crop-7ae4evEiaPQgnvY_180x130-0.png

Rozsądek kobiet nie różni się niczym od rozsądku mężczyzn, a w sprawach państwowy jest to jeden rozsądek, który się nazywa polska racja stanu, polskie interesy i nigdy nie dostrzegłem tutaj żeby moje koleżanki i koledzy w pracy rządowej inaczej to wszystko oceniali - powiedział w rozmowie z Moniką Olejnik minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak.

A gościem Radia ZET jest przyszły wicepremier, za chwilę wicepremier, minister obrony Tomasz Siemoniak, witam.

Dzień dobry pani, dzień dobry państwu.

Panie premierze, może pan powiedzieć, jak pan odbiera słowa pani premier „Polska powinna zachowywać się jak rozsądna kobieta, nasze bezpieczeństwo, nasz kraj, nasze dzieci są najważniejsze, co nie oznacza wcale, że powinniśmy dzisiaj mówić głosem odrębnym od Unii”, to było zdumiewające dla wielu polityków.

Bardzo się dziwię, że to zostało odebrane w taki właśnie sposób. Ja wiem bardzo dobrze, że pani premier Ewa Kopacz dobrze zna sprawy ukraińskie, rozmawialiśmy w różnych gremiach, także we dwójkę na temat pomocy wojskowej wiele razy i pani premier Ewa Kopacz dobrze wie, że ustaliliśmy ze stroną Ukrainy porozumienia, które tamta strona wywołała, żeby na ten temat nie mówimy. Pani premier postanowiła odpowiedzieć na to pytanie, ja słuchałem tego na żywo, potem gdy słyszałem, że są różne komentarze, przeczytałem to jeszcze raz, moim zdaniem jest to bardzo dobra wypowiedź o tym, że najważniejszy jest polski interes w tym wszystkim i naprawdę bardzo się dziwię tym różnym komentarzom w tej sprawie.

Czy w polskim interesie jest sprzedaż broni Ukrainie?

Był w piątek, także w ten piątek ostatni minister obrony Ukrainy, rozmawialiśmy na ten temat i na prośbę strony ukraińskiej, ale uważam, że ona jest bardzo zasadna, umówiliśmy się, że nie będziemy na ten temat się wypowiadali, tylko po prostu rozmawiali o tym, jak Polska, jak NATO mogą pomóc Ukrainie.

No ale wiemy, że minister obrony Ukrainy mówi, że państwa NATO przysyłają broń Ukrainie, więc nie rozumiem skąd to milczenie teraz.

No, proszę zwrócić uwagę, że powiedział to jakiś czas temu. Sami Ukraińcy uznali, że lepiej o takich sprawach rozmawiać w zaciszu gabinetów i naprawdę je załatwiać, a nie chwalić się w mediach.

Pan minister niedawno powiedział „jesteśmy gotowi na sprzedaż broni Ukrainie”.

Tak, potwierdzam to. Nasz przemysł obronny od lat jest zainteresowany tym kierunkiem i myślę, że jest kilka produktów takich, które mogą być interesujące dla strony ukraińskiej, także nie ma tutaj jakichkolwiek ograniczeń, nie ma od lipca embarga na sprzedaż broni Ukrainie, także myślę, że jak wiele innych krajów jesteśmy do tego gotowi.

Ale jesteśmy gotowi, czy sprzedajemy, czy Ukraina zaapelowała do Polski żeby Polska pomogła.

Wrócę tutaj do poprzedniego wątku, to nie jest kwestia apeli medialnych, tylko to jest kwestia zestawienia potrzeb z naszymi możliwościami. Strona ukraińska, jak rozumiem się z nimi w tym momencie zapoznaje, jeśli tylko będzie chętna i gotowa do zakupu jakichkolwiek elementów uzbrojenia w Polsce, to jest procedura, są zakłady, myślę, że o niczym innym nasze zakłady nie marzą tylko o eksporcie broni gdziekolwiek, więc Ukraina może tutaj być dobrym partnerem.

Ale to, co mówiła pani premier oznacza, że nie chcemy się angażować w ten konflikt, tak można odebrać te słowa, że mężczyzna, gdyby nawet miał patyk w ręku to by walczył, a inaczej się zachowuje rozsądna kobieta, która zamyka się w domu i - uśmiecha się pan - dba o swoje dzieci.

Uśmiecham się, bo naprawdę bardzo, powtórzę, bardzo jestem zdziwiony tymi najróżniejszymi, dziwnymi interpretacjami tego, co mówiła pani premier. Myślę, że to była dość jasna wypowiedź, pani premier wiedziała, że nie może odpowiedzieć wprost na pytanie, bo tak się umówiliśmy jeśli chodzi o pomoc wojskową dla Ukrainy. Jak mówię, przedstawiła taką swoją opisową ocenę tego, tego co się dzieje. Jeżeli ktoś interesuje się naszą polityką wobec Ukrainy, przypomina sobie wypowiedź premiera Tuska, który mówił, że chcemy iść równo w falandze, więc od dawna nasza polityka jest nastawiona żeby sprawa ukraińska nie była problemem Polski, tylko była problemem Unii Europejskiej, Europy i Stanów Zjednoczonych i to mówiła pani premier właśnie.

No tak, no tak też mówiła w sprawie sprzedaży broni, że będziemy mówili tak jak rodzina europejska, ale rodzina europejska nie mówi jednym głosem i sprawa sprzedaży broni jest sprawą indywidualną, a nie sprawą całej Unii.

Jeśli chodzi o NATO, bo tutaj i NATO się wypowiadało w tej sprawie, po szczycie Newport, sekretarz generalny NATO zachęcał kraje członkowskie do dwustronnych transakcji, do sprzedaży broni Ukrainie. Wiemy, w zeszłym tygodniu był prezydent Poroszenko w Stanach Zjednoczonych, uzyskał określoną pomoc wojskową, także tutaj myślę, że jesteśmy w rodzinie.

Prasa zagraniczna odebrała tę wypowiedź tak, że nie będziemy się wychylać przed szereg, że nie będziemy już taką awangardą, jaką byliśmy do tej pory w sprawie Ukrainy, bo my najgłośniej krzyczeliśmy w Unii Europejskiej.

To są bardzo uproszczone oceny, tak sądzę. Od dawna staramy się żeby i to była filozofia partnerstwa wschodniego, to było to co prezydent Komorowski i premier Tusk wiosną robili, aby świat się włączył w sprawy ukraińskie. Myślę, że to się udało, ale też ma to swoje określone konsekwencje, bo nie każdy tutaj podziela polskie spojrzenie na sprawy ukraińskie. Wydaje mi się, że w najgłębszym interesie Polski jest mówić razem z Unią, z NATO, z innymi państwami w tej sprawie.

Czy pan minister będzie się zachowywał jak rozsądny mężczyzna sprzedając broń Ukrainie żeby nie narażać naszego kraju?

Już mówiłem o tym, że umówiliśmy się ze stroną ukraińską, że nie rozmawiamy publicznie na ten temat, zawsze się staram zachowywać jak rozsądny mężczyzna.

A rozsądna kobieta, jak się zachowuje?

Myślę, że rozsądek kobiet nie różni się niczym od rozsądku mężczyzn, a w sprawach państwowy jest to jeden rozsądek, który się nazywa polska racja stanu, polskie interesy i nigdy nie dostrzegłem tutaj żeby moje koleżanki i koledzy w pracy rządowej inaczej to wszystko oceniali.

A co oznacza to, że zostanie pan za chwilę wicepremierem, co dla pana oznacza i dla rządu i dla państwa polskiego?

Sądzę, że pani premier Ewa Kopacz, zresztą mówiła na ten temat publicznie w piątek chce, abym był jednym z jej najbliższych współpracowników, ponieważ uważa, że sprawy bezpieczeństwa inaczej niż jeszcze kilka lat temu, takiego bezpieczeństwa zewnętrznego, wysunęły się bardzo mocno na pierwszy plan. Dla mnie to oznacza, że będę robił to samo, co do tej pory, tyle że jeszcze więcej, no będę się starał jeszcze ciężej pracować, bo ta funkcja to jest po prostu zobowiązanie do cięższej pracy, a nic ponadto.

Zaskoczył pana prezydent Poroszenko, kiedy powiedział wczoraj, że stracił 65 proc. sprzętu w czasie walk?

Nie zaskoczył mnie. Mamy tutaj dość dobrą orientację w sytuacji sceny ukraińskiej, tak jak mówiłem był w piątek minister obrony Ukrainy w Warszawie, długo rozmawialiśmy w cztery oczy o sytuacji, więc sądzę, że ta publiczna ocena prezydenta Poroszenki odpowiada rzeczywistości.

A jak panie ministrze jesteśmy przygotowani na to żeby w Polsce nie znaleźli się, nie znalazły się „zielone ludziki”.

Sądzę, że jesteśmy przygotowani począwszy od naszego udziału w NATO i tego, że NATO postanowiło się zająć „zielonymi ludzikami” w tym sensie, że bardzo intensywnie zmienia różne plany, doktryny po to, aby to nie było zaskoczenie. Natomiast my w Polsce, mając tutaj doświadczenia choćby 39 r., piątej kolumny, zawsze obawialiśmy się tego rodzaju formy presji, więc na pewno od początku tego roku, obserwując uważnie sytuację na Ukrainie, wyciągnęliśmy wiele różnych wniosków i tutaj przede wszystkim wojsko polskie, ale także inne służby, straż graniczna, bardzo poważnie do takiej ewentualności się szykują, choć oczywiście jeśli chodzi o polskie warunki, one są zupełnie inne niż warunki wschodniej Ukrainy, o tym też trzeba pamiętać. Ale ważne, że głównodowodzący sił NATO, amerykański wojskowy powiedział wyraźnie „zielone ludzki” to jest agresja na NATO, to jest artykuł 5, to będzie odpowiedź całego sojuszu. Więc nie da się już grać taką kartą, jak „zielone ludzki” uznając, że wtedy NATO  będzie myślało, że to nie jest prawdziwa agresja. „Zielone ludziki” to jest zwykła agresja i zostało to nazwane po imieniu.

Prezes Kaczyński mówi, że będziemy bezpieczni, jeżeli nasza armia się podwoi, że mamy za mało żołnierzy, a podwojenie armii finansowane powinno być z europejskiego funduszu zbrojeniowego.

Ja dobrze przyjmuję wszystkie wypowiedzi, które sprzyjają wzmacnianiu bezpieczeństwa, natomiast co do szczegółów tutaj mam inne zdanie, sądzę, że dawno minęły czasy tego, że liczba żołnierzy decyduje, dzisiaj decyduje ich jakość, jakość armii zawodowej i to, jakie rezerwy jest w stanie zmobilizować w razie konfliktu. Więc sądzę, dyskutujmy, rozmawiajmy o tym, prezydent Komorowski, pani premier Kopacz zamierzają tutaj przedstawiać plan na rzecz obronności, plan wzmocnienia obronności jeśli tylko opozycja będzie chciała, a na to bardzo liczę, współpracować, wspomagać to są bardzo dobre wiadomości. Natomiast co do szczegółów, no tutaj trzeba się zastanowić, żeby chodzić po ziemi, a nie snuć takie plany, które nie mają oparcia w jakiś konkretach, typu sto miliardów euro z Unii Europejskiej, myślę, że to jest mało możliwe. (...)

Cała rozmowa: radiozet.pl
Foto: PAP


bg Image