crop-E5cB6nIP2RKs323_180x130-0.png

- Całą nadzieją prezydenta Rosji jest to, że Europa straci z powodu odwetu Kremla, ale przecież Rosja straci jeszcze więcej - mówił w radiowej Trójce Wiceprzewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Robert Tyszkiewicz.

Prezydent Rosji podpisał w środę dekret zakazujący lub ograniczający wwóz do Federacji Rosyjskiej niektórych produktów z krajów, które objęły Rosję sankcjami. Jak się oczekuje, prawdopodobnie w czwartek rosyjskie władze opublikują szczegółowy spis zabronionych towarów. Wcześniej Moskwa objęła zakazem wwozu część polskich produktów rolnych, w tym jabłka. Resort rolnictwa rozpoczął starania w Komisji Europejskiej o rekompensaty dla naszych producentów.

- Ponieważ zjawisko embarga dotyka nie poszczególnych krajów, a całej UE, to cała Wspólnota będzie się musiała zastanowić solidarnie na swoją reakcją - mówi w "Salonie politycznym Trójki" Robert Tyszkiewicz. Wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych i szef kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej w wyborach samorządowych uważa, że "embargo Rosji przyśpieszy reakcję Unii i ustanowi ją bardziej solidarną". Poseł sądzi, że w UE łatwiej jest o działania solidarnościowe na poziomie powszechnym niż o reakcje w sprawie poszczególnych krajów.

Polityk przyznaje jednak, że jeśli w Brukseli nie wystarczy środków na rekompensaty i nie wszyscy będą usatysfakcjonowani, to "potrzebna będzie reakcja rządu". - Jesteśmy wobec tych podmiotów gospodarczych, dziedzin rynku, które zostały dotknięte przez sankcje winni solidarność, także w wymiarze krajowym. I takie mechanizmy z pewnością będziemy uruchamiać na krajowym rynku - zapewnia Robert Tyszkiewicz.

- Całą nadzieją Putina jest to, że Europa straci z powodu odwetu Kremla, ale przecież Rosja straci jeszcze więcej - zauważa polityk i dodaje, że "Europa to nieporównanie większy potencjał gospodarczy niż Rosja”. Poseł przypomina, że wprowadzenie przez Zachód restrykcji wobec Rosji, "to gra o bezpieczeństwo i o to, czy zatrzymamy Putina w jego agresywnej polityce wobec sąsiadów”. - To. co się dzieje na wschód od Polski, ma wpływ na nasze państwo w wymiarze globalnym, ale i lokalnym. Dzisiaj musimy troszczyć się o to, byśmy mogli czuć się bezpieczni - mówi poseł.

Polityk był też pytany o sprawę korków na autostradzie A1. Premier zapowiedział, że w sierpniowe weekendy bramki na tych drogach będą otwarte. Jak wyliczają eksperci, budżet państwa zapłaci za to 12 milionów złotych. - Zapłaci budżet, czyli zapłacimy wszyscy - mówi Robert Tyszkiewicz. Wyjaśnia jednak, że "jest to kwestia bilansu strat, bo przecież te korki, to również są straty, które ponoszą ludzie”. Jego zdaniem, "reakcja rządu była wyważona". - Takie było oczekiwanie społeczne - podsumowuje gość "Salonu politycznego Trójki".

Źródło: polskieradio.pl


bg Image