crop-nWUzT4VPYKhWn74_180x130-0.png

Polska polityka zagraniczna nie powinna mieć kolorytów, powinna być stabilna - mówi nowy minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna.

"Czuje Pan, że powrót do rządu i wielkiej polityki to powrót z dalekiej podróży?

Może nie aż tak, ale czuję, że to ważny moment, nie tylko w moim życiu, ale także dla Platformy Obywatelskiej. Po awansie Donalda Tuska wiemy, że skończył się pewien etap i siłą rzeczy rozpoczął się kolejny. Pojawiły się nowe perspektywy i nowe wyzwania, zupełnie inne niż kilka tygodni temu.

Pewnie wiele telefonów odebrał Pan z gratulacjami. Wśród nich były osoby, które niedawno mówiły, że Schetyny już nie ma?

Nie dzwoniły. Nie zwracam uwagi na takie głosy. Często powtarzam, że w polityce trzeba być cierpliwym. Należy też pamiętać, że nic nie jest nam dane raz na zawsze. Jednak dzisiaj przed nami zupełnie nowy etap. To, że udało się stworzyć ten rząd w taki sposób, integrując wiele środowisk, jest na pewno czymś nowym w polskiej polityce.

Jeszcze dobę przed ogłoszeniem nazwisk ministrów mówił Pan, że nie dostał żadnej propozycji.

Bo oficjalnej propozycji wtedy jeszcze nie miałem. To wszystko potoczyło się bardzo szybko, w ciągu kilku godzin.

O czym podczas najbliższego spotkania będzie Pan rozmawiał z prezydentem?

O priorytetach polskiej polityki zagranicznej. Muszę zbudować zespół doradców i ekspertów. Teraz istotna jest dobra współpraca na styku ministerstw spraw zagranicznych i obrony narodowej, kancelarii premiera i Kancelarii Prezydenta. Będzie ona w najbliższym czasie kluczowa dla państwa.

Pańskie słowa potwierdzają to,oczymsię mówi od kilku dni, rola prezydenta będzie rosła.

Obecna sytuacja geopolityczna narzuca konieczność dobrej i efektywnej współpracy i koordynacji polityki zagranicznej i obronnej, która jest domeną prezydenta.

Ma Pan już listę pierwszych zadań, które będzie realizował w resorcie polskiej dyplomacji?

Będę robił wszystko, żeby powrócić do normalnych i stabilnych relacji polsko-rosyjsko-ukraińskich. Polacy muszą być przekonani, że nasza wschodnia polityka da im gwarancje bezpieczeństwa. Ludzie oczekują tego od rządu i od ministra spraw zagranicznych.

Co ma Pan na myśli, mówiąc powrót do normalnych stosunków?

Za wcześnie w tym momencie na deklaracje czy mówienie o szczegółach. Pewne jest, że jak najszybciej powinien się skończyć konflikt rosyjsko-ukraiński. Musimy znaleźć polityczne i dyplomatyczne wyjście z tej trudnej sytuacji, ze stanu wojny.

Sankcje Unii Europejskiej są wystarczające?

Na pewno są bolesne i dotkliwe dla Rosji. Ale nie ma innego wyjścia, kiedy Rosja nie chce rozmawiać w sposób dyplomatyczny.

A Pan z kim, oficjalnie, jako minister spraw zagranicznych, chciałby się spotkać w pierwszej kolejności?

Na pewno z Donaldem Tuskiem, przewodniczącym Rady Europejskiej. Ważna będzie także współpraca w ramach trójkąta weimarskiego. Relacje Polski z Paryżem i Berlinem są niezwykle istotne, podobnie jak te w Grupie Wyszehradzkiej (Polska, Węgry, Czechy, Słowacja). Kluczem do sukcesu polskiej polityki jest ich intensyfikacja.

Ale opozycja twierdzi, że nie jest Pan dobrym kandydatem i Pana głos jako szefa Komisji Spraw Zagranicznych był niezauważalny.

To mnie nie zaskakuje, bo co ma mówić opozycja? Nie ukrywam, że słyszałem wiele pozytywnych głosów również ze strony naszych zagranicznych partnerów. Nie lubię dyżurnych krytykantów, którzy wszystko negują dla zasady. Polska polityka zagraniczna nie powinna mieć kolorytów, powinna być stabilna. Nie musi być efektowna, ale musi być efektywna. Szczególnie ze względu na sytuację na Wschodzie.

To będzie rząd, który ma dotrwać do przyszłorocznych wyborów, czy może rząd, który będzie realizował wyzwania?

To na pewno zależy od planów pani premier Ewy Kopacz, które przedstawi w exposé. Musimy myśleć wyzwaniami i szerszymi kategoriami, nie tylko w perspektywie jednego roku. Tylko w taki sposób będziemy w stanie przekonać do siebie Polaków i wygrać następne wybory. Przed nami dużo pracy.

Ewa Kopacz może być silnym premierem, wybitnym?

Na pewno sposób stworzenia tego rządu i decyzje, które podjęła pani premier, zaskoczyły wiele osób. Zależało jej na tym, żeby zbudować silny zespół, złożony z różnych środowisk, zespół wielkich możliwości. I to jej się udało. Ewa Kopacz pokazała, że może się wznieść ponad niektóre relacje czy emocje. To dobrze świadczy o jej instynkcie politycznym i dobrze wróży na przyszłość.

Wracając do naszego dolnośląskiego podwórka, nadal się Pan wstydzi za Jacka Protasiewicza?

Nie wycofuję się z tych słów. Wstydzę się za to, co wydarzyło się w ostatnich dniach.

Mówił Pan, że zmiany w Warszawie powinny także zmienić sytuację w Platformie na Dolnym Śląsku, co miał Pan na myśli?

Uważam, że w dolnośląskiej Platformie powinien nastąpić mocny restart, podobny do tego, który właśnie się wydarzył na szczeblu krajowym. Musimy z nową siłą wejść w okres wyborczy. Wierzę, że możemy stworzyć mocną drużynę złożoną z różnych środowisk. Dla każdego, kto naprawdę chce działać na rzecz regionu, powinno się znaleźć miejsce. Dlatego liczę na mocną autorefleksję całej dolnośląskiej PO. Efektem tego powinny być korekta list wyborczych i wsparcie dolnośląskiej Platformy dla ludzi Platformy. Nie możemy sami się osłabiać. (Rada regionu dolnośląskiej PO nie wpisała na listy wyborcze niektórych kandydatów, np. Piotra Borysa, Agaty Gwadery-Urlep czy Sebastiana Lorenca - przyp. red.). Niektóre decyzje powinny być jeszcze raz przeanalizowane. Mam głęboką nadzieję, że jeśli do tego nie dojdzie, to zarząd krajowy inaczej spojrzy na to wszystko i pozytywnie rozpatrzy odwołania. Liczę także na autorefleksję ze strony zarządu regionu.

To są złe decyzje?

Nie eliminuje się przed wyborami ludzi Platformy, którzy mogą pomóc osiągnąć jak najlepszy wynik w wyborach. Ktoś, kto chce silniejszej Platformy i silnego regionu, powinien o to zadbać, co nie wyklucza porozumienia z Rafałem Dutkiewiczem. Trudno mi jednak sobie wyobrazić, że Platforma osłabia swoje szanse wyborcze w imię koalicji, a tak jest teraz." (...)

Cała rozmowa: "Polska The Times" Nr 76 (1334) s. 5


bg Image