crop-KsM9b8F15e63J0i_180x130-0.png

Rosji zależy na tym, żeby nie dopuścić do odzyskania przez rząd w Kijowie kontroli nad wschodem kraju. W związku z tym próbują podtrzymać opór separatystów i być może pod przykrywką konwoju z pomocą humanitarną Kreml chce separatystów wesprzeć - powiedział eurodeputowany prof. Dariusz Rosati.

""Super Express": - Od kilku dni Rosja uparcie próbuje wysłać do Donbasu konwój z pomocą humanitarną. Jak pan ten upór Moskwy traktuje? Jako aksamitną próbę wprowadzenia regularnej armii na Ukrainę?

Prof. Dariusz Rosati: - Trzeba się liczyć w tym momencie z najgorszym. Rosji zależy na tym, żeby nie dopuścić do odzyskania przez rząd w Kijowie kontroli nad wschodem kraju. W związku z tym próbują podtrzymać opór separatystów i być może pod przykrywką konwoju z pomocą humanitarną Kreml chce separatystów wesprzeć. Wiele zależy teraz od społeczności międzynarodowej, ale także samej od Ukrainy, by dać wyraźnie do zrozumienia, że nikt nie zaprasza Rosji z jej pomocą humanitarną. I że może ona mieć miejsce wyłącznie pod egidą międzynarodową i wyłącznie za zgodą Kijowa. Te warunki nie są spełnione. Jakakolwiek więc jednostronna akcja będzie oznaczać inwazję.

- Zastanawiam się, czy nie mamy do czynienia z prowokacjami Rosji, która bada determinację Zachodu? Trochę tak jak z naruszaniem przez rosyjskie lotnictwo przestrzeni powietrznej... i sprawdzanie, jak zareaguje dany kraj i jego obrona przeciwlotnicza.

- O ile naruszanie przestrzeni powietrznej ma dać rosyjskiemu dowództwu wgląd w system ochrony przeciwlotniczej, to faktycznie w tym przypadku możemy mieć do czynienia z próbą politycznego wybadania granic tolerancji Zachodu i ten nie powinien Władimirowi Putinowi pozostawiać żadnych wątpliwości, że wkroczenie na wschód Ukrainy będzie dla niego niezwykle kosztowne. Niemniej należy oczekiwać prowokacji ze strony Rosji, która może poszukiwać pretekstu do interwencji zbrojnej.

- Władimir Putin jest gotowy przekroczyć Rubikon i mimo grożących mu konsekwencji wprowadzić regularną armię na Ukrainę?

- Myślę, że zdaje sobie sprawę, iż znalazł się w potrzasku między rozbuchanymi nacjonalistycznymi nastrojami własnego społeczeństwa a determinacją Zachodu, który gotowy jest na nowe bolesne ciosy wobec Rosji, jeśli ta zdecyduje się na kolejne kroki przeciw Ukrainie.

- Spróbuje z tej pułapki wyjść?

- Należy oczekiwać, że w najbliższym czasie niepokoje spowodowane przez Kreml będą trwały, a sam Putin będzie chciał użyć swojej propagandy do zmiękczenia stanowiska Zachodu, wskazując na domniemane ludobójstwo na Ukrainie i dowodząc, że jego interwencja jest niezbędna. Być może będziemy mieli tam misję pokojową, w której skład wejdzie Rosja, na co Zachód mógłby się zgodzić. Przestrzegałbym jednak przed tym, ponieważ Rosja jest stroną konfliktu i będzie raczej czynnikiem destabilizującym, któremu będzie zależało na pogłębianiu chaosu.

- A jak pan reaguje na słowa Żyrinowskiego, który widzi już, jak Polska i kraje bałtyckie znikają z powierzchni ziemi pod naporem Rosji?

- Nie zwracałbym na te słowa uwagi. Są próbą wywołania paniki w Polsce i krajach bałtyckich, ale traktowałbym je tak samo poważnie, jak jego niedawne zachęty do współudziału w rozbiorze Ukrainy.(...)"

Cała rozmowa: se.pl


bg Image