crop-2uh15yRON01MaCi_180x130-0.png

Po pierwsze, nie było potrzeby doprowadzenia do mojej dymisji, bo w lipcu powiedziałem premierowi, że będę chciał odejść w trakcie rekonstrukcji. Po drugie nie było żadnej możliwości użycia tego rodzaju zapisów, o których mowa, do wspierania ambicji politycznych rządzących - mówi były minister finansów Jacek Rostowski.

Konrad Piasecki: Czuje się pan ofiarą spisku Belki i Sienkiewicza?

Jacek Rostowski: Szczerze mówiąc w żaden sposób.

Chciał pan odejść niezależnie od tego, że jak oni mówili, chcieli podziękować hrabiemu von Rostowskiemu?

Wie pan, na pewno ta rozmowa ma wiele wątków absurdalnych. W zasadzie ani jedna ani druga strona tego domniemanego, hipotetycznego dealu nie była możliwa. Nie było możliwe, to znaczy nie było potrzeby doprowadzenia do mojej dymisji. Właśnie w lipcu - nie wiem,czy przed tą rozmową, bo dokładnej daty tej rozmowy nie znam, czy po - powiedziałem panu premierowi, że definitywnie będę chciał odejść podczas rekonstrukcji.

Ale Sienkiewicz i Belka o tym wiedzieli?

Tego nie wiem. Mogli nie wiedzieć. Mogli nie wiedzieć. Ale na pewno nie jest tak, że ten deal, w listopadzie ubiegłego roku się skonsumował.

Pan powie, że pan chciał odejść niezależnie od jakichkolwiek nacisków, sugestii ze strony premiera, czy ministra Sienkiewicza.

Nie było żadnych. Jedyne naciski ze strony pana premiera były abym został.

Człowiek może chcieć odejść, dlatego, że czuje, że wokół niego jest taka atmosfera, że czuje, że musi.

Nie, jak chciałem odejść, dlatego, że po tym jak byłem ministrem finansów najdłużej urzędującym nie tylko III RP, ale także w niepodległej Polsce i wiedziałem, że już Polska wychodzi z drugiej fazy kryzysu i już przyszedł moment, kiedy był czas na rekonstrukcję i na nową energię dla rządu przez wprowadzenie nowych ludzi, co zresztą się stało.

Czyli pan z absolutną pewnością powie: to nie Sienkiewicz i Belka doprowadzili do mojego odejścia.

To nie tacy ludzie mogą doprowadzić do mojego odejścia.

Bardzo pan się nie lubił z Markiem Belką?

Ja mogę tylko powiedzieć, że żyłem w przeświadczeniu, iż z prezesem Belką mam świetne stosunki.

On żył najwyraźniej w nieco innym przeświadczeniu.

No najwyraźniej.

A w czym mu pan tak przeszkadzał?

Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że jak odchodziłem z Rady Ministrów, to pan premier, żegnając się ze wszystkimi ministrami, mówił ciepłe słowa o wszystkich i o mnie też, cytując prezesa Belkę. Tak więc tym bardziej nie wiem, skąd to się wzięło.

Ma pan dzisiaj żal - albo coś więcej - do Belki i Sienkiewicza za tę rozmowę?

Nie. To znaczy...

Nie czuje się pan - tak po ludzku - obrażony?

Na pewno nie umiem być obiektywny na temat tych dwóch panów, ale chciałem jeszcze...

Dlatego pytam, czy pan nie czuje się obrażony, bo te rozważania, które panowie snują...

Tutaj naprawdę kwestia uczuć jest najmniej ważna. A na pewno moich uczuć. Jest najmniej ważna w tej całej sprawie. Ale to, co jest ważne w tej sprawie i myślę kluczowe - że, jedna część tego hipotetycznego dealu była zupełnie absurdalna, bo ja właśnie w tym czasie chciałem odejść. A druga część tego hipotetycznego dealu była nie do przeprowadzenia, dlatego że ustawa, która - i to bardzo dobrze - ma być pod obradami Rady Ministrów, pozwala na zakup skarbowych papierów wartościowych przez Narodowy Bank Polski, ale tylko i wyłącznie w warunkach kryzysu systemu finansowego. I taki jest zresztą wymóg traktatów unijnych, i jest to monitorowane przez Europejski Bank Centralny. Czyli nie było żadnej, ale - chcę to podkreślić - żadnej możliwości, aby użyć zapisów tego rodzaju dla wspierania ambicji politycznych, czy celów politycznych rządu, czy partii rządzącej.

Ale to w takim razie o czym minister Sienkiewicz mówi: kolega Rostowski powiedziałby "w życiu, bo to zdewastuje opinię, bo jest niewykonalne, bo tego nie wolno robić"?

Gdyby była próba używania takich zapisów do...

...do ratowania Platformy Obywatelskiej przed wyborami?

Nie - bądźmy precyzyjni. Do dofinansowania deficytu w sytuacji, w której nie ma kryzysu systemu finansowego i bankowego...

A zbliżają się wybory.

Ale nieważne, czy się zbliżają wybory, czy jest tuż po wyborach. Ja bym na pewno temu się przeciwstawił.

Czyli rzeczywiście 'kolega Rostowski' powiedziałby nie pozwalam?

No, ale myślę, że nie byłbym jedyny. Europejski Bank Centralnym też na pewno powiedziałby, że nie pozwala, ale ja bym na pewno powiedział, że się na to nie zgadzam. Ogólne wrażenie jest zupełnie abstrakcyjne. Trochę wygląda to tak, jakby podczas tej rozmowy, każdy z panów drugiem sprzedawał Most Kierbedzia. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image