crop-Q6o2z5c6Yh862Ux_180x130-0.png

Polska polityka powinna być prorosyjska, to znaczy otwarta 
na udział Rosji w obszarze transatlantyckim. Pod warunkiem przyjęcia przez Moskwę wspólnych standardów – pisze poseł do Parlamentu Europejskiego Paweł Zalewski.

Konflikt ukraiński zdominowały ostatnio informacje o pozorowanym wycofywaniu wojsk Putina znad granicy oraz dywagacje o „powtórce z historii". Jednak prezydent Putin opuścił lekcje z klasyka swojej młodości. To Marks przecież utrzymywał, że historia lubi się powtarzać, ale kolejnym razem jako farsa. Rosyjskie podboje militarne, „odzyskanie" Krymu z mitycznym Sewastopolem i wspieranie pełzającej destabilizacji Ukrainy to farsa zwycięstwa. Widowiskowy materiał na „paradę zwycięstwa" do budowania wizerunku na potrzeby wewnętrznego audytorium. Oznacza jednak porażkę w realnej walce o wpływy, których dzisiaj nie zdobywa się na drodze agresji militarnej.

Prawdziwe intencje

Z czego wynika moje przekonanie o klęsce Kremla w perspektywie długofalowej?

W przeszłości agresja była skutecznym narzędziem zdobywania nowych rynków zbytu albo niedostępnych zasobów. Globalizacja zweryfikowała tę regułę. Dzisiaj przewagę uzyskuje się poprzez ustanawianie i upowszechnianie standardów regulujących gospodarkę światową. Chodzi np. o standardy bezpieczeństwa pasażerów i emisji spalin samochodów, standardy jakości żywności czy te, które regulują funkcjonowanie instytucji i rynków finansowych.

UE i USA negocjują dziś umowę o partnerstwie w zakresie handlu i inwestycji. Ma ona obniżyć cła, ale przede wszystkim doprowadzić do uzyskania jedności stosowanych po obu stronach Atlantyku standardów. Umożliwi to stworzenie wspólnego rynku wytwarzającego połowę globalnego PKB i odpowiedzialnego za 1/3 światowego handlu. Gigantyczna siła zakupowa takiego rynku spowoduje konieczność dostosowania się do obowiązujących tam standardów przez kraje trzecie. Wpłynie to także na ich sytuację wewnętrzną. Zjednoczone gospodarczo Ameryka i Europa będą chciały przecież, aby importowane towary były wytwarzane w godny sposób, przy minimalnych standardach zatrudnienia i socjalnych dla pracowników.

Podważając skutecznie porządek międzynarodowy w relacjach z Ukrainą, Putin nie ma wystarczającej siły gospodarczej, aby zaproponować alternatywę. Z tej perspektywy zdobycie Krymu czy nawet hipotetyczne przyłączenie części wschodnich terytoriów Ukrainy nie jest zatem zyskiem Rosji, ale obciążającym ją kosztem.

W tym kontekście obecną politykę Moskwy można – wbrew pozorom – odczytywać jako dowód efektywności polskiej i unijnej polityki wobec Ukrainy (i szerzej – całego obszaru Partnerstwa Wschodniego). Oznacza to, że w ocenie Moskwy mogła ona doprowadzić do pożądanego przez nas stanu, to jest do przejęcia przez kraje poradzieckie standardów zachodnich.

Po pierwsze, Putin, eskalując konflikt ukraiński, ukazał swoje prawdziwe intencje, które my, Polacy, demaskowaliśmy od dawna. Nawet najwięksi sympatycy Putina muszą się zmierzyć z kłamstwami i cynizmem prezydenta Rosji. Jego długofalowym celem jest powstrzymanie rozszerzenia europejskich standardów na Wschód i dezintegracja Unii Europejskiej. Ukraina jest jedynie poligonem i środkiem do osiągnięcia tego celu.

Przy okazji w perspektywie krótkoterminowej Putin pragnie zdławić widmo modernizacji i demokratyzacji w sąsiedzkim kraju, bliskim Rosji pod względem kulturowym i cywilizacyjnym. Chodzi o to, żeby „zaraza" oddolnej inicjatywy politycznej i demokratyzacji życia nie przedostała się poza granice Ukrainy. (...)

Źródło: rp.pl


bg Image