crop-2kb6853z8P019V7_180x130-0.png

Kiedy podejmowałam decyzję, wiedziałam, że się uda - powiedziała Minister Edukacji Narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska o reformie podręcznikowej.

"FAKT: Czy czuje się pani cudotwórczynią? Mało kto wierzył, że się pani uda.

Joanna Kluzik-Roskowska: Faktycznie byli tacy, którzy powątpiewali, ale to żaden cud. To po prostu ciężka praca całego zespołu. Kiedy podejmowałam decyzję, wiedziałam, że się uda. Nie czuję się cudotwórczynią.

Co dokładnie każde dziecko (pierwszoklasista) dostanie od MEN 1 września?

Elementarz. Dodatkowo zapewniamy 50 zł na każde dziecko. Nauczyciel zdecyduje, czy za tę kwotę będzie chciał na wolnym rynku dokupić jeszcze np. zeszyty ćwiczeń. Może również skorzystać z internetowej oferty ćwiczeń i pieniędzy przeznaczyć na drukarkę i papier. Poza 50 zł dodatkowe 25 zł dedykujemy na podręcznik do nauki języka obcego. Pozwalamy na dużą dowolność w dysponowaniu tymi pieniędzmi, żeby dzieci miały na czym pracować. Podsumowując: rodzic pierwszoklasisty nie wyda pieniędzy ani na elementarz, ani na książkę do nauki języka obcego, ani na ćwiczenia dodatkowe.

Na razie tylko pierwszaki.

Tak. W przyszłym roku będzie to dotyczyło już klas I, II oraz IV szkoły podstawowej, a także I klasy gimnazjum. W 2016 roku dołączą do tej grupy klasy V i II gimnazjum, a od roku 2017 wszystkie dzieci w szkołach podstawowych i gimnazjach będą miały bezpłatne podręczniki do wszystkich obowiązkowych przedmiotów. Książki będą kupowane za pieniądze budżetowe i będą wypożyczane uczniom.

Darmowy elementarz to także dla rodziców spora zmiana. Głównie w portfelu...

To bardzo ważne. Z punktu widzenia rodzica darmowy jest i podręcznik, i materiały dodatkowe, i podręcznik do języka obcego. Oczywiście nauczyciel ma prawo wymagać zakupu zeszytu, ołówka itp., ale tylko tego. Rodzice nie mogą zostać postawieni przez nauczyciela w sytuacji, w której będzie trzeba zbierać dodatkowe pieniądze na elementarz, ćwiczenia czy podręcznik do obowiązkowego języka. Wielu rodziców chwali sobie to, że na podręczniku nie można będzie pisać. To uczy szacunku dla książki. Ucieszyło mnie, że ta kwestia jest dla rodziców tak ważna.

Było dotąd wielu ministrów edukacji i żadnemu nie udało się takiej zmiany przeprowadzić. Jaka była recepta na sukces?

Byłam zdeterminowana, żeby przeprowadzić zmianę. Mam doświadczenie jako rodzic. Troje dzieci w jednej podstawówce, a każde miało inne podręczniki. Nie była to wina szkoły, tylko systemu. Każdy nauczyciel wybierał „swój” podręcznik, a wydawcy wkładali wiele wysiłku, by książki były jednorazowego użytku. Stosowali różne sztuczki: często trzeba było coś wkleić, napisać czy wydrzeć. Zmieniała się kolejność rozdziałów. Szczególnie trudno było w pierwszych trzech klasach szkoły podstawowej. Boksy dla pierwszaków kosztowały z roku na rok coraz więcej, ostatnio aż 250 zł. Praca dzieci to było głównie wypełnianie kartek, w jednej z edycji naliczyliśmy 1184 do zapisania w ciągu roku! Wiedziałam, że wydawcy będą przeciwni darmowemu elementarzowi, ale systematyczny wzrost cen trzeba było powstrzymać. Wydawnictwa wiele lat „pracowały” na to, żeby MEN zdecydował się na ten krok.

Pomijając ceny, boksy były sporym ułatwieniem dla nauczycieli i dzieci.

Nauczyciele czuli się nimi zniewoleni. Mówili, że chcą pracować trochę inaczej. Przy przygotowaniu elementarza zauważyliśmy jeszcze jeden problem. Boksy tak ułatwiały życie, że dzieci pewnych rzeczy się... nie uczyły! W części ćwiczeń do uzupełnienia były już postawione wielkie litery, przecinki i kropki. Dzieci miały uzupełniać tylko słowa i inne elementy. A efekt był taki, że w IV klasie dzieci nie stawiały na końcu zdania kropek, bo przecież one zawsze już były wstawione. To ułatwianie poszły nieco za daleko.

Czy to rzeczywiście będzie podręcznik na lata?

W krajach bogatszych, np. Francji, wieloletnie podręczniki funkcjonują od dawna. Pytałam Francuzów o to, czy ich zdaniem możemy używać tych samych podręczników przez 2–3 lata. Patrzyli na mnie ze zdziwieniem i odpowiadali, że nawet na 5 czy 6 lat! Zmianę może wymusić jedynie zmiana podstawy programowej. Podobny model funkcjonuje w Kanadzie czy wielu niemieckich landach. Podręczniki są w dyspozycji szkoły, płaci się za nie z budżetu.

Nowy elementarz wymaga od nauczyciela dużo zaangażowania i kreatywności. Co jeśli niektórzy nie podołają?

Nauczyciele nie zostaną pozostawieni samym sobie. Przygotowujemy dla nich pomoc – poradnik, ćwiczenia itp. Ci, którzy cenią swobodę, będą zadowoleni. Ci bardziej przyzwyczajeni do rutyny, będą musieli od niej odejść. Ale wierzcie mi, że będzie to z korzyścią dla dzieci. Mam nadzieję, że również dla nauczycieli. Zapytajcie jakiegokolwiek rodzica, czy chciałby dla swoich dzieci nauczycieli „rutyniarzy”, czy kogoś, kto ma dużo dobrych chęci i inicjatywę. Nie mam wątpliwości, że rodzice chcą, by uczyły je osoby kreatywne. (...)"

Cała rozmowa: fakt.pl


bg Image