crop-6vWx0vYrf5yx3Fn_180x130-0.png

Czas przestać wmawiać sobie, że płacąc najniższą cenę – oszczędzamy. Gdy bowiem weźmiemy pod uwagę rzeczywiste koszty, to okaże się, że jest dokładnie odwrotnie - mówiła członkini sejmowej Komisji Gospodarki, poseł Maria Małgorzata Janyska odnosząc się do nowelizacji przepisów o zamówieniach publicznych.

Wypracowana w podkomisji, którą pani kierowała, nowelizacja przepisów o zamówieniach publicznych czeka już tylko nad podpis prezydenta. W październiku, a najdalej w listopadzie wejdzie w życie. Co jest w niej najważniejsze?

Od początku podkreślałam, że najważniejszym celem tej nowelizacji jest zmiana podejścia do udzielania zamówień, tak aby wreszcie cena przestała decydować o wszystkim. Dlatego też nowe przepisy wymuszają na zamawiających stosowanie dodatkowych, pozacenowych kryteriów. Pozostanie pewna część standardowych zleceń, w których nadal będzie można kierować się wyłącznie ceną, ale nawet przy nich zamawiający będzie musiał przeanalizować koszty w całym okresie korzystania z przedmiotu zamówienia. Czas przestać patrzeć wyłącznie na prostą cenę nabycia i wmawiać sobie, że wydając mniej – oszczędzamy. Gdy bowiem weźmiemy pod uwagę rzeczywiste koszty, to okaże się, że jest dokładnie odwrotnie.

Ostatnie zdanie będzie jednak należeć do urzędników. Jeśli nie będą chcieli się męczyć z dodatkowymi kryteriami, to posłużą się najprostszymi z możliwych tylko po to, by pod względem formalnym spełnić nowy obowiązek. Mogą też przypisać innym kryteriom tak małą wagę, że cena i tak będzie decydować o wszystkim.

Oczywiście, jeśli ktoś będzie chciał obejść przepisy, to będzie szukał sposobu. Jestem jednak przekonana, że sami zamawiający są już zmęczeni najniższą ceną i czekają na rozwiązanie, które pozwoli im efektywniej wydawać publiczne pieniądze. Dotychczas byli pod presją potencjalnych, różnych kontroli skupiających się na tym, dlaczego zapłacili więcej, skoro mogli mniej. Nowe przepisy dają im jasny sygnał – nie chodzi o to, by wydać jak najmniej, tylko jak najbardziej efektywnie. Co z tego, że teraz zapłacimy stosunkowo mało, skoro za chwilę wyjdą na jaw różne usterki i niedociągnięcia, a w ostatecznym rozrachunku będzie to nas kosztować dużo więcej.

Od zamawiających zależy też, czy zafunkcjonuje inny przepis, ważny zarówno dla części przedsiębiorców, jak i dla związków zawodowych. Mam na myśli wprowadzanie do specyfikacji obowiązku zatrudniania na etat pracowników realizujących zamówienia. Przepis nie zmusza zamawiających, a jedynie daje im taką możliwość. Myśli pani, że będą z niej korzystać?

Uważam, że tak, zwłaszcza na szczeblu samorządowym. Z moich obserwacji wynika, że zaczyna się już tam inaczej patrzeć na rzetelność firm jako pracodawców. Coraz częściej mówi się o potrzebie wspierania lokalnych wykonawców i lokalnego rynku pracy. Oczywiście prawo unijne nie pozwala nam na wprowadzenie preferencji lokalnych wprost. Niemniej jednak wymóg zatrudniania na umowę o pracę, który wpisuje się w klauzule społeczne, może przysłużyć się właśnie lokalnym przedsiębiorcom i pracownikom.

Jak rozumiem, lokalnej firmie łatwiej będzie zatrudnić na miejscu pracowników niż tej z drugiego końca Polski, nie mówiąc już o zagranicy?

Tak, zwłaszcza że te odległe przedsiębiorstwa, gdy dziś wygrywają przetargi, to często dopiero zaczynają szukać miejscowych firm i osób, których siłami później realizują zamówienie. Obowiązek zatrudniania w oparciu o umowę o pracę zwiększy szanse na to, że zlecenia trafią bezpośrednio do lokalnych przedsiębiorców. Podkreślenie przez zamawiającego wymagania etyki organizacji pracy w wykonaniu zamówienia wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wielu przedsiębiorców, którzy wskazywali, że dziś mają trudny dostęp do zamówień, bo uczciwie organizują pracę i wykazują koszty.

To na szczeblu lokalnym. A na centralnym? Mam na myśli przede wszystkim największe roboty budowlane, realizowane przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Również powinna wymagać zatrudniania pracowników na etat?

Co do zasady zwracać uwagę na to powinni wszyscy, ale nie zawsze wymóg ten będzie możliwy. Trzeba mieć na względzie kodeks pracy i to, czy dane czynności spełniają wszystkie przesłanki do zatrudniania pracowników na umowę o pracę. Wiele usług przy robotach budowlanych wykonuje się na zasadzie umów o współpracy, z osobami fizycznymi prowadzącymi działalność. Największe inwestycje są realizowane najczęściej przez konsorcja, partnerów i podwykonawców. Uchwalony przez Sejm przepis pozwala jednak wymagać zatrudniania na etat także przez podwykonawców, ale powtarzam – kluczowy tu będzie charakter danej pracy.

Zarówno pozacenowe kryteria, jak i obowiązek zatrudniania na etat bez wątpienia będą oznaczać wzrost cen w przetargach. Jak przekonać burmistrza, który i tak nie dopina budżetu, że wydanie powiedzmy 30 proc. więcej jest dla niego korzystniejsze?

Wystarczy rzetelnie przeanalizować swoje poprzednie wydatki. Nie tylko to, co zapłaciło się na początku, ale też wszystkie późniejsze nakłady na przedmiot zamówienia, które dokumentuje się już jako odrębne pozycje w wydatkach. Tymczasem często są to koszty jednej i tej samej inwestycji. Dokładna analiza kosztów może pokazać, że było to więcej niż przykładowe 30 proc. Nie mówiąc o wydatkach społecznych na osoby bezrobotne.

Stawiam też pytanie o reakcję mieszkańców, gdy np. kolejna inwestycja zakończy się fiaskiem i będzie nagłośniona przez media z zarzutem, że choć można było wesprzeć rynek pracy, to nie sięgnięto po klauzule społeczne. (...)

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, NR 1777 (3818), str. B4.


bg Image