6062019_JAugustynowska_MOka-Drewnowicz_big.png

"Żadne transfery socjalne nie będą w stanie zrekompensować tak wielkiego wzrostu cen żywności. Dlatego dzisiaj głośno mówimy o tym, żeby odpowiedni ministrowie wzięli się do roboty i zajęli naprawdę konkretnymi problemami i tymi wzrostami cen, bo transfery się skończą, a de facto ludzie będą mieli mniej w swoich kieszeniach" - mówiły na konferencji prasowej posłanki Joanna Augustynowska i Marzena Okła-Drewnowicz.

"PiS chełpi się transferami socjalnymi. W ostatnim czasie przyznał seniorom 13-stą emeryturę, teraz szykuje się poszerzenie programu 500 plus. Generalnie wydawałoby się, że jest bardzo dobrze. Natomiast problem jest bardzo duży, ponieważ z tych wszystkich plusów nie zostaje nic. Ponieważ plusy są konsumowane m.in. przez galopujące ceny energii" - powiedziała posłanka Marzena Okła-Drewnowicz na czwartkowej konferencji prasowej w Sejmie.

Zwróciła uwagę na "galopujące" ceny na stacjach paliw oraz ogromny wzrost cen warzyw. "Jak ktoś gotował niedzielny rosół, to wie ile zapłacił za pietruszkę. Na pewno kilogram pietruszki kosztował ponad 20 zł. Więc można powiedzieć, że pietruszka jest droższa od przysłowiowego kurczaka. Za kilogram kapusty musimy zapłacić około 7 zł, przy dorodnej główce to 25 zł. Kapusta również droższa od kurczaka. Możemy więc dziś śmiało powiedzieć, że rosół dzisiaj jest droższy, niż dawniej wykwintne danie" - oceniła posłanka.

Dodała, że w ubiegłym roku "poszybowała cena masła". "Mogę wręcz powiedzieć, że kilogram masła stał się za czasów rządów PiS droższy, niż kilogram ośmiorniczek za czasów PO. W tym roku dochodzi pietruszka, dochodzi kapusta i wiele innych warzyw, które każda gospodyni i każdy gospodarz kupuje na co dzień do swojego domu" - podkreśliła.

Posłanka Joanna Augustynowska zauważyła, że idąc na bazarek "trzeba mieć nie tylko bardzo suto wypełniony portfel, ale też i dużo cierpliwości". "Rok temu, kiedy kupowaliśmy młode ziemniaczki płaciliśmy za nie 3,50 zł, dzisiaj płacimy za nie 5 zł" - podkreśliła. "Wspomniana już pietruszka stanie się symbolem tego rządu. Symbolem tego, że rząd PiS ma w nosie to, co dzieje się tak naprawdę na zwykłym bazarku przed niedzielnymi zakupami" - dodała Joanna Augustynowska.

W jej ocenie powodów, przez które ceny żywności rosną jest kilka. "Przede wszystkim są to zmiany klimatyczne i ogromna susza, która powoduje olbrzymie straty u rolników" - podkreśliła posłanka Joanna Augustynowska. Posłanka zastanawiała się czym zajmuje się minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. "Czemu zajmuje się bobrami i żubrami, zamiast zastanowić się nad systemem rozwiązań, który ułatwiłyby dofinansowanie produkcji rolnej Polski" - pytała.

"Widzieliśmy w kampanii wyborczej wicepremier Beatę Szydło, która przechadzała się i mówiła: +jakie to dobre, zdrowe, polskie jedzenie+. Ale niedługo będziemy zmuszeni do jedzenia ryżu, szczawiu i mirabelek. Pod warunkiem, że smog i zanieczyszczenia powietrza nie wykluczą również tego z naszych talerzy" - mówiła posłanka.

Jak dodała, kolejnym powodem wzrostu cen żywności są ceny prądu i benzyny. "Przypomnę, że od roku apelujemy, że podwyżki prądu odbiją się na kieszeni konsumentów. Bo przecież tę pietruszkę trzeba przechowywać w chłodni, która jest zasilana prądem elektrycznym, a potem przy użyciu benzyny trzeba ją przewieźć do sklepów, konsumentów na bazarki. Te wszystkie koszty dodatkowe powodują, że wspomniana kapusta zdrożała już o 640 procent, a cebula o 245 procent" - mówiła Joanna Augustynowska.

Marzena Okła-Drewnowicz podkreśliła, że "mamy dzisiaj do czynienia z galopującymi cenami żywności". "Bez reakcji na nawałnice, na suszę, bez szybkich wypłat odszkodowań, bez znalezienia rozwiązań prawnych dających możliwości zatrudnienia obcokrajowców na rynku, szczególnie tym rolniczym, te ceny będą galopowały jeszcze szybciej. I żadne transfery socjalne nie będą w stanie zrekompensować tak wielkiego wzrostu cen żywności" - oceniła.

"Dlatego dzisiaj tak głośno mówimy o tym, żeby odpowiedni ministrowie: czy przedsiębiorczości, czy ministerstwo rodziny, pracy i polityki społecznej wzięło się do roboty i zajęło się naprawdę konkretnymi problemami i tymi wzrostami cen. Bo same transfery się skończą, a de facto ludzie będą mieli mniej w swoich kieszeniach" - mówiła posłanka.

wł/pap


bg Image