crop-p0S183etOach5nY_180x130-0.png

Jarosław Kaczyński z poważną miną celebruje niebotyczne brednie - napisał w artykule dla "Gazety Wyborczej", Stefan Niesiołowski.

Podobno do Sokratesa zwrócił się jeden z młodych uczniów z pytaniem, czy ma się ożenić, i usłyszał odpowiedź: „Cokolwiek byś zrobił, będziesz żałował". Trochę w takiej sytuacji jest Jarosław Kaczyński, podejmując kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego. Od pewnego czasu pan Kaczyński wprost twierdzi, że całe te wybory mają znaczenie, o ile służą zwycięstwu w wyborach parlamentarnych w 2015 roku i zdobyciu władzy.

Jak zauważa Jarosław Makowski, „rok 2015 będzie czasem, w którym Polki i Polacy zadecydują o losie PiS. Jeśli wygra partia Kaczyńskiego, PiS zamiast rządzić, przerodzi się w »partię zemsty«. Jeśli przegra, Kaczyński namaści Antoniego Macierewicza na nowego prezesa, by ten stał się kustoszem pamięci smoleńskiej. Smoleńsk więc, czy nam się to podoba czy nie, będzie jeszcze przez długie lata trwałym elementem naszego sporu politycznego" („Poligon prezesa", „Rzeczpospolita", 24.04.2014 r.).

Problem wydaje się jednak bardziej skomplikowany w tym sensie, że używając całego smoleńskiego żargonu o zamachu, morderstwie popełnionym przez Donalda Tuska wspólnie z Putinem, celebrowanie z poważną miną niebotycznych bredni i widocznych gołym okiem kłamstw Macierewicza nie ma szans na centrowy elektorat, bez którego nie można wygrać wyborów. Natomiast tzw. twardy elektorat PiS jest za mały dla zdobycia władzy.

Nawet zakładając minimalną frekwencję (na co najwidoczniej grają i do czego dążą zarówno Kaczyński, jak i Palikot) i ewentualne minimalne zwycięstwo PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego, partia ta nie ma szans na zdobycie w wyborach krajowych większości zdolnej do utworzenia rządu.

Spekulacje, co uczyni Kaczyński po wyborach, pozostają teoretyczne. Natomiast najpewniej nastąpi kryzys i rozpad tej wybitnie szkodliwej i groźnej dla pokoju społecznego, demokracji i stabilizacji politycznej formacji. W tym sensie istotnie w roku 2015 Polacy zadecydują o losie PiS.

Ale pozostaje jeszcze Polska. Nie jest obojętne, co się stanie do tego czasu. Dalsze zaostrzanie smoleńskiej retoryki, celebrowanie kłamstwa, nienawiści i sprzecznego z ludzkim pojęciem nonsensu oznacza niemożność jakiejkolwiek ekspansji PiS w kierunku centrum. Nawet w społeczeństwie obdarzonym tak niewiarygodnie krótką pamięcią i zdolną w zasadzie do wybaczenia każdego grzechu jak społeczeństwo polskie istnieją granice szaleństwa.

Zakładając, że mimo wszystko Polską rządzi PiS i jako „partia zemsty" przystępuje do ukarania autorów „przemysłu pogardy", czyli rzeczywistych, a nie pozornych przeciwników politycznych PiS, trudno sobie wyobrazić, by było to możliwe w warunkach demokratycznych. Musi to więc oznaczać albo próbę obalenia przez Kaczyńskiego demokracji, co skończy się dla niego więzieniem, albo utratę władzy, albo – co najbardziej prawdopodobne – jakieś pokrętne uzasadnienie rezygnacji z prawdy i zemsty. Każde z powyższych rozwiązań jest równie złe, choć z innego powodu, dla niezależnych, niepokornych i niezłomnych patriotów.

W przypadku wyborczej klęski w 2015 roku nie widzę powodu, aby Kaczyński przekazywał władzę nad PiS Macierewiczowi. Macierewicz był już prezesem lub wiceprezesem kilku partii i ruchów politycznych, poczynając od KOR, Wolność i Solidarność, ZChN poprzez Ruch Katolicko-Narodowy, ROP, LPR i chyba jeszcze kilka, i zawsze też odchodził w atmosferze skandalu, bywało, że postępując przy okazji z trudną do zrozumienia nikczemnością, jak to było przy próbie wywołania rozłamu w ZChN i skonstruowaniu słynnej, w dużym stopniu fałszywej, listy agentów.

Macierewicz na czele PiS to nie kontynuacja „pamięci smoleńskiej" w takim rozumieniu, jak pojęcie to funkcjonuje dziś, ale jakaś afera, skandal, błazenada i w efekcie rozłam w tej partii. Nie dostrzegam powodu, dlaczego Kaczyński, który to wszystko wie, miałby oddawać PiS Macierewiczowi i co miałby sam robić. Kiedyś powiedział już, że będzie się zajmował polityką do śmierci lub późnej starości, i wydaje mi się, że jest to jedno z nielicznych prawdziwych zdań, jakie powiedział. (...)

Źródło: rp.pl


bg Image