crop-IR2aIrMOs0IgG84_180x130-0.png

Celem programu "Solidarności i partnerstwa" jest wejście na najwyższy poziom współpracy sojuszniczej. To będzie się wiązało ze znaczącą obecnością wojskową USA w Polsce. - powiedział Minister Obrony Narodowej, Tomasz Siemoniak.

Paweł Wroński: Co to znaczy "trwała rotacyjna obecność" wojsk amerykańskich w Polsce?

Tomasz Siemoniak: Oznacza, że na terenie Polski będą przebywać amerykańscy żołnierze. Będą się zmieniać pododdziały, ale obecność będzie stała. W środę do Świdwina przyleciała kompania 150 żołnierzy 173. Brygady Powietrznodesantowej. Po zakończeniu ćwiczeń pojawi się następna jednostka. Potem kolejna i tak dalej.

Rzecznik Pentagonu kmdr John Kirby mówił, że pozostaną kilka miesięcy, może do końca roku. Tymczasem polscy politycy od lat zabiegają o stałą obecność wojsk NATO na terenie Polski.

- Te działania Stanów Zjednoczonych są szybką reakcją na obecny kryzys na Ukrainie. Horyzontem "rotacyjnej obecności" amerykańskich wojsk lądowych i sił powietrznych jest koniec tego roku. To miało być szybkie i widoczne potwierdzenie politycznych deklaracji bezpieczeństwa ze strony USA dla Polski i innych sojuszników. Ale obok tych bieżących działań w czasie mojej ostatniej wizyty w Waszyngtonie i rozmów z sekretarzem obrony USA Chuckiem Hagelem omawialiśmy także założenia do szerokiego planu polsko-amerykańskiej współpracy wojskowej. Celem tego programu "Solidarności i partnerstwa" jest wejście na najwyższy poziom współpracy sojuszniczej. To będzie się wiązało ze znaczącą obecnością wojskową USA w Polsce. Jest jeszcze ważny element, jak powiedział sekretarz obrony: Polska będzie pełnić funkcję lidera regionalnej współpracy obronnej w NATO.

Czyli jednostki amerykańskie będą trwale stacjonować w Polsce?

- Taki cel będziemy sobie stawiać w ramach "Solidarności i partnerstwa". Praktyka pokazuje, że po obydwu stronach Atlantyku uważamy to za niezbędne.

Sceptycy mówią, że 150 żołnierzy amerykańskich to daleko do dwóch brygad, czyli 10 tysięcy, o których marzył minister Radosław Sikorski.

- W miarę potrzeb ta liczebność ćwiczących wojsk może wzrosnąć do brygady. A poza tym proszę zwrócić uwagę na kontekst, w jakim minister Sikorski to mówił. Przypominał deklarację NATO - Rosja z 1997 r. i ówczesną zapowiedź ograniczenia obecności Sojuszu na terytorium nowych państw członkowskich. Powiedział, że byłby szczęśliwy, gdyby wypełnić zakładany wtedy w dyskusjach limit, czyli dwie ciężkie brygady. Ja w Waszyngtonie nie występowałem o wysłanie konkretnej liczby żołnierzy i konkretnych jednostek. Nie miałem tam listy próśb, rozmawialiśmy o wspólnych daleko idących projektach.

Toczy się dyskusja, czy brygada to duża jednostka. Może pan ją rozstrzygnąć?

- Nie chciałbym sprowadzić dyskusji o obecności wojskowej Sojuszu w Polsce do liczby żołnierzy. Liczy się trwała infrastruktura obronna USA i NATO w Polsce, taka jak instalacja antyrakietowa w Redzikowie czy de facto wspólne bazy polsko-amerykańskie Aviation Detachment w Łasku, istniejące od 2012 r., które podniosły współpracę i zdolności sił powietrznych na zupełnie nowy poziom. Warto to rozszerzyć na wojska lądowe, wojska specjalne, dbając o efektywność i wzajemne korzyści. Nic na pokaz.

Jednak cztery lata temu prezydent Obama zdecydował, że w Europie pozostanie 35 tys. amerykańskich żołnierzy, bo miejscem ważniejszym z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych jest Azja.

- Wydaje mi się, że USA dostrzegły, że głównym problemem znowu jest Rosja. Logika pivota - zwrotu USA w kierunku Azji - staje się mniej aktualna, gdy źródło zagrożenia na dwóch kontynentach jest to samo: agresywna polityka Rosji. Widać ten kontekst w ostatnich azjatyckich podróżach Obamy i Hagela. Patrząc z globalnej amerykańskiej perspektywy, obecność wojskowa w Polsce będzie się przekładać na bilans sił w Azji.

Werbalne groźby na razie nie powstrzymują prezydenta Putina.

- Nie wiemy, co stymuluje, a co powstrzymuje prezydenta Rosji. W krótkim okresie może się nie przejmować reakcjami i sankcjami. Gdy zaanektował Krym, wzrosła jego wewnętrzna popularność. Ale przecież jego cel jest inny: ponowne wprowadzenie Ukrainy w orbitę wpływów Rosji. Do osiągnięcia tego celu jest daleko. A przedłużająca się konfrontacja z Zachodem może okazać się kosztowna. (...)

Cała Rozmowa: wyborcza.pl


bg Image