crop-AN3ze9mLf6JUW5A_180x130-0.png

Nie dostalibyśmy tej oferty, gdyby nie sukces gospodarczy Polski. To wywarło wrażenie na Europie. Wpływ miało także to, co się dzieje wokół Europy, np. za naszą wschodnią granicą - mówił Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski odnosząc się do objęcia przez Donalda Tuska stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej.

Renata Grochal: Europa więcej zyskuje na awansie Tuska czy Polska więcej traci?

Radosław Sikorski: Coś w tym jest, że zysk Brukseli jest stratą Warszawy. To wielkie wyzwanie dla nas jako partii rządzącej, żeby pokazać, że nie jesteśmy partią jednego człowieka. Wypracowaliśmy sytuację, w której były dwa warianty decyzji Rady: Dunka i Polak albo Polak i Włoszka; czyli orzełek - Polska wygrywa - albo reszka i - Polska też wygrywa. To był kawał solidnej dyplomacji. Jeszcze garść decyzji wzmacniających nasze bezpieczeństwo w NATO i będę mógł mieć sporo satysfakcji.

Co Tusk wniesie do Europy?

- Energię, nowego proeuropejskiego ducha i - co dla nas najważniejsze - perspektywę wrażliwości historycznej i naszego zmysłu geografii politycznej Europy. Polska zasila.

Pan stracił na tym wariancie, bo gdyby Dunka została szefową Rady, pan byłby szefem unijnej dyplomacji.

- Zawsze grałem zespołowo. Najważniejsze, że Polska uzyskała maksymalnie dobry wynik. Mówiłem o tym wielokrotnie i tak się stało. Nie jestem dumny ze wszystkich aspektów mojej rozmowy z Jackiem Rostowskim, ale przynajmniej mam dowód, że od początku Donald Tusk jako kandydat na szefa Rady Europejskiej to był nasz wariant A. Sukces jest o tyle większy, że dwa miesiące temu, w lipcu, Rada Europejska gotowa była przyjąć rozwiązanie, które nie uwzględniało nikogo z naszej części Europy. Potrafiliśmy zagrać stanowczo, ale i zręcznie. I nie tylko nasz region jest reprezentowany, ale tym reprezentantem jest Polak, i to na najwyższym stanowisku.

Mówił pan wtedy o sobie jako polskim kandydacie na komisarza ds. energii.

- Polska już ma przewodniczącego Rady, a jeszcze należy nam się komisarz. A który - zobaczymy. Gramy dalej.

Nie ubiegnie pana Elżbieta Bieńkowska, bo przesądzi parytet?

- PO jest partią, która najbardziej konsekwentnie w Polsce popiera parytet, i tak pozostanie.

Nie żal, że inni jadą do Brukseli, a pan znowu zostaje w kraju?

- Chciałbym pomagać ekipie, która - mam nadzieję - przygotuje kraj na trudniejsze czasy w dziedzinie bezpieczeństwa. To powinien być teraz nasz priorytet.

Janusz Lewandowski mówi, że Unia szukała człowieka na niepogodę...

- Tu zebrało się wiele czynników. Jednym z powodów wyboru Tuska była znacznie wyższa pozycja Polski w polityce europejskiej. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, żeby podobne oferty składano naszym poprzednikom i Polsce z jej ówczesną pozycją. Nie dostalibyśmy tej oferty, gdyby nie sukces gospodarczy Polski. To wywarło wrażenie na Europie. Wpływ miało także to, co się dzieje wokół Europy, np. za naszą wschodnią granicą - pozycja Polski jako kraju, który ma coś do powiedzenia, mówi to w sposób mocny, jednak nie histeryczny.

Jest oczekiwanie, że Tusk nada nową dynamikę Europie, ale ta funkcja jest w istocie techniczna; polega na wypracowywaniu kompromisów między premierami, przygotowywaniu szczytów UE.

- W wyniku kryzysu finansowego wytworzyła się, niekoniecznie dla nas dobra, tendencja renacjonalizacji wielu decyzji w Europie, np. finansowych, ale także w dziedzinie polityki zagranicznej. Boję się o skutki tej tendencji. W polityce bardzo dużo zależy jednak od osobowości. Zdolność do bieżącego dialogu z unijnymi stolicami i władza zwoływania szczytów to instrumenty, które będzie można skutecznie wykorzystać. Tusk będzie mógł synchronizować politykę państw członkowskich, bo instytucje europejskie, czyli Komisja Europejska, zostały osłabione.

Kto po Tusku?

- Najlepiej będzie stworzyć w rządzie i partii mocną grupę, która weźmie odpowiedzialność za wypełnienie zobowiązań do wyborów.

Ale ktoś musi być przewodniczącym.

- Tu akurat sprawa jest najłatwiejsza i już rozstrzygnięta. Pod nieobecność Donalda Tuska zgodnie ze statutem zarządzanie partią przejmuje pierwsza wiceprzewodnicząca PO Ewa Kopacz. Natomiast personalia uważam za drugorzędne. Najważniejsze, byśmy przyjęli plan, który przekona Polaków, że można nam ponownie zaufać.

Grzegorz Schetyna proponuje wybory szefa partii.

- One się odbędą, ale dziś za wcześnie, żeby podawać jakiś termin.

Będzie wojna o władzę w PO?

- Siłą naszej partii jest to, że zawsze umieliśmy zarządzać ambicjami naszych osobowości. Tym się różnimy od poprzednich partii solidarnościowych. Oby tak pozostało.

Może bez Tuska PO nie ma. To on wygrał dwie ostatnie kampanie?

- Sukces Tuska jest ostatecznym dowodem na to, że Polska nabrała znaczenia w Europie, że nasza polityka zagraniczna jest skuteczna. To jest przypieczętowanie tego, że nasza narracja jest zgodna z rzeczywistością, w przeciwieństwie do tego, co mówi PiS. Polska upadająca, zmarginalizowana w Europie, Polska rządzona przez takich ludzi, jak nas opisuje opozycja, nigdy nie zostałaby krajem, z którego się wybiera przywódcę Europy.

Czy odejście Tuska do Brukseli może zakończyć ten klincz PO - PiS?

- To na pewno koniec jakiejś ery, bo Tusk to nie tylko najdłużej urzędujący premier w historii wolnej Polski, ale też twórca najdłużej działającej koalicji w nowożytnej historii naszego kraju. O koalicję się nie martwię, koledzy z PSL widzą, ile razem osiągnęliśmy i ile jeszcze możemy osiągnąć.

A konflikt PO - PiS może się skończyć, jeśli nasi krytycy z PiS przestaną nam odmawiać patriotyzmu, opowiadać o Polsce niestworzone rzeczy, jeśli staną się normalną opozycją, a przestaną być opozycją insurekcyjną. W dyplomacji i polityce zawsze trzeba dać drugiej stronie możliwość zmiany stanowiska.

Tusk i Federica Mogherini to będzie dobry tandem, biorąc pod uwagę opinie, że Włoszka sprzyja Rosji?

- Traktat z Lizbony, mówię to bez entuzjazmu, nie wzmocnił roli ministrów spraw zagranicznych. Kiedyś brali oni udział w Radach Europejskich, dziś nie biorą. Kiedyś mieli mandat i sami uchwalali sankcje, dziś ta władza przeszła na poziom Rady Europejskiej, gdzie wysoki przedstawiciel ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa będzie miał istotną rolę w przygotowywaniu informacji dla szefów rządów. Ale przewodzić im będzie Donald Tusk. Ważne decyzje, jak np. w tej chwili o sankcjach dla Rosji, będą zapadały na szczeblu, na którym to Polak będzie miał największą możliwość ich uzgadniania.

Tusk będzie w stanie mobilizować Unię do bardziej energicznych działań wobec Rosji?

- Może tak być, bo część odpowiedzialności za politykę zewnętrzną UE, także w wyniku kryzysu finansowego, przeszła na szczebel Rady Europejskiej.

Jest wstępna zgoda unijnych przywódców na rozszerzenie sankcji, czy to coś da?

- Obawiam się, że do tej pory ciągle uchwalamy mniej niż minimum tego, co potrzeba, by odzyskać szacunek prezydenta Putina do Europy. Jedna czwarta obecnych sankcji rok temu, gdy Rosja zaczęła bojkot handlowy Ukrainy, wystarczyłaby, gdyby uchwalić je wtedy. Jesteśmy w niedoczasie. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl
Foto: PAP


bg Image