crop-q7SV312RZnW7tgq_180x130-0.png

Te wybory pokazały tak naprawdę, że ten wyświechtany slogan "każdy głos się liczy" jest prawdziwy. I podobnie może być w wyborach parlamentarnych, w związku z tym od wszystkich liderów i osób Platformy oczekujemy lojalności i zespołowej gry - mówił w programie "Kontrwywiad" RMF FM Sekretarz Generalny Platformy Obywatelskiej Paweł Graś.

Konrad Piasecki: W byłym działaczu NZS państwowe i wojskowe honory dla generała wzbudziły entuzjazm czy raczej niesmak?

Paweł Graś: Niech pana generała sądzi Bóg i historia. Dobrze, że mamy tę uroczystość już za sobą. Ona budziła kontrowersje, jak wszystko w Polsce, co wiąże się z komunistyczną przeszłością. Wszyscy, zwłaszcza my, którzy pamiętamy ten urok stanu wojennego, nie mamy za co generała kochać, powiem tak bardzo delikatnie.

Czyli rozumiem w panu, dawnym antykomuniście, jakiś odruch buntu się pojawił.

Uważam, że optymalną była decyzja, żeby położyć go razem ze swoimi towarzyszami broni z 1. Armii Wojska Polskiego na Powązkach. I właściwie tyle.

A optymalną była też decyzja o wystąpieniu prezydenta podczas mszy pogrzebowej?

Nie śmiałbym w ogóle tutaj komentować słów pana prezydenta, ani decyzji, co do wystąpienia.

No nie, ale może pan jako człowiek, jako dawny działacz coś na ten temat powiedzieć.

Pojawił się na nabożeństwie i swoją mowę pożegnalną wygłosił i każdy niech w sumieniu ją ocenia. Jak widzę dzisiaj rano sondaże i badania, z których wynika, że 59 proc. Polaków uważa, że to była dobra decyzja dotycząca Powązek, gdzie 48 proc. zwolenników PiS uważa, że to była dobra decyzja, to byłbym może na miejscu Adama Hofmana i innych działaczy PiS bardziej wstrzemięźliwy w takich radykalnych ocenach tego, co się wydarzyło.

Decyzja o państwowym pogrzebie też była dobra? Bo to była decyzja, którą tak naprawdę podejmowali rządzący.

Myślę, że to była absolutnie optymalna decyzja, jako żołnierzowi, jako generałowi z trudną historią, ze złą historią, z historią tragiczną dla wielu Polek i Polaków, ale wydaje się, że tutaj nie było dobrej decyzji. Przypomnę, że to nie jest tylko decyzja państwa, czy Pałacu Prezydenckiego, ale również rodziny i uważam, że ta decyzja dot. Powązek była optymalna i tyle.

Ale przyzna pan, że honory wojskowe mogłyby być mniejsze, większe - no mogła to być tylko asysta honorowa albo orkiestra wojskowa. A była kampania reprezentacyjna, była salwa.

Była asysta honorowa taka, jaka wynika z przewidzianych na takie okoliczności instrukcji i procedur.

Kto podejmował te decyzje? Minister Obrony Narodowej? Rząd? Prezydent?

Wszyscy mogli przebieg tego pogrzebu oglądać, a myślę, że dobrze było, że była transmisja. Wszyscy widzieli zachowanie różnych stron i uczestników tej uroczystości. I niech każdy sobie w sumieniu wyciąga wnioski, czy to zachowanie było właściwe.

Odpowiedź na konkretne pytanie: Kto podjął decyzję o tej formie pochówku?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie. To na pewno nie było w gestii kancelarii premiera, więc tu należy pytać przede wszystkim członków rodziny.

A czy to, że nie było premiera na pogrzebie, to była decyzja polityczna?

Premier od samego początku zapowiedział, że w tym pogrzebie nie weźmie udziału...

Pytanie, dlaczego?

I tyle.

No nie, można wziąć, można nie wziąć. To jest decyzja świadoma, a nie przypadkowa.

Nie czuł takiej potrzeby serca, żeby wziąć udział w tym pogrzebie.

Wyborczy sukces to zasługa Tuska, a to, że tak mały ten wyborczy sukces, to wina Schetyny?

Ja wiem, do czego pan redaktor tutaj pije.

Tak, do czego?

Do artykułu w jednej z gazet. Rzeczywiście rozmawialiśmy na ostatnim posiedzeniu zarządu o przebiegu wyborów, o kampanii.

I rzeczywiście premier mówił, że Schetyna grał celowo na obniżenie wyniku?

Na temat Schetyny padły tam może trzy albo cztery zdania.

Jak brzmiały?

Z których wynikało, że następnym razem zwłaszcza w tak trudnej sytuacji, kiedy ta walka jest do ostatniego momentu o włos, należy naprawdę - jak się jest rozpoznawalną i prominentną postacią Platformy, należy się naprawdę zastanowić, nim się coś powie.

A Schetyna się nie zastanowił - pana zdaniem.

Bo takie nierozważne i nieroztropne słowa w niewłaściwym momencie mogą nie odnieść właściwych skutków.

Pytanie tylko, czy to jest przyjacielskie napomnienie: Grzesiu, następnym razem się zastanów. Czy raczej: Grzegorzu, jak tak dalej będziesz postępował, to koniec z nami?

To raczej był apel i do Grzegorza, i do wszystkich, żeby tego typu słowa i tego typu wypowiedzi następnym razem naprawdę przemyśleć. Zwłaszcza w kontekście wyborów parlamentarnych, bo wtedy może się rozgrywać o włos. Z resztą te wybory pokazały tak naprawdę, że ten wyświechtany slogan "każdy głos się liczy" jest prawdziwy. I podobnie może być w wyborach parlamentarnych, w związku z tym od wszystkich liderów i osób Platformy oczekujemy lojalności i zespołowej gry.

Będzie batożenie Grzegorza?

Nie, nie będzie żadnego batożenia Grzegorza, ani nagany partyjnej, ani niczego takiego.

Będzie nagroda w postaci stanowiska ambasadora w Moskwie!

Nie będzie nagrody w postaci stanowiska ambasadora w Moskwie. Wiem, że pan redaktor czeka na jakiś żółty pasek, więc mogę...

W radiu nie ma żółtych pasków.

... Z czystym sumieniem powiedzieć: Grzegorz Schetyna nie będzie ambasadorem w Moskwie ani w żadnym innym mieście.

Nawet w Ułan Bator? Nawet w Ałmaty? Nawet w Kiszyniowie? Nigdzie, po prostu nigdzie? Grzegorz Schetyna na ambasadora nie?

Grzegorz Schetyna jest szefem Komisji Spraw Zagranicznych, ma bardzo poważne i odpowiedzialne zadania. I właściwie tyle. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image