crop-IADDH0EbE9CU773_180x130-0.png

Trzeba być 24 godziny na dobę, mówię tu o politykach, o klasie, o osobach publicznych, przekonanym, że jest się osobą publiczną - podkreślał w "Sygnałach dnia" poseł Andrzej Halicki, odnosząc się do kwestii publikacji "taśm Wprost".

Krzysztof Grzesiowski: Poseł Andrzej Halicki, Platforma Obywatelska. Dzień dobry, panie pośle.

Andrzej Halicki: Dzień dobry.

Jest pan pewny ludowców przy okazji środowych głosowań w Sejmie?

Tak. Pyta pan, czy wnioski, które są składane czy zostały złożone w Sejmie, czy któryś z nich będzie skuteczne. Nie, nie będzie żaden z nich skuteczny, dlatego że po wotum zaufania, jakie uzyskał rząd, i to większą ilością głosów niż był powoływany, bo 237 głosów, to chyba trzy czy cztery głosy więcej niż na samym początku tej kadencji, to silny mandat i dziś, żeby odwołać, trzeba mieć 231. Ta matematyka wyraźnie wskazuje, że nie ma dziś takiej koalicji, takiego układu politycznego, który by zbliżył się do tej granicy.

Mamy dwa wnioski: jeden o konstruktywne wotum nieufności...

No, plus o komisję śledczą.

...z prof. Piotrem Glińskim i tak dalej, plus wotum nieufności dla Bartłomieja Sienkiewicza, i ten drugi, to drugie głosowanie wydaje się interesujące.

Ale trzeba mieć 231 głosów, więc nawet jeżeli ktoś się wstrzyma od głosu, myślę o takich pojedynczych, ale sygnalizowanych możliwych reakcjach, nie wpłynie to na ten podstawowy wynik, 231 trzeba mieć, żeby skutecznie odwołać, minimum. W ogóle wydaje mi się, że ta licytacja na te wnioski w gruncie rzeczy odsłania bezsilność opozycji i wcale nie jest to dobra sytuacja, bo gdyby ta debata w Sejmie była bardziej konstruktywna, być może też w mniejszym stopniu deprecjonowany byłby sam wizerunek Sejmu jako takiego. Polska demokracja, tak chwalona niedawno, jednak stanęła w obliczu pewnego kryzysu i myślę, że dobrze by było, gdybyśmy wszyscy bardzo odpowiedzialnie wyszli z tego kryzysu.

Może ta debata, mówię o przypadku konstruktywnego wotum nieufności, byłaby bardziej konstruktywna, gdyby Piotr Gliński wystąpił w Sejmie...

...i powiedział to, co ma do powiedzenia.

Przepraszam, że się uśmiechnąłem, ale to jest właśnie to pytanie, które nie powinno w ogóle paść. Jeżeli ktoś, a sami liderzy PiS-u przecież mówią o tym, wysuwają kandydaturę prof. Glińskiego, właśnie dlatego, że on nie ma żadnych szans. Mówiąc szczerze, nawet... Mam dużą sympatię do samego profesora Glińskiego, ale współczuję...

Nie, mówię o stronie technicznej. Platforma upiera się przy tym, żeby prof. Piotr Gliński nie wystąpił.

Bo nie ma takich regulaminowych możliwości, przynajmniej dzisiaj...

Ludzie tworzą regulaminy i ludzie je zmieniają, panie pośle.

Oczywiście, że tak, to prawda. Przypominamy sobie to wystąpienie z tabletu. Powiem szczerze, że dużo bardziej interesujące z przyczyn technicznych i tej kreatywności niż na żywo. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że ta propozycja po prostu nie ma żadnych szans, nie ma nawet połowy potrzebnej wymaganej ilości głosów. Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby każda grupa posłów, wykorzystując na ogół regulamin, jeżeli mielibyśmy go zmienić w tym kierunku, zajmowałaby nam czas, zgłaszając dziesiątki nierealnych pomysłów, ale zdobywając dla nich przestrzeń, czas antenowy i tak dalej. To jest zła droga, nie w ten sposób powinniśmy rozmawiać o polskiej racji stanu, o polskiej polityce, o polskiej skuteczności też.

Ale co ciekawe, taki pomysł, by osoba, która miałaby być premierem zgłaszanym przez którąś z partii opozycyjnych, pomysł na zmianę w regulaminie ma także Sojusz Lewicy Demokratycznej, z tym, że Sojuszowi zdaje się mniej zależy na czasie, nie chodzi o to głosowanie najbliższe, tylko o to za kilka miesięcy...

Ale ja bym...

...po konsultacjach międzypartyjnych pojawi się osoba, która może...

Ale bym był bardzo wstrzemięźliwy...

... funkcję premiera.

...w zmienianiu regulaminu na potrzeby jednego czy drugiego zdarzenia. Nie mówię teraz już o tym środowym, które nas czeka, bo w zasadzie wszyscy wiemy, że tego regulaminu nie zmienimy przed, no bo musi być najpierw opinia i tak dalej, cała praca nad regulaminem, która jest związana z pracami również komisyjnymi. Więc ten temat pojawia się po to, żeby znowu się pojawiło coś, co będzie powodem do takiego mieszania w tym kotle. Powinniśmy wyjść z kryzysu. Ja powiedziałem, użyłem tego słowa w sposób wskazujący na to, co tak naprawdę dzieje się dzisiaj w Polsce, bo przecież zastanawiamy się, czy polskie państwo jest bezpieczne, czy to, co ma miejsce, w ogóle jest porównywalne z czymkolwiek. Myślę o tych aferach, o tych taśmach i zamieszaniu wokół tego. Proszę zauważyć, że po raz pierwszy mamy do czynienia z szantażem, który jest szantażem wobec rządu, wobec osób, członków rządu, wobec osób z rządem związanych. To naprawdę jest bardzo poważna sytuacja i to nie jest już tylko kwestia... Widzimy dzisiaj kolejne publikacje...

No właśnie...

...jakieś walki o wolność słowa. Proszę zobaczyć, że to jest...

...zechce się pan odnieść do tego, co dzisiaj publikuje tygodnik Wprost, do owej rozmowy trzech panów?

To za chwilę może jednozdaniowy komentarz, bo nie chcę wchodzić w meritum jak gdyby tej rozmowy, ale proszę zauważyć, że po raz pierwszy mamy taką sytuację na taką skalę i nie znamy jeszcze do końca motywów i nawet tej skali. Dzisiejsza rozmowy, jeżeli wracamy do dzisiejszego tygodnika, to raczej taka akcja, która ma... No, jest Mundial, więc piłkarskim powiedzeniem można się posłużyć, to jest taka obrona przez atak, innymi słowy złodziej, który krzyczy: „Łapać złodzieja!”. Mamy szantaż, ale kto szantażuje? Czy zna pan... jest pan dziennikarzem, czy zna pan sytuację, w której dziennikarz opracowuje materiał po to, żeby on się nie ukazał? No przecież to jest zaprzeczenie dziennikarstwa niepisanie, niedrukowanie materiałów ...

Znaczy o wiele interesująca jest data tej publikacji w stosunku do daty zarejestrowania tej rozmowy, czyli...

Oczywiście, te trzy lata...

...od trzech lat. Dlaczego po trzech latach?

Dlaczego po trzech latach – dlatego że Roman Giertych jest pełnomocnikiem jednej z osób, która poczuła się ofiarą i poczuła się skrzywdzoną wobec poprzednich ujawnionych nagrań i tak dalej, i tak dalej, no, możemy to rozkładać na czynniki pierwsze. To wszystko wygląda bardzo nieładnie, bardzo nieciekawie, ale widać, że w tym jest jakaś przemyślana strategia, że to jest akcja-reakcja, że mamy do czynienia z czymś, co nie ma żadnego związku z dziennikarstwem, żadnego związku także z ładem. I czy mamy temu ulegać jako izba, jako politycy, jako kraj, jako społeczeństwo? Nie wolno ulegać takim szantażom. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image