crop-smcXhlByjd250jY_180x130-0.png

Podejrzewam, że niezrzeczenie się immunitetu ma ukryty cel. Bezkarnie będzie można dyskutować i zasiewać w głowach ludzi nieprawdziwe informacje, które pewnie wyciekną - mówi europosłanka Julia Pitera.

"Nie wpędziliśmy się w pułapkę paranoi?"

- Choć posiedzenie będzie zamknięte, jego przebieg już znamy. Warto to robić? - zastanawiał się w Poranku Radia TOK FM Jan Wróbel. - Gdyby Mariusz Kamiński zrzekł się immunitetu, nie byłoby tej historii. Śledztwo jest związane z operacjami mającymi klauzulę tajności, które nie mogą być ujawnione. Proszę pokazać kraj, w którym służba kończy działania i wszyscy rozmawiają o nich otwartym tekstem - wskazywała pani europoseł Julia Pitera.

- Nie wpędziliśmy się w pułapkę paranoi? Nawet z amerykańskiego Kongresu wyciekały raporty o działaniach służb i czytaliśmy je w odcinkach. Nie można utajnić czegoś w obecności 400 osób - powątpiewał Wróbel. - Od czasu do czasu tajemnice państwa wyciekają - przyznała Julia Pitera. - Nasz Sejm jest rozplotkowany i to nie w sprawach fundamentalnych. Bo nie mówimy o sprawach fundamentalnych, o prawach człowieka. Mówimy o podejrzeniu naruszenia prawa przez funkcjonariusza - dodała.

"Bezkarnie będzie można zasiewać w głowach ludzi nieprawdziwe informacje"

Jej zdaniem zabezpieczenie Sejmu zależało nie od samych procedur, ale dobrej woli Kamińskiego, który mógł zrzec się immunitetu. - Podejrzewam, że niezrzeczenie się immunitetu ma ukryty cel. Bezkarnie będzie można dyskutować i zasiewać w głowach ludzi nieprawdziwe informacje, które pewnie wyciekną. A że będzie to objęte klauzulą tajności, nie będzie pan mógł tego zweryfikować. Tak się rodzi plotka - wyjaśniała.

- Co grozi posłowi, który nagada dziennikarzowi, co działo się na zamkniętym posiedzeniu Sejmu? - zapytał prowadzący. - Jeśli będzie kłamał, to nic - skwitowała Julia Pitera.

 
Źródło: tokfm.pl

bg Image