crop-cVV4TQ079YkJE6j_180x130-0.png

Każdy lekarz w Polsce ma prawo do klauzuli sumienia, ale nie może tego narzucać na instytucję, którą zarządza. Szpital jest instytucją państwową - mówi rzeczniczka rządu Małgorzata Kidawa-Błońska.

Konrad Piasecki: Jakie kary i plagi spadną na tych, którzy obronili Kamińskiego?

Małgorzata Kidawa-Błońska: Dzisiaj zbiera się zarząd naszej partii i pierwsze pytanie, na które musimy sobie odpowiedzieć, dlaczego nasi koledzy i koleżanki zagłosowali w taki, a nie inny sposób.

Bo Kamiński ich przekonał. Pokazał dowody na winę Kwaśniewskich...

Ja powiem tak. Dla mnie decyzja moich kolegów i koleżanek była bardzo zaskakująca. Nikt nie spodziewał się takiego rozwoju wypadków. Nie było to głosowanie objęte jakąś szczególną troską, bo wydawało się, że tutaj nie ma wątpliwości, że jest zapewniona większość. Dlatego tak duże zaskoczenie...

Ale to myśli pani, że naiwność młodych posłów?

To nie tylko byli młodzi posłowie, bo jeżeli popatrzymy na nazwiska, to są posłowie którejś kadencji, którzy mają bardzo duże doświadczenie. Dlatego mówię - najpierw zrozummy dlaczego, a potem jakieś konsekwencje.

A jak powiedzą: "Posłuchaliśmy Kamińskiego, przekonał nas. Uznaliśmy, że nie można mu odbierać immunitetu"? Bo tak to tłumaczą.

Ten wniosek o odebranie immunitetu miał być po to, żeby wyjaśnić sprawy z nieprawidłowościami, a nagle ciężar został przeniesiony zupełnie na inną sprawę.

Jak się ktoś broni, to przenosi ciężar gdzie indziej. Pokazuje swoje zasługi.

Dobrze, ale jednak chodzi o to, żeby sprawę wyjaśnić i Platforma zawsze była na stanowisku, że w takich sprawach posłowie powinni rezygnować z immunitetu.

Pani minister, ale jak by pani ich pokarała, gdyby to zależało od pani?

Ja w ogóle nie lubię...

...nagana?

Ja w ogóle nie lubię karać. Staram się tak rozmawiać, żeby na przyszłość takiej sytuacji nie było miejsca...

Czyli pani uświadamiającą rozmowę by z nimi przeprowadziła.

Żeby karać, muszę zrozumieć, dlaczego to zrobili, bo wiem pan... Każda osoba zrobiła to, podejrzewam, z innego... Muszę to zrozumieć...

Jak wyczuwa pani nastrój premiera - wściekły i będzie srogi?

Na pewno premier był zaskoczony. Premiera trudno wyprowadzić z równowagi, bo inaczej nie mógłby być premierem, ale był zaskoczony, bo nikt się chyba tego nie spodziewał. Podejrzewam, że nawet wynik dla naszych kolegów w klubie także był zaskoczeniem.

Zaskoczenie przeniesie się na srogość czy zaskoczenie przerodzi się w łagodność?

Na pewno będąc w klubie partii rządzącej trzeba działać zespołowo. To nie było głosowanie w sprawie sumienia - to chodziło tylko o to, żeby prokuratura miała szansę wyjaśnić pewne sprawy, co jest w interesie wszystkich. Przecież podjęcie śledztwa to nie jest jeszcze przesądzenie, to nie jest jeszcze wyrok. Sejm nie może być sądem.

Ale z drugiej strony premier mógł przyjść na to głosowanie, jak to taka ważna sprawa. A i pani - zdaje się - też nie było.

Nie byliśmy rzeczywiście, dlatego że nikomu nie przyszło do głowy, że może się tak stać, jak się stało.

A Grupiński zawiódł jako szef klubu?

Ja nie obarczałabym tutaj Grupińskiego winą za to głosowanie. Na pewno zabrakło może tego klubu przed i przypomnienia posłom, po co jest to głosowanie i czemu ma służyć. Na pewno to by się przydało.

Uważa pani, że należało ich uświadomić i powiedzieć: "Czujność rewolucyjna przede wszystkim, walka klasowa się zaostrza".

Ja nie wpadłabym na to, że to jest takie głosowanie, bo na ogół w Sejmie, jeżeli jest jakieś głosowanie, które budzi kontrowersje, posłowie przychodzą, mówią: "Nie chcę tak głosować, mam wątpliwości". Tutaj tego nie było. Był klub pod koniec maja i nie było wątpliwości.

Ma pani intuicję: Grupiński zachowa stanowisko?

Nie wiem. Nie wiem. Nie jestem członkiem zarządu...

Kobieca intuicja coś pani podpowiada.

Nie mam jednoznacznej intuicji w tej sprawie (śmiech). (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image