crop-p2N5yS0CUlO7L2M_180x130-0.png

Oczekiwałem krytyki merytorycznej nowego rządu, a jest krytyka histeryczna. Widać, że PiS traci nerwy, bo zachowuje się nieracjonalnie - powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" marszałek Senatu Bogdan Borusewicz.

Jarosław Kurski: Jakie wrażenia po pierwszych wystąpieniach premier Ewy Kopacz?

Bogdan Borusewicz: Jest naturalna, choć stremowana i nie kryje tego. Za to PiS przystąpiło do totalnej krytyki, nie czekając na exposé. Oczekiwałem krytyki merytorycznej, a jest krytyka histeryczna. Widać, że PiS traci nerwy, bo zachowuje się nieracjonalnie.

Nie było jeszcze exposé, ale jest już gabinet, a niektóre nominacje są dyskusyjne.

Czyni się zarzut, że to rząd nie dla Polski, tylko dla Platformy. Ale to chyba dobrze dla państwa, że rządząca partia będzie zjednoczona. PiS liczyło, że w PO nastąpi pęknięcie, stąd frustracja. Jeśli słyszę, że w rządzie są nowi ludzie bez doświadczenia - Schetyna jako szef MSW był bardzo dobry...

Jak ktoś jest dobry w boksie, nie musi być dobry w szachy, że zacytuję klasyka.

To jest pokolenie o generację młodsze od Geremka czy Mazowieckiego. Dajmy im szansę. Maria Wasiak była młodym doradcą Tadeusza Syryjczyka. Ma olbrzymie doświadczenie, doskonale zna się na kolei, ciężko pracowała na zapleczu, nigdy się nie pchała na stanowiska. Wyłowienie jej to zasługa premier Kopacz.

A Teresa Piotrowska?

Zobaczymy, co zrobi. Nie potępiajmy w czambuł na wejściu. Prawicowi publicyści w katolickiej telewizji zarzucali jej, że była... katechetką. Nie wierzyłem własnym uszom. Każdy kij jest dobry, by uderzyć w tę koalicję. To lepszy rząd, niż sądziłem.

Bo?

Godzi wszystkie frakcje Platformy. Jest dobrym kompromisem między zmianą a kontynuacją. To rząd nie na rok, ale na dłużej. Perspektywa rządu do wyborów oznaczałaby, że to rząd słaby, przejściowy, administrujący. To by było za mało. I ponadto, to jest autorski rząd Ewy Kopacz. Owszem, konsultowany w jej politycznym otoczeniu, ale ostateczne decyzje były jej.

Żaden telefon nie dzwonił?

Donald Tusk na zarządzie PO zapowiedział, że żadnych telefonów nie będzie. To była sugestia - rozstaję się, a teraz musicie sami dawać sobie radę. I Ewa Kopacz to świetnie wie. Platforma po odejściu Tuska będzie działać bardziej zespołowo. Demokracja wewnętrzna będzie naturalnie osłabiać napięcia frakcyjne i niwelować napięcia personalne.

Pojawiły się komentarze, źle przyjęte w Pałacu na Krakowskim Przedmieściu, że po odejściu Tuska wzrastają wpływy prezydenta.

Nie widzę niebezpieczeństw powtórki czasów prezydenta Wałęsy, który falandyzował prawo i rozpychał swoje kompetencje.

Jednak Ewa Kopacz zrobiła gest, przystając na prezydencki sprzeciw wobec kandydatury Jacka Rostowskiego na szefa MSZ.

Tego nie wiemy. Konstytucja reguluje uprawnienia prezydenta. W kwestii formowania rządu prezydent nie ma prawa weta, choć musi mieć zapewniony wpływ na politykę zagraniczną i politykę bezpieczeństwa. Z uwagi na sytuację na Ukrainie oczywiście rola prezydenta wzrosła. Jednak nawet jeśli prezydent Komorowski coś sugerował, to ostateczna decyzja należy do premiera. Zresztą zarówno w polityce obronnej, jak i zagranicznej potrzebna jest kontynuacja. I Siemoniak, i Schetyna ją zapewnią.

Jakie powinny być priorytety tego rządu?

Nie będę pisał premier Kopacz exposé, bo to autorskie przedsięwzięcie. Powiem, jakie widzę problemy. Najważniejszy - to bezpieczeństwo. To nie tylko wojsko, ale i energetyka, i gaz, i ropa. To zdolność do obrony przed cyberatakiem i agresją informacyjną. Rosja zakwestionowała podstawowe zasady bezpieczeństwa w Europie: nienaruszalność granic, powstrzymanie się od użycia siły. Musimy umieć się obronić.

Druga sprawa - demografia. Tu trzeba przełamać myślenie resortowe, to sprawa całego rządu. Wsparcie dla rodzin wielodzietnych, urlopy macierzyńskie i ojcowskie, żłobki, przedszkola, kształcenie itd. Ale i otwarcie na imigrantów, i rządowe programy przesiedleńcze dla Polonii, zwłaszcza dla młodych i wykształconych, którzy ściągać będą rodziny. Na to trzeba wyłożyć pieniądze.

A euro?

No właśnie, to sprawa trzecia. Redukowanie długu, bilansowanie budżetu - to ważne, ale fundamentalne jest wyznaczenie perspektywy przystąpienia do strefy euro. Tej sprawy nie można zostawiać księgowym, bo będąc w euro, Polska po prostu będzie bezpieczniejsza niż teraz, gdy tkwi na obrzeżu Europy, zwłaszcza że sytuacja na Ukrainie nie zmierza w dobrą stronę.

Tym bardziej wypowiedź pani premier, że kobieta najpierw broni swego domu, trąciła izolacjonizmem, że nasza chata z kraja, że za bardzo się angażujemy na rzecz Ukrainy.

To odpowiedź spontaniczna, która używa figury retorycznej. Myślę, że precyzyjnie zostanie rozwinięta w exposé. Dopóki Ukraina mówi Putinowi "nie", powinniśmy ją wspierać. Źle się stało, że USA i inne kraje otwarcie powiedziały prezydentowi Poroszence, że nie może liczyć na wsparcie wojskowe z ich strony. To poważny błąd. Ukraina w tej sytuacji musiała podpisać niekorzystny rozejm. Uważam, że nie można pozwolić Rosji na taktykę konfrontacji z każdym z państw z osobna.

Właśnie taka - wspólnotowa - była logika europejskich sankcji przeciw Rosji.

Sankcje są dobrą odpowiedzią. Pamiętam, jak niedawno brałem udział w posiedzeniu szefów parlamentów państw Rady Europy. Był tam wiceprzewodniczący Dumy rosyjskiej Iwan Mielnikow, który podczas przemówienia dowiedział się, że objęły go sankcje. I muszę powiedzieć, że zrobiło to na nim wrażenie. Widziałem, jak się spocił i jak trzęsły mu się ręce. Ale sankcje na całą gospodarkę rosyjską zadziałają z rocznym opóźnieniem, a Ukraina potrzebuje naszego wsparcia teraz.

Czy uważa pan zatem, że Polska powinna dostarczać Ukrainie broń?

Nie zostaliśmy dopuszczeni do rozmów Niemcy - Francja - Ukraina - Rosja. Dlatego mamy większe możliwości manewru. Jeśli zamierzamy wspierać wojskowo Kurdów, to dlaczego mamy nie wesprzeć Ukrainy? Powinniśmy się nad tym poważnie zastanowić. Jeśli dostarczać, to broń defensywną, np. przeciwpancerną. Ale powinniśmy szukać do tego sojuszników, żeby nie działać w pojedynkę. W niektórych granicznych państwach myśli się o tym poważnie. Z prawnego punktu widzenia nie ma żadnych przeszkód, by Ukrainie broń dostarczać. Nie ma embarga, a Ukraina broni się przed państwem agresorem. Ołeksandr Turczynow, przewodniczący ukraińskiego parlamentu, mówił mi, że Rosjanie zestrzelili im ok. 15 samolotów - niemal połowę lotnictwa. Ukraińcy nie mają czym odpowiedzieć.

Ostatnio w "Wyborczej" ukazały się dwa ważne teksty, Anne Applebaum i Edwarda Lucasa. Oba wspominały o dysproporcji w gotowości użycia broni nuklearnej o "małej" mocy. Rosja mocno polega na możliwości jej użycia na każdym etapie konfliktu i ćwiczy takie scenariusze, a Zachód nie chce nawet o tym słyszeć.

Nie chcę tego komentować. Jedno jest pewne. Rosja, wprowadzając regularną armię na Ukrainę, przekroczyła dopuszczalną granicę. Nie skończy się na Doniecku i Ługańsku. Parcie rosyjskie pójdzie na Odessę, na odcięcie Ukrainy od Morza Azowskiego i portów na Morzu Czarnym. Rosyjscy stratedzy myślą o stworzeniu korytarza do Naddniestrza.

Znamy scenariusz pisany przez Rosję dla Ukrainy, ale nie znamy scenariusza pisanego przez naszych sojuszników dla nas. Jeśli ich zapytamy: "Kto jest ważniejszy - Rosja czy Ukraina?", odpowiedź będzie oczywista: "Rosja". A co usłyszymy, gdy padnie pytanie: "Kto jest ważniejszy - Rosja czy Polska?"...

Alexander Motyl, amerykański politolog ukraińskiego pochodzenia, uważa, że Ukraina stoi wobec dylematu: suwerenność albo integralność terytorialna. Opowiada się za oddaniem Ługańska i Doniecka, bo to kula u nogi - separatyści, Cerkiew rosyjska, Partia Regionów, komuniści - zrujnowany wojną region...

To jest teza niebezpieczna, bo tłumaczy klęskę. Rosji nie chodzi o Ługańsk i Donieck. Jej chodzi o całą Ukrainę. Jeśli my pokażemy, że się boimy - my to znaczy Unia, a szczególnie NATO - to Pakt Północnoatlantycki przestanie istnieć jako realny sojusz. Zostanie skompromitowany. Na to gra Putin i NATO nie może sobie na to pozwolić. A powoli ku temu idzie. Dla nas to będzie tragiczne. Stawką jest nasze bezpieczeństwo. Jeśli Ukraina padnie i znów zostanie zwasalizowana, to naciski na Polskę i na UE wzrosną, a nie zmaleją. To jasne.

Czy to znaczy, że należy z Rosją zerwać wszelkie kontakty?

Polityczne tak, ale nie kulturalne czy ekonomiczne. Rezygnacja z roku polskiego w Rosji była błędem. Na szczęście nie zamknięto małego ruchu granicznego, choć posłowie PiS mieli takie pomysły. Nie należy utożsamiać Rosjan z władzą totalitarną. W opozycji mówiliśmy, że jesteśmy przeciw systemowi, a nie przeciw Rosjanom. Ostatnia demonstracja w Moskwie pokazuje, że jest wiele tysięcy ludzi, którzy nie poddali się presji wielkorosyjskiego szowinizmu pozwalającego Putinowi zagarniać coraz większe terytoria i umysły Rosjan. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image