „przyłożyć".

Jestem przekonana, że zaskoczy nas tym, jak dobrze będzie sprawował tę funkcję. Próbkę już mieliśmy okazję zaobserwować w środę, w dniu jego wyboru. Oczywiście, Radosław Sikorski doskonale zadaje sobie sprawę, że będąc marszałkiem, przemawiając z fotela marszałka, trzeba słowa ważyć, bo jest się marszałkiem całego Sejmu, odpowiada się za wizerunek całego parlamentu. Wiem, że Radosław Sikorski ma silny, polityczny temperament, ale to w polityce potrzebne. Trzeba być wyrazistym. Jednak jako marszałek Radosław Sikorski na pewno będzie dobry i będzie potrafił zapanować nad emocjami, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości.

Zapanuje też nad emocjami Prawa i Sprawiedliwości?

To jest bardzo trudne, ale jestem przekonana, że marszałek Sikorski nie da się sprowokować.

Mówi się, że to będzie rok stracony, bo każdy będzie na coś czekać?

Na pewno rok wyborczy jest jednym z najtrudniejszych, bo wszystkie ugrupowania polityczne od lewa do prawa skupiają się na wyborach i „biciu piany". Partie rządzące nie mogą się zająć tylko kampanią wyborczą. Są zobowiązania rządu koalicyjnego, które były realizowane przez ostatnie lata, są to zobowiązania, które podjął odchodzący premier Tusk i zostaną przedstawione w exposé premier Ewy Kopacz - trzeba je przygotować i wdrożyć w życie. Dopilnować, aby pakiet onkologiczny, który ma działać od 1 stycznia, naprawdę działał. Rewaloryzacja rent i emerytur - to wszystko musi się w tym roku wydarzyć, a nie wiemy jeszcze, co nam przyniesie życie. W polityce nie można planować niczego na sztywno. Bo zawsze wydarza się coś, co nas zaskakuje. Dlatego nawet, jeśli w tym roku nie podejmiemy żadnych wielkich wyzwań, to trzeba dokończyć to, co zostało rozpoczęte albo zapowiedziane i wytyczyć kierunki na przyszłość.

Jaki macie pomysł na kampanie wyborcze?

Kampania samorządowa musi się opierać, szczególnie w gminach i dzielnicach, na kandydatach, bo tu nie ma miejsca na wielką politykę. Trzeba pokazać to, co zrobiono w samorządach, bo w tych czterech ostatnich latach wydarzyło się w nich naprawdę wiele pozytywnych rzeczy. Trzeba otym mówić, przypominać. Kandydaci muszą dotrzeć do ludzi, tutaj plakaty i billboardy nie pomogą. Należy postawić na rozmowy, muszą ich być setki, nawet tysiące. W szerszej perspektywie - sejmików czy prezydentów miast - ważne jest także mówienie o tym, w jaki sposób zamierzamy wydać środki europejskie. Bo jednak udało się zapewnić z unijnego budżetu ogromne pieniądze dla regionów i trzeba otym przypominać, rozmawiając o pomysłach, jak te środki z pożytkiem dla lokalnych społeczności wydać.

A wybory parlamentarne?

To już zupełnie inna opowieść, sprawy krajowe i zagraniczne. Ale tutaj bezpośredni kontakt z ludźmi też jest bezcenny, nic go nie zastąpi. (...)"

Cała rozmowa: "Polska The Times" Nr 77 (1335) str. s.6


bg Image