crop-jqmA3u680bK8Mm8_180x130-0.png

Zdajemy sobie sprawę, że musimy się mocno mobilizować do jesiennych wyborów. Ale ja jestem spokojny. Na szczęście Polacy niezbyt ufają PiS, jeśli chodzi o samorząd - mówi przewodniczący Klubu Parlamentarnego Rafał Grupiński.

Rz: W poprzednich eurowyborach w 2009 r. Platforma zdobyła ponad 
44 proc. poparcia, przy wyniku PiS na poziomie 
27 proc. Teraz mamy prawie remis. Znaczy to, że masowo uciekli od was wyborcy.

Rafał Grupiński: Mobilizacja naszego elektoratu była mniejsza niż w poprzednich wyborach i stąd słabszy wynik, lecz żadne inne ugrupowanie na tym nie skorzystało. Nasi wyborcy nie wybrali innej opcji – nikt nie dołączył do prowadzącej dwójki.

To rzeczywiście kluczowe i dla was, i dla PiS. Ale nawet jeśli część wyborców PO nie poszła głosować, to sporo w tym waszej winy. Chyba są po prostu rozczarowani?

Pięć lat temu głosowanie odbywało się świeżo po tym, gdy PiS wraz z Samoobroną rządził krajem. To przełożyło się na decyzje wyborcze Polaków, którzy w zdecydowanej większości nie chcieli powrotu Jarosława Kaczyńskiego do władzy. Minęło pięć kolejnych lat i złe wspomnienia z czasu rządów PiS wyblakły. Ludzie mniej obawiają się Kaczyńskiego.

Może czas skończyć ze straszeniem powrotem PiS do władzy? Ten patent już chyba nie działa.

To nie był nasz główny motyw w kampanii do Parlamentu Europejskiego. Jeśli krytykowaliśmy PiS, to z innych powodów – pokazywaliśmy, że partia ta nie będzie mieć dobrej, merytorycznej reprezentacji w Europie 
i będzie poza frakcją chadecką, która wygrała eurowybory na poziomie całej UE i która to frakcja będzie mieć decydujący wpływ na kwestie europejskie. My i mieliśmy merytorycznych kandydatów, i zasiadamy w EPP, podobnie zresztą jak nasz koalicjant z PSL.

Nie straszyliście Kaczyńskim? Przecież premier twierdził w kampanii, że nie ma co głosować na PiS, bo ze zwycięstwa eurosceptyków będzie się cieszył Władimir Putin.

Taka jest prawda. PiS to partia eurosceptyczna, a osłabienie UE wedle jej postulatów ucieszyłoby Putina. Trudno, byśmy nie ostrzegali wyborców przed Kaczyńskim, tyle że nie to było głównym elementem naszego przekazu podczas kampanii. Głównym wątkiem były bezpieczeństwo Polski 
i nasza silna pozycja 
w Europie.

PiS zdecydowanie poprawił swój wynik. Gdyby nie strata paru punktów na rzecz partii Zbigniewa Ziobry, wyraźnie by was pokonali.

Po pierwsze, PiS nie poprawił znacząco wyniku – 32 proc. to ich średnia poparcia, zwiększył natomiast liczbę mandatów w europarlamencie. Przypominam, że od roku PiS zdecydowanie prowadził w sondażach, 
a więc to my osiągnęliśmy sukces, bo udało nam się nadrobić kilka punktów różnicy. Ale zgadzam się: skoro w porównaniu 
z poprzednimi eurowyborami PiS nieco zyskał, a my nieco straciliśmy, to musimy wyciągnąć wnioski.

Jakie wnioski?

Jak zatrzymać PiS, tak, by w krajowych wyborach parlamentarnych się do nas nie zbliżył. Dlatego musimy przeanalizować wyniki wyborcze i ocenić, gdzie, w którym regionie straciliśmy najwięcej i dlaczego tak się stało.

A pan jest zadowolony 
z wyniku wyborczego 
i z kampanii?

Zawsze pragnęłoby się więcej. Ale po tym remisie nie przewiduję rewolucyjnych zmian ani w rządzie, ani w partii, ani też w koalicji. Będą natomiast zmiany oczywiste – tych ministrów i posłów, którzy jadą do Brukseli, zastąpią nowi ludzie. (...)

Cała rozmowa: rp.pl

bg Image