crop-LrHHIMJ2p978zeM_180x130-0.png

- Rosja ma teraz wybór: albo się wycofać z polityki, która doprowadziła do sankcji, albo brnąć jeszcze dalej i eskalować sytuację - mówił w rozmowie Renatą Grochal, Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski.

Renata Grochal: Jak pan ocenia sankcje sektorowe wobec Rosji, które wstępnie zaakceptowali ambasadorzy państw UE?

Radosław Sikorski: Ta decyzja była nieunikniona. Te sankcje powinny przekonać prezydenta Putina, że Zachód jako wspólnota wartości jednak istnieje i potrafi się zjednoczyć, gdy elementarne zasady prawa międzynarodowego są łamane. To są już sankcje, które powinny kierownictwu rosyjskiemu dać do myślenia. Mam nadzieję, że prezydent Putin wykorzysta kolejną szansę na wycofanie się ze wspierania separatyzmu na Ukrainie. Jeśli prawdą jest, że był fałszywie informowany i że dopiero teraz zaczyna rozumieć, że to naprawdę separatyści zestrzelili malezyjski samolot z obywatelami UE na pokładzie, to ma następną okazję na wycofanie się z polityki dostarczania separatystom coraz bardziej zaawansowanej broni.

Ale kto mówi, że Putin był fałszywie informowany?

- Słyszy się to od dziennikarzy związanych z Kremlem.

Koszt sankcji był wstępnie szacowany na ponad 100 mld euro dla UE i tyle samo dla Rosji.

- 100 mld euro to znacznie mniej dla gospodarki UE - o wielkości kilkunastu bilionów euro - niż dla gospodarki rosyjskiej, która ma wielkość mniej więcej Włoch. Ale przestrzegałem, że sankcje nigdy nie są za darmo. Wspólnie z Ministerstwem Gospodarki uprzedzaliśmy wielokrotnie naszych przedsiębiorców, by w polityce eksportowej nie uzależniali się nadmiernie od jednego rynku. Natomiast wydaje mi się, że Komisja Europejska stworzyła pakiet, który jest dobrze pomyślany i w miarę równomiernie obciąża państwa członkowskie.

Ale mimo embarga na handel bronią Francuzi zrealizują kontrakt na mistrale dla Rosji.

- Bo sankcje dotyczą nowych kontraktów.

Negocjacje między krajami UE były chyba trudne. Spotkanie ambasadorów trwało cały dzień.

- Mamy do czynienia z trudnymi decyzjami, które muszą mieć twardą podstawę prawną, bo w grę wchodzą miliardy euro, a także możliwość zaskarżenia naszych sankcji w sądach. Teksty naszych decyzji muszą być precyzyjne. Stąd tak żmudne uzgodnienia.

Trzeba było aż 300 ofiar, żeby Unia się obudziła?

- Dobre pytanie, ale nie do mnie. My uważaliśmy, że wcześniejsze reakcje mogłyby zapobiec dzisiejszej sytuacji. Ale jako państwa Unii Europejskiej jesteśmy demokracjami, a demokracje zawsze są nierychliwe i nieskore do konfrontacji. Natomiast wydaje mi się, że władze rosyjskie nie doceniają naszej determinacji wtedy, kiedy raz do partnera stracimy zaufanie.

Rosja ma teraz wybór: albo się wycofać z polityki, która doprowadziła do sankcji, albo brnąć jeszcze dalej i eskalować sytuację.

Nie najlepiej wróży, że Duma zastanawia się nad wprowadzeniem terminu prawnego "kraju agresora" wobec państw wprowadzających sankcje. Firmy z tych krajów będą mieć zakaz działania w Rosji.

- Jeśli Duma ma na myśli kraje UE, NATO, a nawet Japonię i Australię, które też wprowadziły sankcje, to może Federacji Rosyjskiej zabraknąć inwestorów i partnerów handlowych.

Czy zapowiedziane embargo na owoce mocno uderzy w Polskę?

- Udział Rosji w naszym eksporcie jest dużo wyższy niż udział Rosji w handlu Niemiec, nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych. Dlatego spodziewam się, że rosyjskie kontrsankcje mogą być dla nas bolesne.

Dlaczego Putin w to brnie? Rosja jest coraz słabsza gospodarczo, sankcje mocno w nią uderzą, Putin politycznie może na tym tylko stracić.

- Prezydent Putin, jak każdy polityk, działa z mieszanych powodów: ideologicznych, strategicznych, ale również politycznych. Anszlus Krymu jest popularny w Rosji, tylko że widać, iż próbując dokonać podstępnej aneksji także wschodniej Ukrainy, Putin bardzo się jednak zagalopował. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image