crop-7ae4evEiaPQgnvY_180x130-0.png

Większą wagę przywiązuję do tego, co NATO zrobi, a nie do tego, co powie - podkreślił Minister Obrony Tomasz Siemoniak, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Właśnie trwa szczyt NATO. Wcześniej państwa sojuszu sprawiały wrażenie wręcz zaczadzonych Rosją. Czy to minęło?

Ocena Rosji radykalnie się zmieniła. Pamiętam, jak w czasie spotkania Rady NATO-Rosja jesienią ubiegłego roku doszło do dyskusji dotyczącej manewrów „Steadfast Jazz" oraz „Zapad", i była ona pełna wzajemnych podszczypywań. Ale wtedy nikomu nie przyszło do głowy, że pół roku później Rosja może okazać się agresorem anektującym Krym. Nie mam więc wątpliwości, że ocena Kremla się zmieni. Choć nie wiem, czy wcześniejsze stanowisko można określić jako zaczadzenie.

Nie? Na poprzednim szczycie, który odbył się dwa lata po jej agresji na Gruzję, NATO snuło plany współpracy z Rosją przy budowie tarczy antyrakietowej. Pojawiały się koncepcje budowy wspólnej strefy bezpieczeństwa od Lizbony do Władywostoku właśnie przypomniał o tym Siergiej Ławrow. Skoro to nie zaczadzenie, to jak tookreślić?

Przestrzeń publiczna pełna jest różnych wypowiedzi, ale warto też zwracać uwagę na konkretne działania. Na lizbońskim szczycie NATO w 2010 r. zapadła decyzja o budowie tarczy antyrakietowej - i jej element w Polsce będzie gotowy w 2018 r. Od 2012 r. już stoi w Turcji, za rok zostaną ukończone prace w Rumunii. Moskwa bardzo ostro oprotestowywała te instalacje. Warto o tym pamiętać. To, że ktoś powiedział, że należy w sprawie tej tarczy współpracować z Rosją, nie oznacza, że nie będzie podejmował działań, które jej się nie podobają. Od trzech lat nie opuściłem ani jednego spotkania ministrów obrony państw NATO. Bardzo długo ich głównym tematem był przede wszystkim Afganistan, Rosji poświęcaliśmy bardzo niewiele czasu. Zaczęło się to zmieniać późną jesienią ubiegłego roku. Ale zakładam, że zmiana tych akcentów jest trwała.

Jak w takim razie Rosja zostanie określona końcowym komunikacie ze szczytu Newport? Jako agresor?

Nie chcę uprzedzać faktów. Stanowisko Polski przedstawia prezydent Komorowski. Spodziewam się, że opis sytuacji i wyzwań, przed którymi stoimy, będzie precyzyjny. Ale naprawdę większą wagę przywiązuję do tego, co NATO zrobi, a nie do tego, co powie - choć nie oznacza to, że nie przywiązujemy wagi do doboru słów w oficjalnych dokumentach.

Porozmawiajmy więc o tym, co NATO zrobi. Stałych baz wojskowych w krajach flanki wschodniej sojuszu nie będzie, w grę wchodzi jedynie rotacyjna obecność wojsk. Jak to oceniać? Szklanka jest do połowy pusta czy do połowy pełna?

Nie ma sensu wdawać się w dyskusje, co jest stałą bazą, a co nie jest Należy po prostu mówić o ciągłej obecności wojsk sojuszu na terytorium krajów leżących na jego wschodniej flance. Nam zależy na tym, żeby nasi sojusznicy byli tutaj obecni, żeby zostały wzmocnione struktury dowodzenia wojsk natowskich w Polsce. Chodzi o to, by być gotowym do obrony kolektywnej zgodnie z artykułem V traktatu północnoatlantyckiego, gdyby taka potrzeba zaistniała Tego elementem będzie powiększenie Wielonarodowego Korpusu Północ - Wschód, który stacjonuje w Szczecinie. Nam nie zależy na bazie, która w każdej chwili może stać się pusta. Nam zależy na żołnierzach.

Stała baza od rotacyjnej różni się tym, że żołnierze stacjonujący na stałe przyjeżdżają z rodzinami na kilkuletnie kontrakty. Zapuszczają korzenie. Może to termin mało wojskowy, raczej psychologiczny, ale takie kwestie też mają wpływ na nasze poczucie bezpieczeństwa.

Możliwe. Ale też musimy pamiętać, że świat się zmienił. Stałe bazy wiążą się z ogromnymi kosztami. One powstawały w czasach zimnej wojny, tymczasem dziś mamy zupełnie inną sytuację. Poza tym stałe bazy w Polsce powstaną. Jedna w Redzikowie, gdy w 2018 r. skończą się prace przy budowie elementu tarczy antyrakietowej. Zatem rozumiem pana intencje - świetnie by było, gdyby nat owscy żołnierze zapuszczali u nas korzenie - ale jednocześnie uważam, że nie ma sensu upierać się przy tylko jednej formie współpracy, która zresztą dla naszych partnerów jest najdroższa, najtrudniejsza w realizacji, a do której efektywności nie są oni przekonani. Tym bardziej że cały czas rośnie znaczenie powietrznych sił obronnych. Dziś istnieją możliwości błyskawicznego przerzucenia do Polski ogromnej liczby samolotów NATO w bardzo krótkim czasie. Dlatego właśnie sprzeciwiam się polityce tylko upierania się przy tym, że w naszym kraju muszą powstać stałe bazy. Na szczycie NATO zostanie przyjęty pakiet rozwiązań, które podniosą nasze bezpieczeństwo.

W 1997 r. NATO zawarło z Rosją porozumienie o tym, że w nowych krajach członkowskich nie będą powstawać instalacje sojuszu. Brak stałych baz w Polsce jest elementem realizacji tych uzgodnień. Czemu kraje NATO są cały czas tak wrażliwe na to, co mówi Rosja – mimo że ona sama łamie międzynarodowe ustalenia?

Do NATO należy 28 państw. Każde ma swoją wrażliwość. Niektóre z nich - nawet w obecnej sytuacji - uważają, że największym zagrożeniem dla Europy jest sytuacjaw Afryce Północnej czy na Bliskim Wschodzie. Akurat Polska niema wątpliwości, że Rosja złamała ustalenia z 1997 r., choć widać, że NATO cały czas z tamtego porozumienia się wywiązuje. Najważniejsze, żeby sojusz nie był ograniczony w żaden sposób, jeśli chodzi o stan bezpieczeństwa swoich członków. Przecież tarcza antyrakietowa, którą sojusz tworzy, temu służy. NATO po prostu robi swoje.

Ukraina nie jest członkiem NATO, więc niej est ono w żaden sposób zobowiązanie do czegokolwiek względem tego kraju. A jednak Barack Obama w Tallinie bardzo wyraźnie wsparł Kijów w jego starciu z Moskwą. Czy sojusz na szczycie zadeklaruje pomoc dla Ukraińców?

W szczycie weźmie udział prezydent Petro Poroszenko, Ukraina zresztą od dawna z NATO współpracuje. Jest ona wiernym partnerem sojuszu. Nie sojusznikiem, tylko partnerem - zresztą Kijów nie dąży do tego, by zostać członkiem NATO. Odbędzie się posiedzenie Komisji NATO - Ukraina z udziałem prezydentów państw. Tam na pewno będzie mowa o pomocy dla Ukrainy, która z resztą od dawna jest partnerem NATO, aktywnym w operacjach sojuszu, jak np. w Afganistanie. (...)

Źródło: Polska The Times, NR 71 (1 329), str. 7.


bg Image