crop-z8Trh8b7407upL8_180x130-0.png

Tak chciał PiS i tak chciał to Kamiński przedstawić w swoim przemówieniu, jakbyśmy nie głosowali nad uchyleniem immunitetu. I to mu się udało. Zabrakło inicjatywy prokuratury - mówi przewodniczący Sejmowej Komisji spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna.

Janina Paradowska: Jest pan zwolennikiem komisji śledczej ws. majątku Kwaśniewskiego?

Grzegorz Schetyna: Nie jestem zwolennikiem, mówię tylko, że trzeba się zapoznać z uzasadnieniem takiego wniosku i poważnie go rozważyć. Nie możemy być zakładnikami sytuacji, która miała miejsce przedwczoraj w Sejmie. Miota się oskarżenia na temat byłego prezydenta i pozostaje to bez odpowiedzi.

Cztery lata temu już to opisano. Cała strona w "Gazecie Wyborczej". Wszystko można przeczytać, potrzebna jeszcze komisja?

- Nie, ale potrzebne jest ujawnienie ustaleń CBA i prokuratury.

Ale nad czym państwo głosowali? Nad umorzonym śledztwem majątku Kwaśniewskich czy przekroczeniem uprawnień przez Mariusza Kamińskiego jako szefa CBA? Bo ja mam wrażenie, że głosowaliście w sprawie Kwaśniewskiego!

- Tak chciał PiS i tak chciał to Kamiński przedstawić w swoim przemówieniu. I to mu się udało. Rzeczywiście głosowaliśmy sprawę uchylenia immunitetu wobec wielokrotnego łamania prawa przez Kamińskiego.

I wiceminister sprawiedliwości z PO tego nie zrozumiał?

- Wiele osób z różnych klubów mówi, że nie zrozumiało, nad czym głosowało. Taka jest prawda.

Wniosek leżał w Sejmie od stycznia, przeczytało go dziewięć osób.

- Dziewięć osób z komisji regulaminowej. Ja zapoznałem się z jawnym uzasadnieniem, ono jest wystarczające. To wszystko jest szukaniem wyjaśnień i usprawiedliwień swoich zachowań. Mówię tylko, że to był błąd parlamentu, błąd posłów. Ale nie możemy teraz zajmować się przeciekami z tego posiedzenia.

Przeciekami? Wszystko jest czarno na białym w gazetach.

- Dobrze, że to jest w mediach. Ale prokuratura powinna mieć inicjatywę, powinna być obecna na tajnym posiedzeniu i zabrać tam głos, opisać razem z przedstawicielem komisji regulaminowej, czego dotyczy głosowanie. Powtórzyć posłom, nad czym głosują. Bo byliśmy świadkami 40 min wystąpienia Kamińskiego i 1,5 min wystąpienia szefa komisji regulaminowej. Trzeba spokojnie, ale twardo wyciągać konsekwencje z tych zachowań, braku wyobraźni.

Co pan przez to rozumie?

- Dziś posiedzenie zarządu krajowego PO, pewnie także prezydium klubu. Trzeba rozmawiać z tymi ludźmi.

Miękko.

- Nie jestem członkiem zarządu, nie chcę wyręczać kolegów. Ale w sytuacjach trudnych głosowań oczekiwania od klubu PO, od posłów są największe. I największe brzemię odpowiedzialności.

Premier zawinił, bo nie przyszedł?

- Miał swoje obowiązki. Nie wszystko leży na barkach szefa partii. Zdumiało mnie natomiast postępowanie wicepremiera Piechocińskiego, który siedział na sali...

A nie głosował? Mówią już o Green-PiS.

- Nie słyszałem.

A może to był koniunkturalizm? Nie ruszajmy, bo Kamiński wróci do CBA i nam pokaże.

- Głosowanie nad zdjęciem immunitetu nigdy nie jest jednorodne. To dotyczy wszystkich klubów. Ale ta sprawa była stricte polityczna.

Bali się Kamińskiego?

- Chcieli sobie wytłumaczyć i usprawiedliwić, że przewaga jest oczywista, a sprawa techniczna, więc dlaczego ja się muszę do tego dokładać? Wiadomo, jak wyszło.

To głosowanie na miarę przegranych wyborów? To wiatr w żagle PiS-u!

- Odnosiłem takie wrażenie na sali sejmowej, widząc eksplozję entuzjazmu. Nieuzasadnionego, bo sprawa nie jest zakończona. Ale przedwczorajszy dzień jest symbolem, że Sejm nie zdał tego egzaminu. Nie wystarczy mieć odwagę i prężyć muskuły na briefingach przed dziennikarzami, trzeba wykazać się odwagą w procedurze sejmowej, w komisji czy na posiedzeniu plenarnym. Przedwczoraj widzieliśmy to wyraźnie.

Źródło: tokfm.pl


bg Image