crop-4i8GEhhyeRqEp7b_180x130-0.png

Nie trzeba być jasnowidzem, żeby wiedzieć, że częściej wybiorą OFE wyborcy PO niż PiS. Wiedzieliśmy o tym, zanim przystąpiliśmy do pracy nad ustawą 
– pisze wiceminister finansów Izabela Leszczyna.

Pomiędzy 1 kwietnia a 31 lipca tego roku 2,5 mln z ponad 14 mln ubezpieczonych zdecydowało, że chce pozostać w OFE. Taką informację przekazały prawie wszystkie media w Polsce. Ale gdyby ktoś chciał, ot tak po prostu, dowiedzieć się, czy to dużo, czy mało, to się nie dowie. Dlaczego? Bo dla jednych komentujących to bardzo mało, a dla innych to bardzo dużo. Czasem nawet ci sami dziennikarze raz piszą, że to koniec OFE, bo tak mało osób je wybrało, a innym razem, że to koniec Platformy Obywatelskiej, bo tak dużo osób wybrało OFE.

Tak więc medialny szum informacyjny wokół OFE, a szerzej systemu emerytalnego, trwający od kilku lat, istnieje nadal, choć nie dotyczy już wyboru (kolejne okienko dopiero za dwa lata), lecz interpretacji wyników wyboru. Kto odpowiada za ten zgiełk? Zdaniem niektórych, oczywiście rząd. Dlaczego?

Pieniędzmi 
rządzą emocje

Odpowiedź na to pytanie też nie jest prosta, bo zdaniem jednych dlatego, że nie informuje, a zdaniem innych dlatego, że informuje. 
To nie jest żart! Wielokrotnie słyszałam zarzut, że rządowy Przegląd systemu emerytalnego (czerwiec 2013), artykuły o tematyce emerytalnej, które zamieszczaliśmy w prasie, czy wystąpienia w mediach elektronicznych to zmasowana propaganda, która przyczyniła się do niskiego odsetka tych, którzy wybrali otwarte fundusze.

Równie często słyszałam, że nie ma żadnej kampanii informacyjnej na temat wyboru i to jest 
główną przyczyną pozostawania ubezpieczonych w ZUS. Przy 
czym informacją było wszystko, 
co wskazywało na pozytywne aspekty części kapitałowej w obowiązkowym systemie emerytalnym, a propagandą to, co podkreślało negatywne aspekty takiej konstrukcji systemu.

Paradoksalnie, te same argumenty przytoczone w czerwcu 2013 r. w „Przeglądzie funkcjonowania systemu emerytalnego", odsądzone wtedy od czci i wiary, dzisiaj są powtarzane przez redaktora Bartosza Marczuka („Rzeczpospolita", 19.08.2014) i dzięki temu, jak rozumiem, rządowa propaganda cudownie przemienia się w rzetelną informację dziennikarską. Przykład? Pan redaktor, jakby cytując „Przegląd funkcjonowania systemu emerytalnego", pisze, że aktywa zgromadzone w funduszach emerytalnych ktoś musi wykupić, a w niekorzystnej sytuacji demograficznej, gdy więcej jest sprzedających (emerytów) niż kupujących (osób pracujących zawodowo) ich cena musi spaść.

Właśnie o tej zależności między popytem a podażą i wynikiem tej relacji, czyli ceną, pisaliśmy w „Przeglądzie". I nie był to wynik sympatii lub niechęci do OFE, a tylko przypomnienie najbardziej podstawowego prawa ekonomicznego.

Dlatego pytanie, czy możliwa była spokojna i merytoryczna dyskusja o OFE, jest chyba pytaniem retorycznym. Rację ma bowiem część dziennikarzy, która twierdzi, że emerytury wywołują emocje, jak in vitro czy GMO. To prawda. Tak jak prawdą jest to, że największe emocje w dyskusji o in vitro i GMO potrafią wywołać tezy odwołujące się nie do wiedzy, ale do wiary lub ideologii. (...)

Cała rozmowa: rp.pl


bg Image