crop-0HW1fUfoN1AsO24_180x130-0.png

Gdyby wniosek w sprawie wotum nieufności wobec rządu okazał się skuteczny, oznaczałoby to uleganie szantażystom z tzw. afery taśmowej. Do takiego procesu ręki nie powinniśmy przykładać - mówi poseł Andrzej Halicki.

"Super Express": - Wotum nieufności dla rządu upadło, Sienkiewicz też nie został odwołany. Jakie nastroje panują w PO?

Andrzej Halicki: - Nie ma większych emocji. W odniesieniu do parlamentarnej matematyki te głosowania mogły przynieść tylko taki efekt. Szkoda czasu, mogliśmy w tym czasie zrobić coś dużo bardziej pożytecznego.

- W przypadku głosowania nad wotum nieufności dla ministra Sienkiewicza było jednak trochę zamieszania.

- Nie. Co do istoty samego wniosku, od początku był on skazany na niepowodzenie. Było to głosowanie czysto techniczne. Gdyby ten wniosek okazał się skuteczny, oznaczałoby to uleganie szantażystom z tzw. afery taśmowej. Szantażystom nie można pozwolić na demontaż nie tylko rządu, ale i demokratycznej instytucji państwa. Tym powinna cechować się odpowiedzialna izba: parlament. A szczególnie koalicja rządowa nie ma wątpliwości, że do takiego procesu ręki nie powinniśmyprzykładać.

- Jednak przed głosowaniem nad wotum dla ministra Waldemar Pawlak próbował manifestować swoją siłę. Pokazać ją członkom PSL, ale też koalicjantowi.

- Pytanie, które zadał Waldemar Pawlak, jest całkowicie uzasadnione. Koincydencja w czasie tych działań (głosowań w Sejmie i przeszukania w biurze Jana Burego - dop. red.) nie powinna mieć miejsca. Trzeba wyjaśnić, dlaczego tak się stało. Sama pani marszałek powinna wystąpić do prokuratora generalnego o taką informację. To jest naruszenie zasad, jeżeli wejście do domu posła było prawdziwe, bo zdaje się, że przeszukanie dotyczyło nie tylko biura poselskiego. Nie dziwię się takiemu pytaniu, ale od samego początku nie miałem wątpliwości, że finał może być tylko jeden. (...)

Cała rozmowa: se.pl


bg Image