crop-2snxcCgl6FCRo2G_180x130-0.png

Walka informacyjna w dobie internetu okazała siłę broni konwencjonalnej. Kto pierwszy zdefiniuje sytuację, narzuci narrację, wygrywa - zaznaczył Minister Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".

Wojciech Czuchnowski, Dominika Wielowieyska: Gdy po raz pierwszy przeczytał pan stenogramy swojej rozmowy z prezesem NBP Markiem Belką, to pomyślał pan: przyłożyłem rękę do klęski Platformy w wyborach?

Bartłomiej Sienkiewicz: Nie, bo nie mam wrażenia, żeby to mogło mieć wpływ na wynik wyborczy. Przed eurowyborami Platforma traciła do partii opozycyjnej 9 pkt proc., a wygrała. W tej chwili strata jest w różnych sondażach na poziomie średnio 4-6 proc., czyli tak naprawdę jest na poziomie normalnym dla państwa, w którym partia sprawuje władzę od siedmiu lat i opozycja między wyborami zawsze jest liderem rankingu. Polacy zachowują więcej spokoju niż niektórzy komentatorzy polityczni.

Już z nowego rankingu zaufania do polityków wynika, że są oburzeni wystawnym trybem życia i drogą konsumpcją opłacaną służbowymi kartami.

- Nie mam karty służbowej, więc mnie to nie dotyczy. Mój fundusz reprezentacyjny to 1200 zł miesięcznie i nigdy nie wykorzystałem więcej niż 50 proc. Na spotkanie zostałem zaproszony. A za rachunek zapłacił szef gabinetu prezesa NBP z własnej kieszeni. Tak przy okazji, zakres kradzieży na Polakach, jaki się dokonał poprzez przestępstwa VAT-owskie, księgowe i inne, wykrytych tylko w tym roku przez wspólne działania wywiadu skarbowego, Centralnego Biura Śledczego, prokuratury, zaczyna się zbliżać do 3 mld zł.

A co ma wspólnego jedno z drugim?

- To znaczy, że dramat odbywa się w miejscu, w którym państwo jest rzeczywiście okradane ze swoich pieniędzy przez przestępców, a nie w restauracjach.

Z pańskiej rozmowy z prezesem Belką wynikało, że rząd chce ścigać bogatych biznesmenów - czyli tych tłustych misiów, jak pan to nazwał - z góry zakładając, że okradają państwo. I rzeczywiście Zbigniew Jakubas miał masę kontroli.

- Ani przedtem, ani potem nie zlecałem żadnych działań wobec jakiegokolwiek przedsiębiorcy. To poza moimi kompetencjami. Natomiast państwo musi działać wspólnym frontem. I jeśli mamy do czynienia z szarą strefą, przestępczością białych kołnierzyków, uszczupleniem na miliardy budżetu państwa, to nie mogą z tym walczyć pojedyncze instytucje, tylko muszą one ze sobą współpracować. I o tym mówiłem prezesowi Belce. Te działania nie pogarszają prowadzenia biznesu w Polsce, tylko polepszają. Ponieważ uczciwy przedsiębiorca nie ma szans w starciu ze złodziejem, który udaje przedsiębiorcę, a de facto ma przewagę konkurencyjną w wyniku wyłudzania VAT.

Obywatele myślą tak: mamy masę służb specjalnych od tego i owego, które mają spore możliwości podsłuchiwania. I mimo to dwóch kelnerów od roku nagrywa najważniejsze osoby w państwie, a służby o tym nie wiedzą! To jest kompromitacja, za którą pan politycznie odpowiada.

- Mamy tu do czynienia z na zimno zaplanowaną akcją bezprawnego nagrywania osób w celu uzyskania konkretnych korzyści. Kelnerzy są tylko niewielkim elementem tej układanki. Poza tym jesteśmy w wolnym kraju i każdy może iść do restauracji i rozmawiać, o czym chce. A jeśli chodzi o mnie, dopełniłem wszystkich procedur, jakie były przewidziane. Jeśli mimo to nagrywano urzędników, to znaczy, że te procedury są do poprawy. I to właśnie robimy.

Czy prokuratura ma jakiekolwiek nagrania, których opinie publiczna nie poznała?

- To jest pytanie do prokuratury.

No, ale to pan dostał od premiera zadanie rozwiązania tej sprawy.

- Ta sprawa formalnie rozgrywa się na paru poziomach. Jednym z nich jest śledztwo prokuratury, w którym Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wykonuje na zlecenie prokuratury czynności śledcze. I to są elementy objęte tajemnicą śledztwa prokuratorskiego, do którego ja nie mam prawa dostępu.

Jest pan też pokrzywdzonym w tej sprawie

- Jako pokrzywdzony dostaję te informacje, które prokuratura zechce mi przekazać. Kolejnym poziomem są działania własne ABW. Powołano specjalną grupę, której zadaniem jest zbadanie wątków kontrwywiadowczych, bo jest ich wystarczająco dużo, by uzasadnić powstanie takiej grupy. Ostatni poziom to zakres działania CBŚ, które od dawna jest skoncentrowane na badaniu nieprawidłowości w obrocie węglem.

To na czym polega to pana zadanie?

- Na koordynacji pracy służb.

Czy to prawda, że policja i ABW były zaskoczone uznaniem przez prokuraturę, że na razie nie ma mowy o grupie przestępczej? I że mają przez to związane ręce?

- Problem polega na tym, że przy tego rodzaju kwalifikacji prawnej, zagrożonej maksymalnie wyrokiem do dwóch lat więzienia, część osób podejrzanych ma o wiele większą swobodę działania, niżby to wynikało z innego zarzutu. Ale to jest suwerenna decyzja prokuratury. Ja uważam, że mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą i naszym zadaniem jest przekonać do tego prokuraturę.

Z pańskich wcześniejszych zapowiedzi wynikało, że ma pan teraz ostatnie zadanie do wykonania, czyli odkrycie sprawców podsłuchów. To kiedy będzie można uznać, że pan wykonał już to ostatnie zadanie i może odejść?

- To, że pozostałem na swoim stanowisku, jest podyktowane pragmatyką działania w takich przypadkach. Afera Snowdena, choć zdewastowała stosunki USA z sojusznikami, nie zakończyła się dymisją szefów służb. Przez lata kret wewnątrz służb dokonywał kradzieży tajnych materiałów, żeby je w końcu wywieźć i osiedlić się w Moskwie. Amerykanie słusznie uznali, że sytuacja wymagała szybkiej reakcji, oszacowania strat i poprawy procedur, a nie głów osób kierujących służbami, co tylko pogłębiłoby kryzys.

Ale kiedy będzie można uznać, że zadanie zostanie zakończone, i czy pan wtedy odejdzie ze stanowiska?

- Moja przyszłość polityczna zależy tylko i wyłącznie od pana premiera. Moim zadaniem jest przegląd procedur pod kątem przygotowania państwa na tego rodzaju zagrożenia. Walka informacyjna, choć znana od wieków, w dobie internetu stała się istotnym narzędziem wykorzystywanym w konfliktach, często o sile oddziaływania silniejszej niż broń konwencjonalna. Kto pierwszy odpowiednio zdefiniuje sytuację, zawładnie językiem pojęć, narzuci swoją narrację, ma szansę na wygraną. To się nasiliło w czasie konfliktu ukraińskiego. Mamy konflikty zbrojne - również u naszych granic - w których informacja jest równie istotna jak czołgi i samoloty. Tymczasem procedury związane z bezpieczeństwem państwa nie w pełni to uwzględniają. Zarówno Ukraina, jak tak zwana afera podsłuchowa dodały temu dodatkowe znaczenie. ABW powinna być elementem MSW, ponieważ w ten sposób z odrębnych fragmentów tworzymy całość systemu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo wewnętrzne państwa. Współpraca między BOR, które nie ma uprawnień operacyjnych, a ABW może być wykonywana sprawnie wtedy, kiedy te instytucje będą w obrębie jednego resortu. Ważny jest również przegląd procedur obowiązujących BOR. To jest praca, która zostanie wykonana do końca wakacji. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image