crop-24hiNKJ1kHh45E2_180x130-0.png

Jest reżyser bez twarzy, który buduje scenariusz dla Polski. To okrutna gra. Premier musi czekać, przeanalizować sytuacje, tak żeby nie popełnić błędu i by scenariusza tego reżysera bez twarzy nie realizować - powiedział Michał Boni.

Konrad Piasecki: To chyba koniec, panie ministrze.

Michał Boni: Nie, słońce świeci, życie idzie do przodu. Jesteśmy po tak zwanym długim weekendzie i po święcie Bożego Ciała...

...i po kolejnych taśmach, po kolejnych skandalach i po kolejnym przyspieszeniu...

Jest bardzo trudna sytuacja. Ja myślę, że trzeba na nią patrzeć z dwóch stron. Po pierwsze to jest podważenie wiarygodności polityki, polityków i różnych instytucji publicznych.

Ale rozumiem autopodważenie, to znaczy, że sami politycy podważają swój wizerunek.

W oczach opinii publicznej, bo nawet nie chodzi o styl, który jest denerwujący, którego nie powinno być, ale chodzi też o taką logikę wywodu, która tam się pojawia, która myślę dla opinii publicznej pokazuje tę nie najlepszą twarz świata polityki, ale z drugiej strony trzeba też pamiętać, że ci politycy byli przyłapani, nagrani w swojej prywatnej sytuacji. Trzeba też pamiętać o tym, że to nagrywanie jest przestępstwem.

Ale nie ma pan poczucia, że bez takiego ozdrowieńczego, ale gigantycznego szoku rządzący i obóz władzy sobie z tym nie poradzi?

Szok już jest, natomiast problem polega na tym...

...nie ma tylko reakcji na ten szok, bo póki co to jest raczej klajstrowanie i wyciszanie...

Nie, to nie jest wyciszanie. To jest też czekanie na to, co jeszcze będzie. Dlatego że podjęcie jakiejkolwiek decyzji dzisiaj - wtedy, kiedy nie ma wszystkich przesłanek, kiedy nie są ujawnione wszystkie taśmy, jest ten reżyser bez twarzy, który buduje scenariusz polityczny, publiczny dla Polski, także w oczach świata, w oczach Europy - to jest niebezpieczne.

Czyli mówi pan: "Premier dzisiaj nie może robić ostrych ruchów, dlatego że nie wie, co jeszcze go czeka"?

Ja myślę, że premier musi czekać, co nie oznacza, że nie robi żadnych ruchów, że nie są przygotowywane takie, czy inne decyzje, natomiast musi czekać po to, żeby nie popełnić błędu w tej grze, bo to jest okrutna gra tego anonimowego reżysera. On może mieć jeszcze coś w zanadrzu i krok po kroku będzie to publikowane.

Ale uważa pan, że ekipa mająca na koncie takie nagrania - mówię: ekipa, bo to są ludzie, którzy są dzisiaj właściwie twarzą Platformy - może przetrwać?

Myślę, że to zależy od takiej siły wewnętrznej zmiany i mocnego pokazania, że jesteśmy na taką zmianę gotowi.

No to jak mocna powinna być ta zmiana? Czego sięgnąć? Zmiany rządu, usunięcia poszczególnych postaci?

Pan pyta o takie rozwiązanie, które jest efektem. Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jak bardzo została naruszona wiarygodność polityki w ogóle...

A bardzo została naruszona, pańskim zdaniem?

...została bardzo naruszona - i jak w związku z tym należy zareagować. Nie wariując, nie wchodząc w te obce scenariusze polityczne, że zaraz będziemy wywracali rząd, robili coś z całym krajem, tylko po prostu przygotować się do takiego mocnego pokazania opinii publicznej, że jesteśmy gotowi na zmianę.

Ale jak to pokazać?

To może oznaczać zupełnie nowe osoby w świecie polityki i świecie rządzenia, nowe twarze. Ale to może oznaczać pewną kartę nowych zadań i reguł, jakimi będziemy się od tej pory posługiwali. Jeśli ktoś uważa, że ta wiarygodność została podważona także przez to, że jest ten drugi język, którym się mówi prywatnie, to być może trzeba sobie jasno powiedzieć: o różnych trudnych rzeczach mówimy nawet bardziej publicznie dzisiaj, ale do tego potrzebny jest taki sojusz, alians z mediami.

Ale to nie jest też problem tylko języka - to jest też problem zupełnie innego obrazu, który kreują politycy zewnętrznie, a zupełnie inny jest ten obraz naprawdę.

Ta kuchnia polityczna to jest proces decyzyjny. Wtedy, kiedy podejmuje się decyzję o tym, jak się szykujemy do rozmów ze Stanami Zjednoczonymi, to oczywiście bierzemy pod uwagę wszystkie aspekty. Jednym z aspektów jest to, że chcielibyśmy, żeby to było symetryczne. Proszę zwrócić uwagę, że rozmowa Rostowskiego z Sikorskim jest rozmową przed mocniejszym powrotem Ameryki do spraw europejskich.

No ale jeśli Sikorski mówi publicznie, że Stany Zjednoczone gwarantują nam właściwie poczucie bezpieczeństwa, a w rozmowie prywatnej mówi, że to jest funta kłaków niewarty sojusz, bo on daje złudne poczucie - no to jest coś nie tak.

Ale analitycznie tylko chcę powiedzieć, że ta rozmowa była przed mocniejszym wejściem Stanów Zjednoczonych do spraw europejskich - z powrotem, co było związane także z Ukrainą. Więc dystans Sikorskiego może był tutaj uprawniony. Ale też nie o to chodzi, bo to oczywiście jest nieeleganckie wobec partnera i elegancki jest ambasador Mull'a, który mówi, że dalej te stosunki są dobre. I dlatego uważam, że trzeba pokazywać proces decyzyjny. To znaczy, jeśli są jakieś kwestie związane z tym, iż dyskutujemy o tym, jakie są nasze relacje z Amerykanami, to może także obóz władzy, rządzący co pewien czas powinni otwierać taką debatę. A jak to powinno być - przy udziale mediów. I wtedy te różne argumenty, także wypowiadane przez polityków, nie będą takie ni stąd ni zowąd, tylko one od dłuższego czasu będą już na stole. Ale oczyszczenia niewątpliwie potrzeba polityce, bo wiarygodność w relacjach ze społeczeństwem jest najważniejsza. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image