W wyborach uzupełniających do Senatu w Podkarpackiem, w tradycyjnym "mateczniku PiS" kandydat PO Marek Lewacki otrzymał mniej głosów niż popierany przez Kaczyńskich Stanisław Zając. Wyniki nie są jednak żadną miarą w skali kraju.W czasie kampanii, PiS wytoczył wszystkie swoje działa - histeryczny atak na rząd PO - PSL, straszenie wyborców i najsilniejszy oręż - prezydenta RP, czyli wszystkich Polaków.
Po uzupełniających wyborach do Senatu, PiS triumfalnie odtrąbił swoje zwycięstwo. Kandydat PiS, poseł Stanisław Zając wygrał wybory, zdobywając 40993 głosy. Wspólny kandydat PO i PSL Maciej Lewacki uzyskał poparcie 22 457 wyborców, trzeci był Marek Jurek z Prawicy RP, który zdobył 10751 głosów.
Zdaniem dr. Marka Migalskiego, politologa z Uniwersytetu Śląskiego PiS postara się wykorzystać wynik po to, by zaakcentować swój come back i wzrost znaczenia na scenie politycznej. Na pewno – zdaniem Migalskiego – podkarpackie zwycięstwo stanie się znakiem marketingowym PiS przez najbliższe miesiące. Politolog podkreśla znaczenie frekwencji (nieznacznie ponad 12 proc.) w wyborach na Podkarpaciu. Uważa, że w tej sytuacji trudno jest przykładać podkarpacką miarę do skali ogólnopolskiej. Dodaje, że spodziewał się takich wyników, ponieważ: „Podkarpackie to matecznik PiS”.
Posłanka Elżbieta Łukacijewska, przewodnicząca Zarządu Regionu Podkarpackiego PO mówi z kolei, że kandydat PiS odniósł zwycięstwo m.in. dzięki brutalnej, oczerniającej i bardzo nieczystej kampanii wyborczej. – W kampanii padały bezpardonowe kłamstwa, choćby takie, że z powodu polityki rządu PO-PSL Podkarpackie nie ma szansy na rozwój. – Platforma absolutnie nie chciała podjąć gry oszczerstw i retoryki ostrego konfliktu – mówi Łukacijewska – To nie nasz sposób prowadzenia kampanii i wpływania na społeczeństwo. Nie wyobrażam sobie, żeby przyszło nam do głowy, by takim tonem zwracać się do ludzi.
- W dodatku – dodaje posłanka - PiS ściągał na czas kampanii w Podkarpackiem niemal wszystkich swoich parlamentarzystów. Nieprzypadkowe były dwukrotne, spektakularne wizyty prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego. Zawsze przy jego boku pojawiał się kandydat PiS do Senatu, a podczas 1 czerwca media obiegły zdjęcia prezydenta, który grillował w prywatnym ogródku Stanisława Zająca. Termin wyborów 22 czerwca też nie był przypadkowy. Studenci mają w tym czasie sesję egzaminacyjną i nie przyjechali głosować w rodzinne strony. Pełnoletni absolwenci liceów są z kolei zajęci przygotowaniem do egzaminów na wyższe uczelnie. Widać, zresztą, że średnia wieku osób biorących udział w wyborach była wysoka. Znacznie bardziej zdyscyplinowany okazał się też tradycyjny, wiejski elektorat PiS, który najłatwiej uległ i uwierzył w histeryczne zapewnienia wyborcze działaczy PiS, że władza PO to prawdziwy dramat dla Podkarpacia.
Posłanka Łukacijewska zapewnia jednocześnie, że PO będzie nadal prowadziła na Podkarpaciu swoją kampanię, ale z pewnością nie metodami PiS:
- Będziemy po prostu na pozytywnych przykładach pokazywać, jak PO rozwiązuje problemy regionu. Nie zamierzamy się obrażać na wyborców, ponieważ mamy świadomość, że mogli ulec jakimś manipulacjom. Przy całej retoryce PiS o tym, że PO otrzymała żółtą kartkę zwracam uwagę, że popularność Platformy w regionie z roku na rok wzrasta, przyłącza się do nas coraz więcej młodych, wykształconych ludzi.
Źródło:
Platforma.org