crop-qP4t011RuT6Ke5M_180x130-0.png

Uznałem, że propozycja ugody, którą przedstawiła mi niemiecka prokuratura, jest akceptowalna, bo w sensie prawnym daje taki rezultat jak wyrok sądu odrzucający ewentualne oskarżenie. - powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Jacek Protasiewicz.

"Rzeczpospolita": Wraca pan?

Jacek Protasiewicz: Nigdy nie odszedłem z krajowej polityki. Od dawna planowałem powrót z Brukseli, a sprawy przyspieszyły w związku z incydentem we Frankfurcie.

Po którym nie dowiódł pan swojej niewinności.

Pewnie bym dowiódł, ale jak informował mnie mój przedstawiciel prawny we Frankfurcie, proces trwałby kilkanaście miesięcy, narażając mnie na koszty polityczne i finansowe.

A pan chce się oczyścić przed wyborami samorządowymi, żeby nie ciążyć PO i móc kandydować w wyborach parlamentarnych.

Nie zdecydowałem jeszcze, czy będę kandydował do Sejmu. Uznałem, że propozycja ugody, którą przedstawiła mi niemiecka prokuratura, jest akceptowalna, bo w sensie prawnym daje taki rezultat jak wyrok sądu odrzucający ewentualne oskarżenie.

Nie można powiedzieć, że jest pan niewinny znieważenia celnika, bo niemiecka prokuratura zgodziła się umorzyć postępowanie pod warunkiem, że wpłaci pan 5 tys. euro na cele społeczne.

Na tym polega jej mądrość – gotowa jest zrezygnować z procesu, którego nie ma pewności wygrać, jednocześnie uzyskując wpłatę na cel społecznie użyteczny. Pogratulować Niemcom, że nie marnują czasu i środków na sprawy błahe.

Zarzut znieważenia celników za pomocą symboli faszystowskich uważa pan za sprawę błahą?

Gdyby tak było, to byłbym oskarżony, bo w RFN to nie jest przestępstwo błahe. Jednak materiały, które zgromadziła prokuratura, nie potwierdzają promocji przeze mnie ideologii i symboli faszystowskich. Nie hajlowałem. Nie przepychałem się z funkcjonariuszami. Pisemne oświadczenia świadków nie potwierdzają również awantury z pasażerem – bo jej nie było! Stanu upojenia alkoholowego również nie.

W sensie prawnym mam poczucie niewinności, ale w sensie zdrowego rozsądku… Skoro czuje się pan niewinny w sensie prawnym, to za co płaci pan 5 tysięcy euro?

(długie milczenie) Płacę za spokój rodziny i komfort moich politycznych współpracowników. Kwota jest znośna w porównaniu z możliwymi kosztami prowadzenia procesu w Niemczech. O wiele więcej wyniosłoby mnie wynajęcie niemieckiego adwokata, podróże do Niemiec, poświęcony czas i energia. (...)"

Źródło: rp.pl


bg Image