crop-OBC2PO28dC55wzi_180x130-0.png

W kwestii stawiania na kobiety Platforma jest pionierem na polskiej scenie politycznej Na 13 okręgów wyborczych mamy sześć kobiet na pierwszych miejscach - powiedział Minister Spraw Zagranicznych, Radosław Sikorski.

Platforma Obywatelska wygra wybory do Parlamentu Europejskiego?
Tak, mamy na to duże szanse.

Zawsze istniało domniemanie, że Prawo i Sprawiedliwość jest niedoszacowane w sondażach, a ja przypominam, że przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi liczyliśmy w Platformie na 30-kilka procent, a skończyło się na 39 procentach. Polak jest przekorny i pokazuje rządzącym w sondażach – słusznie, żeby nas zmobilizować – żółtą kartkę, ale gdy przychodzi do wrzucenia głosu do urny, nie chce awanturników i nie chce nacjonalizmu, który reprezentuje dziś PiS.

Uda się Wam powtórzyć wynik sprzed pięciu lat, kiedy zdobyliście 25 z 50 mandatów?
To będzie już trudne, tym bardziej że zależy to również od wyborczej arytmetyki – od tego, ile ugrupowań wejdzie do Parlamentu Europejskiego. Wygląda na to, że próg wyborczy może przekroczyć więcej komitetów niż w 2009 roku, a należy pamiętać, że małe komitety zdobywają mandaty kosztem tych największych.

Jeździ Pan po kraju i wspiera polityków Platformy w kampanii, ale niektórym żadne wsparcie już raczej nie pomoże. Jan Vincent-Rostowski...
Pan już zna wyniki wyborów?

Nie znam, ale wiem, jak jest odbierany przez mieszkańców Bydgoszczy i Kujawsko-Pomorskiego po swoich wpadkach w kampanii. Mam na myśli choćby słynne: „Bydgoszczu”.
To było przejęzyczenie. Zrozumiałe, bo choć Jan Vincent-Rostowski pochodzi z patriotycznej rodziny, wychowywał się na emigracji. Przypominam, że był uważany za najlepszego ministra finansów w Europie. Połóżmy te dwie rzeczy na szali – dla każdego będzie oczywiste, która z nich przeważy.

To nie była jedyna wpadka. Pogratulował też Zawiszy Bydgoszcz zdobycia mistrzostwa Polski. Tyle tylko, że Zawisza zdobył Puchar Polski. To też przejęzyczenie?
Intencją Jana Vincenta-Rostowskiego było pogratulowanie sukcesu Zawiszy Bydgoszcz i to mu się udało.

Nie ma Pan żalu do premiera Tuska za to, jak potraktował Pana okręg wyborczy? Na pierwszym miejscu „spadochroniarz” zaliczający wpadkę za wpadką, na drugim Otylia Jędrzejczak, która też nie ma wiele wspólnego z Kujawsko-Pomorskiem...
Z tego, co wiem, jest spod Włocławka.

Jest tam tylko zameldowana, urodziła się w Rudzie Śląskiej. Na trzecim miejscu jest Tadeusz Zwiefka – urodził się co prawda w Tucholi, ale od ponad 30 lat mieszka w Poznaniu i okolicach. Sami „spadochroniarze”.

Pamiętajmy, że europosłowie reprezentują całą Polskę. A jeżeli pyta Pan o traktowanie mojego regionu, to jeszcze raz chciałbym podziękować panu premierowi Tuskowi i pani minister Elżbiecie Bieńkowskiej za ostateczną decyzję w sprawie budowy drogi S-5, która jest dla nas bardzo ważna.

Zgaduję, że będzie Pan głosował u siebie, pod Bydgoszczą. Na kogo?
Będę głosował u siebie, czyli w komisji wyborczej w – nomen omen dla mnie jako byłego ministra obrony – Samoklęskach Dużych.

I kogo spróbuje ustrzec Pan przed klęską?
Zagłosuję na „jedynkę” na liście Platformy Obywatelskiej, na Jana Vincenta--Rostowskiego.

Jest w Kujawsko-Pomorskiem polityk, który w cuglach wygrywa wybory i w dodatku tam się urodził i wychował... Rozważa Pan start w przyszłości w wyborach do PE?
Nie wykluczam, ale obecnie o tym nie myślę. Ze względu na kryzys ukraiński moje miejsce jest w rządzie, na pewno do końca kadencji.

W środę wystąpił Pan w Poznaniu na konferencji prasowej z kandydatami z trzech pierwszych miejsc, ale nikogo oficjalnie nie poparł.
Tak, jak we wtorek zadeklarowałem we Wrocławiu poparcie dla Bogdana Zdrojewskiego, tak i w tym przypadku kieruję się solidarnością rządową i stawiam na Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz, minister ds. równego traktowania. Tym bardziej że w kwestii stawiania na kobiety Platforma jest pionierem na polskiej scenie politycznej. Doprowadzenie do sytuacji, w której na 13 okręgów wyborczych mamy sześć kobiet na pierwszych miejscach, naprawdę wymagało wysiłku i kapitału politycznego. Zapewniam pana, że wywołało to wśród mężczyzn z Platformy duże polityczne emocje. Udowodniliśmy jednak, że jesteśmy partią, która szanuje kobiety nie tylko teoretycznie, ale również w trudnych, praktycznych decyzjach.

Á propos kobiet i szacunku – czytałem Pana wpisy facebookowe. Naprawdę liczył Pan na to, że Jarosław Kaczyński przeprosi za słowa Krystyny Pawłowicz, która nazwała Władysława Bartoszewskiego „pastuchem słabej klasy”?
Prezes Kaczyński zawsze podkreśla, że jest ofiarą przemysłu pogardy, podczas gdy reprezentuje wyższą kulturę polityczną. Widzimy teraz, jaka to kultura.

Kaczyński nie chce przeprosić, bo boi się zadzierać z twardym elektoratem PiS-u czy autentycznie nie widzi w słowach posłanki Pawłowicz niczego złego?
Nie czuję się interpretatorem myśli i uczuć naszego konkurenta, ale decyzja o trzymaniu w partii kogoś takiego, jak ta pani, daje wyborcom podstawy do wyciągnięcia odpowiednich wniosków. Przypomnę, że jest to osoba, którą komisja etyki poselskiej ukarała za nazwanie flagi Unii Europejskiej szmatą, że jest to osoba, która w ogóle jest przeciwna obecności Polski w Unii... Jej zachowania i poglądy obciążają politykę PiS-u. (...)

Źródło: gloswielkopolski.pl

Foto: PAP


bg Image