crop-V7iXQl0MNn52xa1_180x130-0.png

Właścicielem całej aplikacji, całego pomysłu organizacji igrzysk jest miasto Kraków, a nie Ministerstwo Sportu, czy rząd. My stworzyliśmy warunki do tego, żeby Kraków mógł spokojnie o tę organizację aplikować - mówi minister sportu i turystyki Andrzej Biernat.

Krzysztof Grzesiowski: Minister sportu i turystyki Andrzej Biernat. Witamy, panie ministrze.

Andrzej Biernat: Dzień dobry.

Informacja poszła w świat: krakowianie nie chcą igrzysk, niedzielne referendum przy prawie trzydziestosześcioprocentowej frekwencji, prawie 70% opowiedziało się przeciw organizacji tych zawodów, w konsekwencji prezydent Krakowa prof. Jacek Majchrowski zdecydował o wycofaniu kandydatury tego miasta z rywalizacji o zimowe igrzyska. Hm, porażka... szukam słowa... Jeśli tak, to czyja?

Ja nie wiem, czy to rozpatrywać w kategoriach porażki. Jak już wcześniej panów, będąc tutaj, mówiłem, że kolejność była nie ta...

A, to się pan grubo myli, panie ministrze.

Dlaczego?

Proszę bardzo: prezydent Jacek Majchrowski dziś dla Rzeczpospolitej jest o to pytany, czy nie należało odwrócić kolejności – przeprowadzić referendum, a dopiero potem wydawać publiczne pieniądze. Pan prezydent Majchrowski mówi tak: „Nie, ponieważ wtedy mówilibyśmy tylko o idei igrzysk, natomiast referendum zaproponowałem w momencie, kiedy mieliśmy wszystkie dane dotyczące tego, co, jak i kiedy trzeba zrobić. Jeżeli mieszkańcy mają o czymś decydować, to muszą wiedzieć, o czym decydują”, koniec cytatu.

To też nieprawda. Takie badanie, co, ile i kiedy ma kosztować, można było dokładnie zrobić na tych samych warunkach, nie zgłaszając wniosku aplikacyjnego do MKOl-u. W tej chwili wyszliśmy troszkę na takich nie do końca wiarygodnych partnerów, bo najpierw złożyliśmy wniosek aplikacyjny, złożyliśmy gwarancje rządowe co do tego wniosku dotyczące, czyli rząd stanął za Krakowem murem, że będzie wspierał go w jego dążeniach do igrzysk olimpijskich, i w tym momencie prezydent Majchrowski zarządza referendum, które ma mu odpowiedzieć, czy rzeczywiście krakowianie chcą tego referendum, [sic] czy nie. Kolejność dokładnie powinna być odwrotna – jeśli już pan Majchrowski chciał wiedzieć, ile będą kosztowały igrzyska, mógł tego się dowiedzieć, bo nie jest to jakaś szczególna tajemnica, ile i jakie obiekty są potrzebne, ile one kosztują w polskich warunkach rynkowych, i wtedy powiedzieć mieszkańcom Krakowa: igrzyska będą kosztowały określoną kwotę, zadecydujcie, czy chcemy je robić, czy też nie, czy warto się starać o te igrzyska, czy też nie. A tutaj rzeczywiście pan Majchrowski, nie wiem, obudził się w połowie dnia i powiedział: aha, dzisiaj robimy referendum, bo nie wiadomo, jak to się może skończyć.

Zdaje się jeszcze było coś takiego, że dosłownie tydzień przed referendum prezydent Krakowa miał wątpliwości, czy będzie ono wiążące, czy nie...

A.B.: Ale my zapowiedzieliśmy, ja i pan premier przede wszystkim powiedział, że nawet gdyby referendum było niewiążące, ale krakowianie opowiedzieliby się na nie, to i tak rząd cofnie swoje gwarancje, no bo jeżeli krakowianie nie chcą się opowiedzieć jednoznacznie za organizacją tych igrzysk, to tych igrzysk nie ma sensu organizować.

Nie będzie. Z tym poparciem rządu to też różnie. Jeszcze raz zacytuję pana prezydenta Majchrowskiego: „W procesie aplikacji Kraków pozostał sam, bo poparcie rządu dla kandydatury cały czas odbierałem jako niejednoznaczne”.

Nie no, to już zakrawa na kpinę i na żart.

Cytuję dosłownie.

To wystarczy prześledzić ostatnią telekonferencję, w której uczestniczył pan wiceminister sportu Półgrabski i na pytanie przedstawicieli MKOl-u wyraźnie potwierdził, że rząd nic nie zmienił w swoich gwarancjach. Zresztą gwarancje były wystosowane pisemne z podpisem premiera. To nie jest gwarancja ministra sportu, tylko gwarancja całego rządu. I one były takie, jakie na takich formularzach i na takich zasadach, jakie oczekiwał MKOl, nic tam nie było zmienione, chociaż dyskusje były mocne, bo niektóre zapisy były dosyć mocno kontrowersyjne, jeżeli chodzi o prawo polskie.

A jaką rolę w całym tym procesie od momentu, kiedy pojawiła się propozycja kandydowania, odgrywa Ministerstwo Sportu?

Znaczy my tak – przygotowaliśmy gwarancje, to jednak jest proces dosyć żmudny, bo wymaga konsultacji międzyresortowych, tak jak każdy dokument procedowany przez rząd. Byliśmy dysponentem pieniędzy budżetowych, które miały wspomóc proces aplikacyjny miasta Krakowa. No i na końcu będziemy rozliczali też z tych pieniędzy komitet organizacyjny i miasto Kraków. Tak że my ze swojej strony wykonaliśmy wszystkie elementy, uczestniczyliśmy też w procesie promocyjnym, może nie tak silnie, tym zajmował się komitet konkursowy, ale na każde żądanie, na każdą prośbę o pomoc w określonych obszarach odpowiadaliśmy skutecznie i z tą pomocą dążyliśmy.

Jakie kwoty zostały przekazane komitetowi przez Ministerstwo Sportu?

W tej chwili to jest około 6 milionów złotych.

Sześć milionów złotych.

Niestety.

Przy okazji starań Krakowa o igrzyska mieliśmy i prowokację dziennikarską, mieliśmy zarzuty o nepotyzm, mieliśmy dymisję przewodniczącej komitetu, pani poseł Jagny Maczułajtis-Walczak, mieliśmy kampanię kontrowersyjną według wielu, ot, choćby to logo za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Czy naprawdę nie da się zorganizować w naszym pięknym kraju czegoś tak po prostu normalnie, żeby nie było wątpliwości?

To nie jest pytanie do mnie, nie ja nominowałem... nie powoływałem...

Oczywiście, zakładam pewien poziom ogólności, ale jednak, no, przyglądał się pan temu, oceniał pan to.

Minister sportu nie powoływał komitetu organizacyjnego. Właścicielem całej aplikacji, całego pomysłu jest miasto Kraków, a nie minister sportu czy Ministerstwo Sportu, czy rząd. My wykonaliśmy zadanie ze swojej strony, uważam bardzo dobrze i stworzyliśmy warunki do tego, żeby Kraków mógł spokojnie aplikować o tę organizację igrzysk. Natomiast to, co się działo wewnątrz komitetu, wewnątrz miasta Krakowa, no to już zupełnie jest poza nami. My na końcu oczywiście będziemy rozliczali całą tę procedurę aplikacyjną i na podstawie umowy, którą mamy zawartą z miastem Kraków będziemy sprawdzali punkt po punkcie, czy ta umowa została zrealizowana tak jak została spisana.

Ciekawą rzecz powiedziała Jagna Maczułajtis, kiedy dowiedziała się o wynikach referendum, cytowaliśmy przed siódmą jej słowa, że myślę, że władzom Krakowa zabrakło wiary w to, że Polska może zostać wybrana na gospodarza igrzysk, brak tego przekonania było widać przez cały okres pracy nad projektem. Co pan o tym sądzi?

No, jeżeli ktokolwiek miał wątpliwości, to właśnie chyba władze miasta Krakowa, bo ja nawet i tutaj u panów powtarzałem, że jestem za organizacją i mamy olbrzymie szanse, żeby tę organizację igrzysk otrzymać od MKOl-u, zwłaszcza że konkurencja była coraz mniejsza. Nie powiem, że słabsza, ale coraz mniejsza. I historycznie nigdy nie było igrzysk w tej części Europy, co mogłoby być też jednym z elementów dla nas pozytywnych, jeżeli chodzi o rozstrzyganie przez MKOl. Poza tym też zapowiadaliśmy, że te igrzyska, które my zorganizujemy, nie będą igrzyskami bizantyjskimi, tylko skromnymi, szytymi na miarę, pragmatycznymi i praktycznymi, jeżeli chodzi o obiekty do wykorzystania po igrzyskach.

Mówimy Kraków, mówimy referendum, i słusznie, bo tam się to wydarzyło, ale to nie Kraków tylko i wyłącznie miał być organizatorem, także Zakopane i okolice, także i Słowacy. Bardzo proszę, burmistrz Zakopanego Janusz Majcher po referendum: „Tragedia, jestem załamany”, a Słowacy zdaje się do dzisiaj jeszcze nie mają oficjalnej informacji o tym, że Kraków się wycofuje. W każdym razie tamtejsi organizatorzy słowackiej części stwierdzili, że to dla nich szok dużo większy niż w Krakowie. Obawiam się, że teraz Słowacy nawet nie zorganizują z Polską turnieju brydża towarzyskiego.

No, jest to troszeczkę kompromitujące dla nas. Nie chce mi się już tego komentować w jakiś bardzo taki ostro krytyczny sposób, jeżeli chodzi o te działania miasta aplikującego. Na pewno musimy się ze Słowakami spotkać i spokojnie w dyskusji wytłumaczyć im, jakie były powody tej rezygnacji i jakie były główne motywy i kto był taką rzeczywiście siłą sprawczą tego, że tak się stało. Dzisiaj już tego nie naprawimy...

Mleko się rozlało.

...mleko się rozlało i musimy teraz tylko wyjść z tego z twarzą, żeby nie kompromitować się już na całego.

Pana resort, nie wiem, czy to pana ustami, czy było to sformułowanie przez biuro prasowe, że szanując demokratyczną decyzję mieszkańców Krakowa, resort wyraża opinię, że fakt wycofania się z organizacji tej prestiżowej imprezy może być postrzegany jako stracona szansa nie tylko dla regionu, ale także dla całego kraju. Natomiast nigdzie nie znalazłem stwierdzenia, które mówi, że Polska rezygnuje ze starań o organizację imprezy. Ale pan wspomniał coś o tym, że prawdopodobnie ciągu dalszego nie będzie.

Mówimy o procesie aplikacyjnym? Mówię, my nie jesteśmy właścicielami tej aplikacji. Właścicielem jest miasto Kraków i prezydent Majchrowski zapowiedział, że rozpoczyna procedurę wycofywania wniosku aplikacyjnego, że są w kontakcie z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim w sprawie procedury, jak to ma wyglądać. Sam jestem ciekawy, jak to się zakończy, jeżeli chodzi o formalną stronę tego zjawiska, no bo co z tego, odpowiedzieliśmy sobie wniosek aplikacyjny jest, gwarancje rządowe są, ale MKOl (...)

No, są jeszcze umowy z różnymi instytucjami, trzeba będzie kary zapłacić za odstąpienie od umowy.

No, tam chyba nie ma aż takich kar, ale w każdym razie, mówię, ten, kto składa aplikację, ten musi teraz się z nią rozstać i w sposób godny, tak, żeby nie narażać na szwank reputacji naszego kraju.

Oslo, Lwów, Ałmaty i Pekin zatem pozostały jako potencjalni gospodarze igrzysk w 2022 roku.

No tak.

Teoretycznie powinno wygrać Oslo, ale może i Norwegowie stwierdzą, że nie mają ochoty na organizację tego typu imprezy.

No, tam są dwie strony polityczne, zależy, która będzie rządziła, ta będzie decydowała o losie igrzysk, ale podejrzewam, że jeżeli dostaną organizację tych igrzysk, to jednak przyjmą na barki. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl

bg Image