crop-bKd42kwNECt4M0P_180x130-0.png

Słowa ministra Sikorskiego są zgodne z filozofią rządu i kanonem naszej polityki zagranicznej. Mam na myśli preferowanie relacji europejskich z Niemcami i Francją oraz utrzymywanie z pewnym dystansem relacji z Ameryką, od której powinniśmy więcej oczekiwać - mówi przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Grzegorz Schetyna.

Renata Grochal: Rząd przetrwa aferę podsłuchową?

Grzegorz Schetyna: Przypuszczam, że nie w całości. Przetrwa koalicja i większość ministrów, ale możliwe, że premier dokona korekty, i to nie tylko wynikającej z afery podsłuchowej. Jesteśmy na ostatniej prostej przed wyborami samorządowymi, prezydenckimi i parlamentarnymi. To czas, gdy przygotowuje się drużynę na te najważniejsze wyzwania. Dlatego jesień może przynieść nowe otwarcie personalne.

Czy szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz powinien zostać odwołany, bo nie zapewnił osłony kontrwywiadowczej ministrom?

- Nie sądzę, by można było o to winić Sienkiewicza. To kwestia elementarnej odpowiedzialności ludzi, którzy dają się nagrywać. Szef MSW czy szef BOR nie są w stanie przypilnować wszystkich urzędników, ich zachowań i rozmów. To fizycznie niemożliwe. Trudno obarczać szefa służb tym, że ktoś w sposób nieostrożny rozmawia w miejscach publicznych o sprawach państwowych.

A sam Sienkiewicz rozmawiał w sposób ostrożny?

- Zdziwiło mnie, że rozmawia na temat roli banku centralnego. Restauracja nie jest najlepszym miejscem do takich rozmów. Ale za czasów prezesa Sławomira Skrzypka też były rozmowy o deficycie i o tym, czy przekazać zysk NBP do budżetu.

Nie razi pana, że Sienkiewicz pyta szefa NBP, czy bank centralny sfinansuje deficyt, by opozycja nie doszła do władzy?

- To nie było porozumienie polityczne, tylko analiza teoretycznych scenariuszy. Bardziej mnie zbulwersowało, jak Sienkiewicz ocenił Polskie Inwestycje Rozwojowe czy budowę "orlików" i autostrad, które są osiągnięciem naszej ekipy, czy wreszcie samą Platformę.

Szef NBP powinien stanąć przed Trybunałem Stanu, jak chce PiS?

- PiS chce z afery podsłuchowej zrobić temat kampanii wyborczej. Wniosek do TS tylko temu ma służyć - nie ma w Sejmie większości, która by go przegłosowała.

Sojusz z USA to "bullshit", jak mówił w nagraniach Radosław Sikorski?

- Sikorski znany jest z dosyć kwiecistego języka. Ale gdyby zdjąć ornamenty, to jego słowa są zgodne z filozofią rządu i kanonem naszej polityki zagranicznej. Mam na myśli preferowanie relacji europejskich z Niemcami i Francją oraz utrzymywanie z pewnym dystansem relacji z Ameryką, od której powinniśmy więcej oczekiwać i wobec której powinniśmy prowadzić twardszą politykę. To Europa jest dla nas bliską zagranicą, miejsce Polski w Europie i wpływ na politykę europejską będą budować naszą pozycję w relacjach transatlantyckich.

Amerykanie są zdystansowani. Nie będzie strat politycznych po wypowiedzi szefa MSZ.

Paweł Graś mówi na nagraniach, że gdy przestał pan być szefem PO na Dolnym Śląsku, to "ludzie tam odetchnęli, jakby się z kolan podnieśli, jakby ich z jakiejś niewoli egipskiej wyprowadzić". Aż takim pan był zamordystą?

- (śmiech ) Z kolei mnie powiedział, że ta rozmowa odbyła się kilka miesięcy temu, a teraz ma inną ocenę.

Co wyborca PO najbardziej zapamięta z tej afery?

- Wykropkowane miejsca, bo język tych rozmów był niedopuszczalny. Ludzie nie ufają politykom, a takie rozmowy to zaufanie obniżają. Wyborca zapamięta także niedobrą rozmowę między byłym ministrem Sławomirem Nowakiem a byłym wiceministrem Andrzejem Parafianowiczem. Nie pomoże nam to w kampanii wyborczej ani w spotkaniach z ludźmi. Rozmowa ta będzie przywoływana jako norma zachowań polityków PO. I to mnie najbardziej boli.

A kolacyjki czy obiady na koszt podatnika za ponad 1 tys. zł?

- To wszystkich bulwersuje, ale jeśli rachunki zostaną zapłacone z własnej kieszeni - a tak deklarował minister Sikorski - to będzie to krok w dobrą stronę. Skoro nagrani mówią, że to były prywatne rozmowy, to rachunek też płacą z prywatnej kieszeni.

Traktuję tę sprawę jako lekcję dla całej klasy politycznej. Zawsze mówiłem, że w restauracjach czy miejscach publicznych nie pisze się scenariuszy politycznych. Jestem po szkole konspiracyjnej i zawsze uważałem, że trzeba wiedzieć, co się chce powiedzieć, nieważne, czy publicznie, czy prywatnie, i nad tym panować. A o polityce rozmawia się w gabinetach.

Biznesmen Marek Falenta mówi, że połączenie go z aferą podsłuchową to sprawa polityczna i że rząd chciał przejąć jego Składy Węgla.

- Kłopot ze sprzedażą polskiego węgla w kraju rzeczywiście jest problemem. Ale nie sądzę, by teza pana Falenty była prawdziwa. Poczekajmy, co ustali prokuratura.

W spółkach Falenty zasiadają ludzie PO, np. były senator Misiak czy pański bliski współpracownik Arkadiusz Gierałt. Skąd te związki?

- Misiak już dawno skończył przygodę z polityką, a Gierałt jest szeregowym członkiem partii. Zawsze zajmowali się biznesem i nie można im tego zakazywać. Nie popadajmy w paranoję, że jak ktoś jest członkiem PO, to nie może być w radzie nadzorczej prywatnej spółki.

Działacz PO Jerzy Bednarz, który zasiadał we władzach spółki Falenty, wpłacił nawet 10 tys. zł na pańską kampanię w 2007 r.

- Wpłacanie pieniędzy na kampanię polityków nie jest przestępstwem. Bednarz był radnym PO w Legnicy, stąd się znamy. Firma, w której władzach zasiadał, powstawała jako spółka pracownicza. Z tego, co się orientuję, Falenta dopiero później kupił w niej udziały.

Jest ktoś w PO, kto mógłby zastąpić Tuska na stanowisku premiera?

- Niektórzy tydzień temu powiedzieliby, że Sikorski - ma doświadczenie polityczne, jest znany w Europie i jest twardym zawodnikiem. Ale mówienie dziś, że Tusk powinien odejść, a ktoś inny powinien go zastąpić, to osłabianie PO, które znacznie zmniejszyłoby jej szanse wyborcze w listopadzie 2015 r. Dziś musimy się zastanawiać, jak odbudować zaufanie do Platformy.

Czy PO z Tuskiem jest jeszcze w stanie wygrać?

- Zapytałbym odwrotnie: czy bez Tuska jest w stanie wygrać? W wyborach parlamentarnych w 2011 r., a także w eurowyborach jego zaangażowanie w ostatnich tygodniach kampanii rozpędzało PO i dało jej zwycięstwo, chociaż ciężko wywalczone. Ale sam Tusk nie wystarczy, by zmobilizować ludzi do dużej obecności przy urnach, co w poprzednich latach przekładało się na nasze zwycięstwo. Do tego trzeba mobilizacji całej partii - zarówno liderów, jak i szeregowych członków. To w ludziach budzi bowiem prawdziwe emocje.

A pan, zamiast mobilizować, zadaje cios w plecy, mówiąc trzy tygodnie przed eurowyborami, że PO jest syta i zdemobilizowana.

- To nie był cios w plecy. Chciałem zmobilizować partię do większego wysiłku i to się udało, bo wywiązała się dyskusja.

Może bez Tuska Platformy po prostu nie ma?

- W całej Europie jest tak, że partie robią się jednoosobowe, a liderzy mają głos rozstrzygający co do list wyborczych, polityki personalnej w rządzie czy tworzenia koalicji. Tak jest w PO, PiS, PSL i SLD. Nie jestem jednak zwolennikiem takiego wariantu, bo wolę zarządzanie zespołowe. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image